Z co najmniej dziwną, a już na pewno absurdalną interwencją zgłosiła się do nas czytelniczka. Przyniosła wezwanie do odbioru pisma z Urzędu Miasta, a do tego akt zgonu swojego byłego męża. – Już nie wiem, co mam robić. Mąż nie żyje, a urzędnicy każą mu się stawić w ratuszu – opowiada kobieta. Twierdzi, że wezwania do jej byłego męża przychodzą systematycznie. Mężczyzna zmarł w marcu 2014 roku. – W Urzędzie starałam się dowiedzieć, o co chodzi. Ale nikt nic nie chce mi powiedzieć, bo nie do mnie są kierowane pisma. Tu jest jednak napisane, że w razie nieodebrania pisma będzie postępowanie administracyjne. Boję się tego. Nie chcę mieć problemów – mówi pani Jadwiga. Zmęczona sytuacją przyniosła w końcu do ratusza akt zgonu męża. – Znów usłyszałam, że mąż ma się stawić po odbiór pisma. Powiedziałam, żeby sami do niego poszli na cmentarz, bo jeszcze stamtąd im ucieknie – mówi zdenerwowana. Zastanawiała się, czy może dołączyć zdjęcie męża w trumnie, żeby ktoś jej w końcu uwierzył. Udała się nawet do lekarza, który był obecny przy śmierci, żeby pomógł jej przekonać urzędników. – Lekarz śmiał się strasznie i kazał mi iść ze sprawą do gazety. No to jestem. Może to pomoże, może w końcu przestaną do mnie przychodzić te wezwania – zastanawia się pani Jadwiga.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze