Nie od dziś wiadomo, że w planie lekcji każdej klasy i każdej szkoły są ważne i mniej ważne przedmioty. Do tych najważniejszych należą zapewne te, z których można zdawać maturę, a potem kontynuować naukę na studiach, czyli matematyka, historia, język polski i angielski. Potocznie uważa się, że mniej czasu można poświęcać na zajęcia techniczne, plastyczne, muzyczne i wychowanie fizyczne. Zwłaszcza na ten ostatni przedmiot. W przekonaniu wielu rodziców zajęcia z wychowania fizycznego polegają na tym, że nauczyciel rzuca uczniom piłkę i mówi: „grajcie”. Tymczasem nauczyciele często chcieliby urozmaicać lekcje, ale uczniowie chcą tylko grać w piłkę. I koło się zamyka. Postanowiliśmy sprawdzić, czy dzieci z Płocka chętnie chodzą na lekcje wychowania fizycznego, czy ćwiczą i są zadowolone z propozycji nauczyciela na uatrakcyjnienie zajęć, jaka dyscyplina sportu króluje w szkolnych halach sportowych i wreszcie – czy biorą udział w sportowych zajęciach pozalekcyjnych. Przyznać musimy, że w rozmowach z dyrektorami i nauczycielami jawi się bardzo optymistyczny obraz. Spacer po płockich szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych był odpowiedzią na interwencję opiekuna pierwszoklasisty. – Mój wnuczek rozpoczął edukację szkolną. Ja całe swoje życie byłem związany ze sportem, więc patrząc na plan lekcji zwróciłem uwagę, że chłopak nie ma ani jednej godziny sportu. W szkole tłumaczyli mi, że najmłodsze dzieci w szkole, te z klas I–III, mają takie lekcje prowadzone przez wychowawczynie. Nie mają lekcji z prawdziwego zdarzenia, z wykształconym nauczycielem wychowania fizycznego, który zachęciłby ich do wf-u – tłumaczył swoje obawy.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze