Reklama

Tyle dróg…

03/06/2020 14:14

„Tyle dróg budują, tylko, k…, nie ma dokąd iść!” Cytuję niezapomnianego Jana Himilsbacha nie po to, by ubolewać nad ciosem, jaki od koronawirusa zainkasowała branża turystyczna. Oczywiście ten dramat zasługuje na komentarz, ale dziś będzie o motoryzacji. W ten segment gospodarki epidemia uderzyła równie mocno. A dokładniej w sprzedaż nowych samochodów. W kwietniu, jak podają specjalistyczne serwisy internetowe, zanotowano spadek o dwie trzecie w stosunku do kwietnia roku ubiegłego. Nieoczekiwanie okazało się, że nie potrzebujemy nowych samochodów! Te, których używamy obecnie są jeszcze całkiem niezłe… Dziwne, bo przed wybuchem epidemii sprzedaż nowych aut w naszym pięknym kraju biła wszelkie rekordy! Co się stało?
Jakąś, częściową oczywiście, odpowiedź znajdziemy w przytoczonym powyżej cytacie. Częściową, bo „nie ma dokąd pojechać” to oczywiście prawda, ale nie cała. Restrykcje nałożone przez władzę możliwości podróżowania mocno ograniczyły. Nie można było wyjechać na święta do rodziny, na długi weekend w góry czy inny atrakcyjny zakątek naszego… I tak dalej, Szanowni Czytelnicy wiedzą. Ba, nawet wojaże po mieście musiały być uzasadnione niezbędną potrzebą życiową. Wyjazdy wakacyjne też malowały się raczej w ciemnych barwach… Ale z drugiej strony korzystanie z komunikacji publicznej było mocno utrudnione i nie mniej ryzykowne. Zatem przynajmniej sprzedaż aut miejskich powinna znacząco wzrosnąć. Wszak zdrowie cenimy sobie bardzo! Ale nie, tąpnięcie jest totalne!
I co dalej? Wiele z ograniczeń, o których wspominam wyżej jest już nieaktualnych. Czy to oznacza powrót do motoryzacyjnej normalności? Zobaczymy… Może się okazać, że to zdumiewające odkrycie: mój samochód jest całkiem fajny, nie muszę sobie zakładać pętli kredytowej na szyję, nie przejdzie do historii wraz z epidemią? Która zresztą według zapowiedzi ekspertów ma wracać… Co wtedy z branżą? Będzie musiała się dostosować! Po co kupujemy nowe samochody? Bo są coraz bardziej „wypasione”, coraz więcej „bajerów”, coraz bardziej szpanerski „dizajn”… I jak tu jeździć wysłużonym Golfem czy Astrą, kiedy sąsiad… Tak, dzisiejsze auta są zdecydowanie „przefajnowane”. Rozumiem względy bezpieczeństwa, te wszystkie „abeesy”, „eespy”… No dobrze, niech będzie sprzężony z zapłonem alkomat, bo pijanych idiotów (w tym wypadku to synonimy) za kierownicą nie brakuje. Ale po co komu auto z silnikiem pozwalającym na jazdę z prędkością dwieście sześćdziesiąt na godzinę, skoro, parafrazując Himilsbacha, nie ma dokąd nim pojechać, bo tak „szybkich” dróg póki co nie budują?

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości