Trzeba mieć nie lada fantazję i odwagę, żeby przepłynąć Wisłą z Płocka do Malborka własnoręcznie wykonaną tratwą. To w sumie ponad 200 km wodnej przygody. A natchnienie przynieśli polscy piloci, o których w czasie II wojny światowej mówiono w Anglii, że byli zdolni nawet na wrotach od stodoły polecieć. – Dlaczego więc my nie moglibyśmy spróbować na tych „wrotach” popłynąć po Wiśle? – pyta pomysłodawca i organizator wyprawy Krzysztof Nowacki, instruktor ZHR oraz prezes Zarządu Stowarzyszenia „Źródło”. Swoim pomysłem zaraził młodzież z Zespołu Szkół w Maszewie Dużym oraz instruktorów z Kręgu Harcerstwa Starszego „Wachta”. W maju zabrali się za budowę tratwy. Miała być bezpieczna i wytrzymała, a do tego łatwa w konstrukcji. Tak powstał obiekt o wyporności nie mniejszej niż 2500 kg, zanurzeniu nie większym niż 45 cm, wymiarach nie przekraczających 8 m na 4,5 m. Zbudowana została na podstawie z plastikowych beczek o pojemności 220 litrów. Na drewnianym pokładzie stanął namiot przykryty plandeką. – Jako napęd i ster posłużył nam wysłużony dwusuwowy silnik Jonsona. Budowa trwała kilka miesięcy. Każde nasze spotkanie kończyliśmy przy słoiku miodu i dzbanku mleka, przy których jeszcze długo zastanawialiśmy się nad lepszymi rozwiązaniami naszej konstrukcji tratwy – wspomina organizator. W przygotowania do wyprawy włączyli się też rodziny i przyjaciele, a także przychylni lokalni przedsiębiorcy. Prezes jednej z firm budowlanych, do której załoga zwróciła się o wsparcie, rozmarzył się, że sam chciałby wziąć udział w takiej eskapadzie. Ostatecznie marzenia nie spełnił, ale przekazał młodzieży beczki, śruby, liny i wkręty. W końcu tratwa była gotowa i 15 sierpnia z przystani Klubu Żeglarskiego Petrochemia ku blisko dwutygodniowej przygodzie ruszyło 8 osób, 3 członków kadry oraz 5 chłopców – Patryk, Krystian, Witek, Grześ i Borys. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze