Reklama

Szukam posła!

19/11/2003 12:19
W jaki sposób posłowie kontaktują się z wyborcami w Płocku? Jedni mają kilkugodzinne dyżury raz w tygodniu, inni bywają w Płocku raz w miesiącu. Przy czym okazuje się, że nie tak łatwo dostać się do płockich parlamentarzystów. Drzwi do biur może nie są zamknięte na klucz, ale często na wizytę trzeba poczekać, choć nie dłużej niż dwa tygodnie. Właśnie mija półmetek kadencji naszych parlamentarzystów. Wybory odbyły się dwa lata temu, dokładnie 23 września 2001 roku. Na realizację programu i wyborczych obietnic posłowie mają jeszcze trochę czasu. Sprawdziliśmy, ile poświęcają go swoim wyborcom i jak się z nimi kontaktują.
Tradycyjnie dniem na to przeznaczonym są poniedziałki, gdy nie ma posiedzeń Sejmu, tego dnia nie pracuje również żadna komisja. Posłowie powinni wówczas dyżurować w swoich biurach w terenie, na utrzymanie biur poselskich otrzymują bowiem miesięcznie ok. 10 tys. zł. Tygodnik Płocki szukał płockich parlamentarzystów.
Do posła Piłata
tylko pisemnie
Swoją wycieczkę po biurach zaczęliśmy od Biura Posła Andrzeja Piłata. Mieści się ono na ulicy Kościuszki 1 w Płocku. Trudno nieco się połapać w mnogości wywieszonych na ścianie tabliczek. W końcu znajdujemy biuro poselskie, po sąsiedzku ze sztabem głównym SLD i spółdzielnią “Witamina”.

Do obydwu partyjnych biur prowadzą solidnie obite drzwi ze złotymi tabliczkami. Jest środa, więc posła na pewno nie będzie. Biuro jest jednak czynne i dostępne dla zainteresowanych od poniedziałku do piątku. Prowadzi je asystent posła - Konrad Matlęga, który zdradził nam, że Andrzej Piłat ostatnio był w Płocku 3 listopada. Przywiodło go zebranie stowarzyszenia, nie dowiedzieliśmy się którego. Kolejny przyjazd posła przewidziany jest dopiero na 24 listopada, oczywiście w poniedziałek.
W sumie poseł bywa w Płocku przynajmniej raz na miesiąc. Nie jest w stanie wygospodarować więcej czasu, ponieważ obok pracy w sejmie, pełni też stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Sprawy mostu dla Płocka, sprawy dróg krajowych oraz sprawy państwa są na pierwszym planie. Sami płocczanie muszą się ustawić w kolejce i zapisać na ewentualną wizytę w biurze.
– Wszystkie sprawy skierowane do biura poselskiego pisemnie są jednak rozpatrywane przez posła i nie pozostają bez odpowiedzi – zapewnia Konrad Matlęga, pokazując opasły segregator pism z dołączoną szczegółową dokumentacją, spraw w toku. Dominują prośby o pomoc prawną, interwencje w przypadkach eksmisji, skargi osób poszkodowanych przez administrację publiczną.
- Nie wszystkim poszkodowanym w tym mieście można pomóc – przyznaje otwarcie asystent posła.
– Zwłaszcza, jeśli chodzi o najczęstsze prośby, z jakimi zwracają się do nas zainteresowani, czyli o załatwienia miejsca pracy.
W tym biurze prowadzona jest jednak baza danych osób bezrobotnych, którą wykorzystuje się w przypadku informacji o wolnych wakatach. Biura poselskie nie prowadzą też działalności charytatywnej, jednak gros trafiających tu przypadków to trudna sytuacja materialna rodzin. Matka, która dwa lata jest bez prawa do zasiłku, samotnie wychowuje chore dzieci, nie ma na lekarstwa, ani na książki do szkoły dla swoich pociech. Pomoc potrzebna jest natychmiast. Co zrobić w takiej sytuacji? Wyjąć z własnej kieszeni pieniądze i zakupić, wszystko co potrzebne. Są to jednak sytuacje wyjątkowe.
Poseł Andrzej Piłat, choć rzadko bywa w Płocku, to nie tylko czeka na swoich wyborców w biurze. Zdarza się, że pojawia się nagle w mieście i składa niezapowiedzianą wizytę na terenie budowy nowego mostu, by sprawdzić postęp prac. Organizuje też spotkania dla samorządowców, takie jak ostatnio w sierpniu.
-Wójtowie dziewięciu okolicznych gmin pojechali z wizytą do najbogatszej gminy w Polsce do Kleszczewa, która sprawnie pozyskuje środki unijne. Mogli czegoś nowego się nauczyć – komentuje Konrad Matlęga.
Co jeszcze w pracy posła Andrzeja Piłata na rzecz płocczan. Otóż zbliżają się święta, znów trzeba pomyśleć o paczkach dla najmłodszych i potrzebujących.

Na kawę do posłanki
Łuszczyńskiej
Podążamy dalej ulicą Kościuszki. Płockie biuro poseł Aleksandry Łuszczyńskiej znajduje się kilka domów dalej, za biurem posła Andrzeja Piłata, tuż nad kwiaciarnią. Znów trochę trudno tu trafić w szarych, ciemnych korytarzach. Zainteresowani, jak się okazuje, nie mają jednak najmniejszego problemu. Poseł Łuszczyńskiej udało się od początku kadencji przyjąć w tym biurze ponad 600 osób. W ostatni poniedziałek była w Płocku na dyżurze do godziny 15.00. Przyjęła kolejnych 5 osób. Wielu interesantów twierdzi, że z kobietą po prostu łatwiej się dogadać. Do tego bywa w biurze znacznie częściej niż raz w tygodniu. Spotkania zazwyczaj są umówione. Ale zdarza się, że przyjdzie ktoś niezapowiedziany i wchodzi tylko na jedną minutkę. Zostaje u posłanki na pół godziny. Czasami jednak ludziom wystarczy, że poseł ich wysłucha. Na stół wędruje kolejna kawa.
Płocczanka Aleksandra Łuszczyńska, zanim została posłanką, pracowała jako kierownik Zakładu Diagnostyki w szpitalu. Teraz zasiada w Komisji Zdrowia oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, może dlatego tak wiele spraw trafiających do niej związanych jest z tą tematyką. Sprawy załatwia prawie, że od ręki. Jest w stałym kontakcie m.in. z MOPS-em, PFRON-em, Policją, a nawet Strażą Pożarną.
- Jeden z interesantów systematycznie wydeptuje do biura posłanki drogę. Mieszka z żoną i dwuletnim dzieckiem w sypiącej się kamienicy. Już od 6 lat ma obiecywane mieszkanie zastępcze i nic się nie dzieje w tej sprawie. Tymczasem w domu kilkakrotnie wybuchł pożar, bo sąsiad na środku pokoju rozpalał ognisko. Aleksandra Łuszczyńska osobiście sprawdzała warunki mieszkaniowe tej rodziny. Napisaliśmy pismo do Urzędu Miasta i otrzymaliśmy przyrzeczenie, że do końca roku ta rodzina będzie miała nowe mieszkanie – przekonuje asystent posłanki Konrad Papierowski, z wykształcenia prawnik, który już nawet nie jest w stanie zliczyć napisanych na prośbę interesantów pozwów o rozwód, pism do urzędu. To właśnie z nim mamy pierwszy kontakt, wchodząc do biura poselskiego. Umawia na spotkania, zajmuje się tzw. robotą papierkową, finansami, księgowością.
Najwięcej interwencji dotyczy Zakładu Energetycznego. – Uboga rodzina nie musi mieć ogromnego zadłużenia. Żeby odciąć prąd, wystarczy niezapłacone 500 zł. Niby niewiele, a jednak taka suma może zniszczyć rodzinę. Piszemy więc pisma do ZE o rozłożenie spłaty na bardziej dogodne raty i czasami udaje się. Biura poselskie nie mają żadnej mocy sprawczej, mogą jedynie zażądać w ciągu 14 dni wyjaśnienia danej sprawy, albo z artykułu 15 Kodeksu Cywilnego mogą prosić o ulgowe podejście do osoby, sprawy czy sytuacji.
Aleksandra Łuszczyńska nie bazuje tylko na kontakcie bezpośrednim z wyborcami podczas dyżurów poselskich. Liczy się też dla niej szeroka współpraca i wspieranie organizacji, stowarzyszeń, oraz instytucji. Krąg jej zainteresowań to DPS-y, stowarzyszenia m.in. “Jestem”, czy “Silni razem”. Jej biuro poselskie zaangażowało się ponownie w wielki świąteczny kiermasz, gdzie sprzedawane będą upominki, dzieła rąk ludzi niepełnosprawnych.

Nieugięty
poseł Jasiński
W środku tygodnia zadzwoniliśmy do płockiego biura poselskiego posła PiS-u Wojciecha Jasińskiego, mieszczącego się przy ul. Sienkiewicza tuż obok PSS “Zgoda”. Biuro było czynne, dowiedzieliśmy się jednak, że dyżury poselskie są tylko w poniedziałki do godziny 15.00 i jedynie wtedy można się umówić na spotkane z Wojciechem Jasińskim. W przypadkach wyjątkowo pilnych, istnieje możliwość kontaktu telefonicznego, z czego oczywiście skorzystaliśmy.
Zastaliśmy posła Jasińskiego podczas zebrania Komisji Finansów Publicznych i Skarbu Państwa, gdzie omawiana była kolejna ustawa budżetowa na rok 2004. W kilku minutach telefonicznej rozmowy przyznał, że na ostatnim dyżurze w Płocku zjawiło się u niego 5 osób. Nie wszyscy byli umawiani. - Wyborcy przychodzą z różnymi sprawami. Często są to problemy społeczne, dotyczące choćby sposobu załatwiania indywidualnych spraw przez różne urzędy. Najwięcej osób to oczywiście szukający pracy. Nad każdą sprawą się zastanawiam, pomagam pisać odpowiednie pisma, przy czym nie wszystko jako poseł mogę zrobić i załatwić, mogę jedynie daną sprawę wesprzeć.
Do posła Jasińskiego również trafiają konflikty mieszkańców z Zakładem Energetycznym, również tutaj ludzie szukają pomocy w znalezieniu pracy.
- Od 30 lat jestem związany z Płockiem. Trafia do mnie wielu znajomych, myśląc, że po znajomości uda się załatwić pracę. Ja nie mam takich możliwości dla nikogo, bo z pracą w Płocku jest ciężko. Zdarza się, że do biura zaglądają osoby, które chcą zainteresować posła własnym biznesem. – To mnie nie interesuje, podobnie, jak sprawy, że ktoś przegrał niesłusznie przetarg i żebym w tej sprawie zainterweniował. W tym wypadku kieruję do prokuratury. Jestem zdania, że poseł powinien pomagać ludziom i wdrażać program swojego ugrupowania. Realizuję więc program Prawa i Sprawiedliwości i pomagam tyle, ile mogę.
Wojciech Jasiński stara się utrzymać porządek w swoim biurze. - W poniedziałki spotykam się umówionymi osobami. Nie przyjmuję wszystkich, którzy się pojawią. To jest fizycznie niemożliwe. Nie ma jednak ludzi, którzy na spotkanie ze mną czekaliby kilka miesięcy, co najwyżej 2-3 tygodnie.
Co do tej pory Wojciech Jasiński zrobił dla Płocka? Walczył o ratunek dla Zakładów Mięsnych. Interesuje się również postępem prac przy budowie nowego mostu. Poza tym bywa w Płocku na okolicznościowych uroczystościach, ostatnio na 200-leciu Zakładu Karnego.
– Zakłady Karne chronią społeczeństwo przed przestępcami. Szkoda, że o tym zapominamy, a głośno o zakładach jest tylko wtedy, gdy coś się w nich źle dzieje.
Tak skończyła się nasza wycieczka po biurach poselskich. Jak widać posłowie raz częściej, raz rzadziej w Płocku jednak są. Jeśli włożymy nieco wysiłku, na pewno się z nimi spotkamy.
Blanka Stanuszkiewicz
Fot. DarIusz Ossowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości