Reklama

Szpitalni palacze górą?

05/10/2011 08:53
Każdy z nas, kto miał okazję leżeć w szpitalu na Winiarach lub odwiedzać chorych, na pewno widział lub choćby czuł dym papierosowy, ulatniający się z toalety lub z innego trudniej dostępnego miejsca. Placówki medyczne są objęte całkowitym zakazem palenia, nie ma nawet mowy o wyznaczaniu palarni, a jednak nałóg jest silniejszy. Nie każdy może wyjść na zewnątrz budynku, nie zawsze pogoda jest odpowiednia, by puścić dymka na dworze. Za to przytulnie, choć niezbyt komfortowo, jest na korytarzu, a nawet w toalecie. Co z tego, że obok przechodzą lekarze i pielęgniarki. Oni mogą najwyżej poprosić o zgaszenie papierosa. Nałożyć mandatu ani wypisać pacjenta ze szpitala nie mogą, nie mają też żadnych sankcji wobec odwiedzających. Proceder kwitnie, ale nie wszystkim się podoba. Na brzydki zapach narzekają pacjenci niepalący,  a z toalety, nawet na położnictwie czy onkologii, buchają kłęby dymu.
Tematem zainteresował nas czytelnik, który właśnie wyszedł ze szpitala na Winiarach. – Jest cała lista miejsc, gdzie bezwzględnie nie wolno palić – mówi. – Niestety, nie wszyscy stosują się do zakazu. Z daleka widać na korytarzach tabliczki informujące, że nie wolno w tym budynku palić papierosów, ale i tak ludzie palą. Stają na korytarzach, na klatce schodowej i ćmią papierosa za papierosem. Widziałem chorych i odwiedzających z petem w ustach, nie zwracają uwagi, że biegają wokół dzieci, że chodzą chorzy. Na dodatek oczywiście wyrzucają pety przez okno, bo nigdzie nie ma popielniczek. To jest jedna wielka palarnia. Od czego jest ochrona, od czego są zasady i zakazy? Długo byłem w szpitalu i nie zauważyłem, by ktokolwiek z personelu zwrócił uwagę palącemu, że to niestosowne.
Zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych od 15 października 2010 obowiązuje całkowity zakaz palenia w niektórych miejscach. Do nich należą wszelkie placówki służby zdrowia, uczelnie, obiekty służące obsłudze podróżnych, przystanki autobusowe, pomieszczenia obiektów sportowych. W niektórych placówkach, jak w pomieszczeniach obiektów kulturalnych i wypoczynkowych, w lokalach gastronomiczno – rozrywkowych, może, ale nie musi zostać wyznaczona palarnia. Wszędzie muszą być w widocznym miejscu tabliczki informujące o takim zakazie.
Choć w szpitalach i przychodniach zdrowia zakaz jest całkowity, to nagminnie łamany. Niektóre placówki latami nie mogą znaleźć dobrego rozwiązania, które pozwoliłoby walczyć z tym procederem. Owszem, można ściągnąć do szpitala strażników miejskich lub inspektorów Państwowej Inspekcji Sanitarnej, żeby chodzili po korytarzach i karali mandatami wszystkich palących, ale są spore trudności ze zrealizowaniem takiego pomysłu. Warto także wziąć pod uwagę fakt, że mundurowi musieliby na okrągło chodzić po piętrach, bo zmieniają się odwiedzający, stale trzeba by zwracać im uwagę.
W wielu szpitalach papierosy zostały wycofane z kiosków i sklepików, ale to nie przeszkoda, bo chorym wyroby tytoniowe przynosi rodzina. W efekcie ten zakaz wydaje się martwy, niemożliwy do wyegzekwowania. Bo nawet w regulaminie szpitala napisano, że za złamanie zakazu pacjent za zgodą lekarza może być wypisany do domu. Może, ale bardzo rzadko jest wypisywany. W płockich placówkach służby zdrowia takiego precedensu nie było.
W lokalach gastronomicznych palić nie wolno i personel natychmiast amatorowi tytoniu zwróci uwagę, a nawet wyprosi. A co ze szpitalem? – Niestety, jest to prawda – przyznaje Stanisław Kwiatkowski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku. – Oczywiście, że zwracamy uwagę pacjentom i odwiedzającym, nasz strażak obchodzi cały teren i również zwraca uwagę, wywieszamy tabliczki, robimy wszystko, co w naszej mocy, ale te działania, musimy to przyznać, nie przynoszą rezultatów. To walka z wiatrakami, bo jedna osoba posłucha, zgasi papierosa, ale za chwilę w tym miejscu pojawi się nowa i też będzie palić. U naszym szpitalu nikt nie ma uprawnień do nakładania mandatów, a wzywanie strażników miejskich jest rozwiązaniem, ale tylko na czas ich pobytu. Kiedy wyjeżdżają, wszystko zaczyna się od nowa. Próbujemy wychować pacjentów i odwiedzających, ale to jest bardzo trudne. Nie do wszystkich dociera, że nie wolno palić w całym budynku. Nie możemy też wyznaczyć miejsc, w których można palić, jedynie przed i za szpitalem jest to dozwolone. My tylko możemy apelować o to, by prawo było respektowane, ale to niestety jest martwy przepis.
Jest jeszcze druga strona medalu. Co zrobić z nałogowymi palaczami, którzy muszą dłuższy czas leżeć w szpitalu? Nie ma się co dziwić, że zdarzają się sytuacje, gdy pielęgniarka otworzy okno albo zawiezie pacjenta, który jest unieruchomiony w łóżku, na korytarz. Nigdy jeszcze w historii płockiego szpitala nikogo nie wyrzucono za palenie i pewnie takich decyzji nie będzie się podejmować.
Okazuje się jednak, że jest to, przynajmniej w Płocku, problem tylko szpitala na Winiarach. – Trudno powiedzieć, z czego to wynika, ale nasi pacjenci i osoby odwiedzające przestrzegają zakazu – twierdzi dyrektor ds. lecznictwa Marek Mieszkowicz ze Szpitala św. Trójcy w Płocku. – Nie palą na oddziałach ani na zewnątrz budynków. Nie mamy też tego problemu w toaletach. Personel szpitala walczy z tym nałogiem u pacjentów i są rezultaty.
Również problemu nie ma w Szpitalu Gostynin – Kruk. – Generalnie nie mamy kłopotów z palaczami, ale w naszym przypadku pacjenci inaczej rozwiązują problem swojego nałogu – wyjaśnia dyrektor Krzysztof Jaworski. – Nasz budynek jest niski, ma tylko parter i piętro, a wokół jest las, doskonałe miejsce na spacery. Można przypuszczać, że tam właśnie chorzy oddają się swojemu nałogowi, ale na pewno nie robią tego w budynku, nie palą w toaletach, a już na pewno nie ma możliwości, by zdarzył się przypadek palenia w łóżku. Słyszałem o takich sytuacjach, że pacjent zaprószył ogień i niewiele brakowało, a doszłoby do pożaru.
Nie wydaje się, by szpital na Winiarach był niechlubnym wyjątkiem wśród placówek służby zdrowia działających w Płocku i okolicach. W kraju problem jest znany i również nie do rozwiązania, a menedżerowie szpitali przyznają się do niemożności wyegzekwowania przepisów. Pytamy więc, czy na Winiarach palacze zawsze będą górą, a może należałoby skorzystać z doświadczeń szefów innych placówek?
Jola Marciniak
jola.marciniak@tp.com.pl
Czy w szpitalu powinno być wyznaczone miejsce dla palaczy?

Jerzy Podsędek, nauczyciel
Nie wiem, czy to jest dozwolone, ale myślę, że pacjent powinien, przynajmniej na czas pobytu w szpitalu, zapomnieć o paleniu. Ja wiem, że są nałogowcy, którzy nie są w stanie przeżyć bez papierosa nawet kilku godzin, ale jest to szczególne miejsce. A jeśli już ktoś nie może wytrzymać, to powinien wyjść w takie miejsce, by absolutnie nie przeszkadzać innym pacjentom.

Hanna Skonecka, pracownik szpitala
Oczywiście, że powinny być palarnie. Ja pracuję w szpitalu i muszę kryć się po kątach. Jestem w tym wieku, że raczej się nie odzwyczaję, a przecież w pracy na porządku dziennym są emocje, stres, jedni się znęcają nad drugimi, panujący wszędzie mobbing nie jest niczym dziwnym. Nie wiadomo, co czeka mnie w pracy, a gdy jest źle, to muszę zapalić, żeby ochłonąć.

Marek K., spacerowicz
Absolutnie nie powinno być palarni na terenie żadnego szpitala ani żadnej przychodni zdrowia. Szpital jest od leczenia, a nie od szkodzenia. Pozwalając na palenie papierosów, zgadzamy się na promocję tego szkodliwego nałogu.

Marianna Żółtowska, działacz społeczny
Uważam, że nie powinno być miejsc wyznaczonych do palenia papierosów w szpitalu, tym bardziej że tam się leczy ludzi. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że nikotyna szkodzi, w szpitalach często pacjenci są leczeni ze skutków palenia. Zdecydowanie powinno być zabronione także palenie na korytarzach i w toaletach. Jestem zniesmaczona tym, co widzę podczas odwiedzin chorych. Zewsząd wydobywają się kłęby dymu.

Marianna Cichocka, pracownik PCK
Jak zobaczyłam, to nie uwierzyłam, że przed szpitalem są wystawione popielniczki. Tak nie powinno być. Uważam, że konieczne są zdecydowane działania w tym kierunku, zabraniające wychodzenia pacjentom nawet na zewnątrz szpitala. A to, że palą odwiedzający, to jest już skandal. Ja z racji swojej pracy często spotykam się z osobami uzależnionymi i dlatego moim zdaniem trzeba zrobić wszystko, by walczyć z osobami palącymi nałogowo tytoń.

Michał Stańczak, ślusarz
Uważam, że w szpitalu powinien być kącik dla palaczy. Sam byłem niedawno jako pacjent i musiałem chować się po kątach, w łazience. Wcale nie tak łatwo rzucić palenie na kilka dni pobytu w szpitalu. Palę od dawna i dla mojego zdrowia chyba byłoby gorzej, gdybym nagle pozbył się nałogu. Zresztą wszędzie takie palarnie, w miejscach, które odwiedzają ludzie, są, powinny też być w szpitalu.

Sławomir Czerwiński, pracownik reklamy
Moim zdaniem powinna być przynajmniej jedna palarnia na Winiarach. Mogłaby być oddalona od budynku szpitalnego, nawet trudno dostępna, ale dobrze oznakowana. Przecież to nie jest tak, że pacjent za drzwiami placówki odzwyczaja się od palenia, tak łatwo nie jest. Ale gdyby wiedział, że może zapalić, tylko wiąże się to z trudnościami, wtedy na pewno by ograniczył ilość wypalonych papierosów.    Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości