Reklama

Szmateksy, ciucholandy, druga ręka - Czy obronią się przed likwidacją?

13/05/2002 11:10
Póki co trwa walka, aby 30 czerwca br. nie był ostatnim dniem funkcjonowania szmateksów. Powołano nawet Społeczny Komitet Obrony Sklepów z Tanią Odzieżą.Dostawcy taniej odzieży zbierają podpisy zarówno wśród pracowników, jaki klientów. Wszystko po to, by móc skierować do Sejmu inicjatywę ustawodawczą. Potrzebnych jest sto tysięcy podpisów. Już dwa miesiące temu sprawa została skierowana do rzecznika Praw Obywatelskich Andrzeja Zolla. – Ale nie została załatwiona w sposób zadowalający. Nasze interesy nie zostały uwzględnione. To jednak dało punkt wyjścia do dalszych działań. Chociaż muszę przyznać, że nasze społeczeństwo nie potrafi zrzeszać się. Ile razy namawiałem, aby stworzyć stowarzyszenie importerów i drobnych sprzedawców. Nie było mowy, napotykałem na olbrzymie trudności. Zaczynamy dopiero działać i bronić się w momencie, gdy pojawia się nowy zapis ustawowy – powiedział Antoni Antoszewski, prowadzący sklep z tanią odzieżą w Płocku. Sól w oku Sprawa stanęła na ostrzu noża w momencie, gdy w życie weszło nowe prawo dotyczące ochrony środowiska i ustawy o odpadach. – Zdecydowano, że sklepy z używaną odzieżą powinny być zlikwidowane, ponieważ stanowimy zagrożenie. Pytam dla kogo i dlaczego? Po prostu jesteśmy traktowani i postrzegani jak sól w oku. Poprzez takie zapisy odbiera się rzeszy ludzi pracę. I drugiej - możliwość zakupu taniej odzieży – mówiła jedna z pracownic sklepu z tanią odzieżą w Płocku. – Ale nikt się tym nie martwi. Jesteśmy rozgoryczeni. Będziemy robić wszystko, by nie dopuścić do takiego rozwiązania. Póki co zezwolenia na import są ważne tylko do 30 czerwca. Rząd argumentuje, że likwidacja branży odzieży używanej jest konieczna, ponieważ stanowi zagrożenie dla polskiego przemysłu lekkiego. – To śmieszna argumentacja. Dlaczego nikt nie mówi o tym, ile osób straci pracę. W całym kraju w tej branży zatrudnionych jest kilkadziesiąt tysięcy osób. Ci, którzy zajmują się sortowaniem odzieży, jej transportem, sprzedażą. Co z nimi będzie. Czy jest dla nas jakaś alternatywa? To jest olbrzymi problem, ponieważ pracują tu całe rodziny. Nie pracujemy tu na ośmiu godzinach. Tylko od świtu do nocy. Tyle czasu potrzeba na to, by wszystko jakoś funkcjonowało. Zanim towar trafi do sprzedaży, trzeba posortować, przygotować, wycenić. Poza tym nie rozumiem dlaczego odbiera się ludziom mniej zamożnym możliwość taniego ubierania się. Dziwię się, że rząd zagląda do kieszeni najbiedniejszych osób – powiedział Antoni Antoszewski. Co do zagrożenia dla polskiego przemysłu lekkiego ludzie z branży taniej odzieży mówią: - To nie my zagrażamy. Jest to efekt tego, że uszczelniliśmy granicę wschodnią dla zachodu. A zachód wszedł od tyłu i sprzedał. To wiele czynników zagraża, a nie jeden element. Trafili na opór Osoby prowadzące tego rodzaju działalność są zdumione, że nie mówi się głośno, ile stąd zyskuje budżet państwa. Z tytułu cła i podatku VAT, zapłacono przecież budżetowi ogromne pieniądze. W skali kraju są to kwoty rzędu kilkunastu milionów dolarów. Dla importerów używanej odzieży absurdalny jest zapis w ustawie o odpadach (art.65,p.5) mówiący, że nie można sprowadzać zza granicy odpadów wraz z rzeczami służącymi do dalszego użytku. – Gdyby potraktować go dosłownie, nie można by sprowadzać także zza granicy ...rudy żelaza, gdzie żelazo jest pomieszane z odpadem – mówili moi rozmówcy. – Ale nie o to im chodzi. Już kilka razy próbowali nam tego zakazać. Jednak opór ludzi był tak duży, że się nie udało nas zlikwidować. Więc teraz próbują to zrobić po cichu, takim niby niewinnym zapisem – mówią jednym głosem osoby z branży odzieży używanej. Moi rozmówcy zwracali także uwagę na bardzo ważną rzecz. Jeżeli ustawa zakaże sprowadzania zza granicy odzieży nie posortowanej, to część importerów zrezygnuje, część zacznie sortować odzież za granicą. I zamiast Polaków zarobi ktoś inny. – Krem, czyli lepsza część towaru, tak nazywana przez Niemców, nie trafi do nas. Tu będzie przywożona tak zwana ‘kicha” – powiedział Antoni Antoszewski. Tak, czy owak, ceny w sklepach z tanią odzieżą wzrosną i to znacząco, wybór odzieży zmniejszy się i większość będzie musiała zakończyć działalność. – W naszych postulatach mówimy jasno, jeżeli ludzie kupią droższą odzież, tu, czy gdzie indziej, to kupią mniej innych towarów. I wtedy polski przemysł starci na tym. Jeżeli kupią drożej, to rząd ściągnie z tego wyższy podatek i będzie mógł udawać, że wydaje je na potrzeby mieszkańców – powiedział Antoni Antoszewski. Kolejny argument rządu wskazujący na zasadność likwidacji szmateksów to tłumaczenie, że w ten sposób zanieczyszczane jest środowisko. – W ciągu roku dwa tiry czyściwa odstawiam na zachód. Część czyściwa wprowadzam na rynek wewnętrzny. Odpadową część przekazujemy do Czerwonego Krzyża lub innych instytucji zajmujących się pomocą bezdomnym – powiedział Antoszewski. Dostawa na telefon Pierwsze sklepy z tanią odzieżą powstały kilkanaście lat temu. Wrosły w polski krajobraz i z czasem stały się miejscem, gdzie zaczęli się zaopatrywać nie tylko najmniej zamożni. Ale także ci, którzy chcą się ubrać oryginalnie, nietypowo. Przekrój klienteli sklepów z tanią odzieżą jest bardzo różny. Część kupuje bezpośrednio, część pośrednio poprzez znajomych, rodzinę. Są także zamówienia telefoniczne. – Dostajemy zlecenie, co mamy odłożyć, przygotować. Wyceniamy towar i ludzie rozliczają się tak, aby nikt nie widział, że oni tu się zaopatrują – powiedział Antoni Antoszewski. Dla znacznej grupy osób tak zwane lumpeksy nie są niczym wstydliwym. Podczas moich wizyt w sklepach, w każdym kręciło się po kilka, kilkanaście osób. Młodszych, starszych w średnim wieku. Wcale nie wyglądały na biedne. – Proszę pani, kupiłam piękną bluzkę. Wcale nie taką, co to musi być do noszenia w domu. Mam jeszcze parę innych fajnych rzeczy. Zawsze można sobie coś wybrać. Głupota, jeszcze raz powtarzam głupota z tą likwidacją. Ten rząd, to nas wyprowadzi... – mówiła jedna z klientek. Para młodych ludzi, którzy wybrali fajne, firmowe koszulki sportowe także potwierdziła, że takie sklepy powinny być utrzymane. – Jak widać przychodzimy tu i kupujemy. Co więcej dodać – powiedzieli. – Nie jest to nic gorszego. W podobnym tonie były kolejne wypowiedzi odwiedzających płockie sklepy z tanią odzieżą. Za kilkanaście tygodni okaże się, czy przetrwają. rad Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości