Aurę majową cechuje niestabilność. Bywa, że dni są zimne, deszczowe, a ranki mroźne. Zdarza się też, iż dni są ciepłe, a niekiedy wręcz upalne (np. w 1956 r. w Lublinie temperatura wzrosła do 35,7 st. C). Dla mieszczuchów w tej pogodowej mozaice jest sporo uroku. Dla ludzi żyjących z tego, co urodzi Matka Ziemia, a zwłaszcza dla sadowników, zazwyczaj wróży to początek sporych kłopotów. Najbardziej nerwowym czasem dla sadowników jest pierwsza połowa maja. Wówczas drzewa toną w kwiatach, które są szczególnie wrażliwe na przymrozki. Przyjęło się uważać, że najzimniejsze dni przypadają na 12, 13 i 14 maja – czyli na tzw. zimnych ogrodników, oraz na 15 maja – na tzw. zimną Zośkę. Po tych dniach noce stają się coraz cieplejsze, przymrozki przestają zagrażać drzewom owocowym, a w powietrzu unosi się zapach bzów i konwalii. Imię Zofia, pomimo fatalnego związku z przymiotnikiem „zimna”, ponownie stało się bardzo modne. W 2011 roku było najchętniej nadawanym imieniem w Polsce. Zatem licznym solenizantkom proponuję sezonowe ciasto rabarbarowe, które będzie dość zdrowym deserem już dla trzyletniego dziecka (bo im dłużej uda nam się nie karmić dzieci słodkościami, tym lepiej). Natomiast sadownikom zalecam westchnienie do św. Zofii, gdyż podobno potrafi skutecznie interweniować u Najwyższego w sprawie przymrozków.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze