Reklama

Ekshumacja szczątków żołnierza w Cierszewie. Jakie tajemnice zostały odkryte?

05/07/2020 12:00

Wojna, przyjaźń, miłość do koni to wspólne mianowniki, które doprowadziły do odnalezienia w Cierszewie (gm. Brudzeń Duży) szczątków poległego Rosjanina. O historii oraz śledztwie stowarzyszenia Tradytor, a finalnie ekshumacji poległego żołnierza opowiada nam jego członek Michał Umiński.

Od czego zaczęła się historia żołnierza?

Historia ,,wpadła” w moje ręce dość przypadkowo. Często szukam ciekawych tematów. Odwiedzam starszych ludzi, opuszczone miejsca. Tak stało się również w przypadku tej historii. Prowadząc swoje prywatne historyczne śledztwo trafiłem do Państwa Jarzyńskich z Cierszewa. Właściciel terenu - pan Wiesław okazał się bardzo uprzejmym człowiekiem posiadającym w swojej pamięci wiele historii z dawnych lat, które przekazywane są w rodzinie od pokoleń. Jedną z nich była historia rosyjskiego żołnierza, który spoczywa na jego polu wśród starych sosen.

Reklama

Co to za historia i o jakim okresie możemy mówić w tym przypadku?

Z opowieści gospodarza wynikało, iż ów żołnierz pojawiał się we wsi podczas swoich konnych patroli. Wraz z towarzyszami rozbijał obozowisko, a sam przychodził do gospodarza. Siadał z rodziną do kolacji, przy której wraz z dziadkiem mojego rozmówcy wspominali  dawne czasy. Obu łączyła wspólna pasja - miłość do koni. Zarówno jeden, jak i drugi byli żołnierzami, a sam gospodarz z dumą opowiadał, że na koniu, w carskiej armii spędził aż 7 lat. Poza tym mówił dobrze po rosyjsku, a także świetnie jeździł konno. Często opowiadał, iż w galopie trafiał z pistoletu w uciekającego zająca. Wspólna pasja, podobne charaktery spowodowały, iż obaj panowie bardzo się polubili. Rosjanin za każdym razem, kiedy był w okolicy, zaglądał do kolegi snując wielogodzinne opowieści. Często świadkiem tych rozmów była córka gospodarzy,  mała dziewczynka, która bardzo polubiła nowego kolegę jej taty. W opowieściach rodziny bardzo żywy jest obraz dziecka siedzącego na kolanach Rosjanina i bawiącego się z nim. Pewnego wieczoru po przybyciu wojska do lasu, jeden z żołnierzy przyszedł  do gospodarstwa i poinformował domowników o tym, iż ich dowódca (przyjaciel rodziny) został zastrzelony przez snajpera zza Wisły. Poproszono, aby gospodarz go pochował, co ten oczywiście uczynił. Czas płynął, a historia żyła wyłącznie w pamięci rodziny Jarzyńskich do czasu, kiedy pojawiłem się u nich w 2010 roku. Dzięki temu, że pan Wiesław na jednym z sosnowych pniaków wyrył krzyż, mogłem zlokalizować miejsce pochówku. O sprawie opowiedziałem kolegom ze Stowarzyszenia Tradytor, z którymi działam od wielu lat i na których zawsze mogę liczyć. Wspólnie uprzątnęliśmy i upamiętniliśmy to miejsce a następnie zaczęliśmy kwerendę dokumentów.

Reklama

Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.

(ek)

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości