Reklama

Święta, Święta?

17/12/2019 16:30

Krótka historia zmagań z tradycją… Zaczęło się chyba od choinki. Naturalna czy sztuczna? Miłośnicy przyrody, zwani dziś „ekologami”, rozpoczęli batalię przeciwko corocznej rzezi młodych drzewek (a czasem i starych). Siła tej ofensywy z czasem zmalała, bo uderzono w nią argumentem, że sztuczna choinka to niedegradowalny produkt chemiczny, szkodzący środowisku naturalnemu. Następnie przyszła kolej na karpia. Dziś z rozrzewnieniem wspominamy piękną świąteczną tradycję udostępniania przyszłemu gościowi wigilijnego stołu, wanny, w której pływał sobie od dnia zakupu do wigilii, a domownicy realizowali potrzebę higieny w umywalce albo miednicy. I komu to przeszkadzało? Miłośnikom zwierząt, którzy ogłosili akcję „dobry karp, to martwy karp”. Kupno ryby żywej, zwłaszcza transportowanej do domu w „reklamówce” bez wody stało się symbolem barbarzyństwa. Próbowano wprowadzić pomysł zabijania jej w sklepie, przez sprzedawcę, ale się nie przyjęło, potem torby z wodą…
Kolejny etap to Mikołaj, wówczas jeszcze Święty. Za czasów mojego dzieciństwa Mikołaj „przychodził” zgodnie z kalendarzem, szóstego grudnia. I przynosił prezenty dzieciom. Na „gwiazdkę” żadnych prezentów nie było. Czyli marny biznes… Trzeba było rozwinąć. Zatrudniono zatem Mikołaja i wprowadzono zwyczaj obdarowywania się zgodnie ze sportową regułą „każdy z każdym mecz i rewanż”, ale nie na „Mikołajki”, tylko „pod choinkę”. To znaczy, że prezenty kładzie się pod choinkę, a Mikołaj, czy raczej „Produkt Mikołajopodobny” nagabuje dzieciaki w centrach handlowych, wręczając im po cukierku. I ta nazwa… Boże Narodzenie! Od biedy na co dzień można używać neutralnego terminu „gwiazdka”, ale brzmi to mało poważnie, żeby nie powiedzieć, infantylnie. W szkołach zamiast ferii świątecznych pojawiły się „wakacje zimowe”. Oraz przerwa międzysemestralna, której za mojej młodości nie było. I wreszcie przyszedł czas na ostatni bożonarodzeniowy „zabobon”, czyli opłatek wigilijny… Na razie w, że się tak wyrażę, sferze publicznej. Liczne w okresie świątecznym „wigilie”, czy też „spotkania opłatkowe” w firmach i instytucjach przekształcają się w „spotkania integracyjne”. Często jeszcze w trakcie „integracji” zebrani składają sobie życzenia świąteczne (?), a nawet wykorzystują w tym celu „tradycyjny” rekwizyt w postać produktu bezglutenowego, używając przy tym z przyzwyczajenia terminu „opłatek”, ale na przykład w Sejmie, a jak wiadomo „ryba (karp) psuje się od głowy”, frekwencja na spotkaniu opłatkowym była w tym roku marna! Dlatego, że „opłatkowe” właśnie! Wesołych Świąt z choinką, karpiem i opłatkiem!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości