50 ambasadorów z różnych stron świata wysmażyło bełkotliwy list otwarty w obronie rzekomo uciskanych w naszym kraju mniejszości seksualnych. Najpierw dyplomaci wyrażają niejasno sprecyzowane „poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii problemów, jakie dotykają społeczność gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) oraz innych mniejszości w Polsce”. Niestety z listu nie dowiadujemy się, o jakie „problemy” tych społeczności chodzi. Czy brakuje im dostępu do leków, czy utrudniany jest im dostęp do podstawowej opieki medycznej, ubezpieczeń społecznych, do korzystania z instytucji kultury, sklepów spożywczych, odzieżowych, restauracji, szkół i uczelni wyższych, a może nie mogą podjąć pracy i przymierają głodem? Nic o tym nie wiadomo z wypowiedzi światłych ludzi reprezentujących postępową część ludzkości. Chyba, że odwołanie tegorocznej „Warszawskiej Parady Równości” stanowi dla tych środowisk tak traumatyczny problem, że bóle egzystencjalne zrodzone z tego powodu muszą koić im wynurzenia 50 pseudopostępowców.
Dalej ambasadorzy podkreślają, nie wiadomo za bardzo dlaczego, że uznają „przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki”. Ja bym napisał „osoby ludzkiej”, ale niech będzie, dla postępowców człowiek to „jednostka”. Następnie, powołując się na parę doniosłych dokumentów rangi globalnej i europejskiej przypominają, że „szacunek dla fundamentalnych praw” w nich zawartych „zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych szans”. Pełna zgoda, wszyscy Polacy są za tym nie od dzisiaj, a system prawnej ochrony obywateli działa u nas nie gorzej niż gdzie indziej. Nie wiem dotąd, po co tyle szumu robią ambasadorowie i o co im chodzi, a to już połowa listu. Następnie dyplomaci sugerują, że „aby to umożliwić (ową ochronę obywateli), a w szczególności aby bronić społeczności wymagające ochrony przed słownymi i fizycznymi atakami oraz mową nienawiści, musimy wspólnie pracować na rzecz niedyskryminacji, tolerancji i wzajemnej akceptacji”. Oczywiście, że musimy. I robimy to, robimy to cały czas, w domach, w szkołach, w Kościele, w instytucjach państwa. Jeśli jest inaczej, proszę o przykłady.
Na koniec ambasadorowie wyrażają uznanie dla ciężkiej pracy wszystkich, „których celem jest zapewnienie przestrzegania praw osób LGBTI”. O jakie prawa „osób LGBTI” chodzi, nie informują. A ja nie słyszałem, aby którekolwiek „prawo osób LGBTI” wynikające z „przyrodzonej i niezbywalnej godności jednostki” było w Polsce łamane (chyba że chodzi o inne prawa). Nikt nie jest dyskryminowany z powodów motywowanych orientacją seksualną czy tożsamością płciową. Wszyscy mają równy dostęp do edukacji, opieki medycznej, zaopatrzenia w żywność, komunikacji publicznej czy do rynku pracy. Nie ma w Polsce prześladowań i prawnej dyskryminacji osób tego rodzaju. „Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBTI, mają prawo w pełni z nich korzystać”, i na szczęście korzystają. Pomówienia, że jest inaczej, powinny być surowo karane. Dlatego apeluję do ministra sprawiedliwości o pilne stworzenie rejestru przejawów dyskryminacji ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. Zgłaszanie przejawów dyskryminacji tego rodzaju musi być obowiązkowe i bezzwłoczne. Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy bez końca pomawiani o wydumane prześladowania. Zbadajmy skalę zjawiska. Jest marginalna, ale celowo wyolbrzymiana, aby nas dyskredytować na arenie międzynarodowej. Nie pozwólmy na to.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze