W 1999 roku po wdrożeniu reformy administracyjnej powstało województwo mazowieckie, największe województwo w kraju, czyli mającej największą liczbę ludności zamieszkującej największą powierzchnię. Wśród 41 powiatów wydzielonych na terenie Mazowsza jest wicelider wszelkich rankingów – miasto Płock. W roku jubileuszowym Urząd Statystyczny w Warszawie pokusił się o policzenie, jakie zmiany nastąpiły na terenie całego województwa.
W 1999 roku na terenie województwa mieszkało 5,1 mln mieszkańców. Na koniec 2018 roku – 5,4 mln, czyli o 5,7 proc. więcej. Przede wszystkim nowymi mazowszanami zostali młodzi ludzie, głównie mieszkańcy sąsiednich województw. Co ciekawe, boom na przenoszenie się do dużych miast będzie coraz mniejszy. Już w roku 2030 w miastach będzie mieszkać znacznie mniej osób niż na wsiach.
Na terenie Mazowsza wzrosła liczba mieszkańców, ale ma to niewiele wspólnego z dzietnością, wynika głównie z migracji. Zresztą dzietność to poważny problem. Przed laty znacznie więcej rodziło się dzieci na wsiach, wielodzietne rodziny były normalnością, dziś nie ma tu różnicy. Tak samo mało rodzi się dzieci w miastach i na wsi.
Dzieci rodzi się coraz mniej, a to ma wpływ na wskaźnik starości demograficznej. W Europie jest 7 proc. seniorów, w Polsce sięga on 14 proc. Oznacza to, że mamy dwa razy więcej ludzi w wieku poprodukcyjnym niż w innych krajach.
Mimo kiepskich prognoz demograficznych, władze samorządowe dbają, by najmłodsi obywatele byli obejmowani opieką praktycznie od urodzenia. W 1999 roku na terenie Mazowsza było tylko 8 tys. miejsc w żłobkach, na koniec 2018 roku – już 31 tys.
Pewnie trudno w to uwierzyć, ale w 1999 roku na Mazowszu były tylko 62 żłobki. Na tym poziomie liczba tych placówek utrzymywała się przez ponad 10 lat, dopiero w 2013 roku było 255 żłobków, a na koniec 2018 roku było 686 placówek dla dzieci do lat trzech.
Jeszcze lepiej jest w przedszkolach. W wielu powiatach miejsc w placówkach jest więcej niż dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Dwadzieścia lat temu było 118 tys. miejsc, teraz jest 226 tys. Dwadzieścia lat temu do przedszkola chodziło 504 dzieci w wieku 3-6 lat na 1000, a teraz 949 dzieci.
Nie dziwi, że znacznie wzrosła liczba samochodów. W 1999 roku na 1000 mieszkańców było 300 pojazdów, teraz jest to 700 aut osobowych. Z kolei z 50 do ponad 100 wzrosła liczba samochodów ciężarowych.
Nie ma badań, ile w województwie mazowieckim od początku jego istnienia było ścieżek rowerowych. Dziś wiadomo, że od roku 2011 ich długość wzrosła trzykrotnie. A przyznać trzeba, że budowanie ich jest sporym wyzwaniem - trzeba znaleźć miejsce na ścieżkę w istniejącej infrastrukturze drogowej.
Co ciekawe, przez ostanie dwadzieścia lat znacznie mniej notuje się wypadków drogowych, od ponad 4 tys. na całym Mazowszu w 1999 roku, do 4 tys. w 2018 roku. Mniej jest też ofiar śmiertelnych na 100 tys. ludzi. Było ponad 2 osoby, teraz jest średnio mniej niż jedna osoba. Można przeliczyć, że niemal 5 osób ginie w wypadkach na 10 tys. pojazdów.
Czy rzeczywiście brakuje lekarzy?
Często słychać narzekania, że służba zdrowia kuleje przede wszystkim z powodu braku lekarzy, którzy wolą pracować za granicą. Okazuje się, że dane statystyczne mówią zupełnie coś innego, a kiepski stan opieki medycznej wynika bardziej z fatalnego zarządzania placówkami ochrony zdrowia.
Zgodnie z wyliczeniami Urzędu Statystycznego w Warszawie, w 1999 roku na Mazowszu było 14 007 lekarzy różnych specjalności. Najmniej, bo 11 896 lekarzy, czyli 27,4 na 10 tys. mieszkańców było w 2008 roku. W 2018 roku było w kraju 14 299 lekarzy, czyli 26,6 na 10 tys. mieszkańców.
Wzrosła za to liczba pielęgniarek, choć fachowcy twierdzą, że jest to zawód wymierający. W 1999 roku było ich 25 888, teraz 28 063. Trudno powiedzieć, czy wszystkie pracują nadal w placówkach służby zdrowia, tego statystyka nie określa.
Nie tylko więcej pielęgniarek mamy na Mazowszu, także położnych i farmaceutów.
Jol.
fot. www.pixabay.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze