Reklama

Stajnia nad Wisłą

23/03/2016 12:11
Od dwóch lat w Rydzynie pod Płockiem działa Stajnia nad Wisłą. Można tu rekreacyjnie pojeździć konno, jest też pensjonat dla koni. W stajniach znajduje się teraz 30 koni. Na miłośników jazdy konnej czekają między innymi Stokrotka, Klara, Dasty, Szatan. To miejsce blisko Płocka, ale jednocześnie z dala od miejskiego zgiełku.
Wszystko zaczęło się od jednego konia, którego właściciel stajni, Robert Machowski, z zamiłowania muzyk, kupił dla siebie. Teraz w każdy weekend Stajnia nad Wisłą tętni życiem. Najwięcej miłośników jazdy konnej przyjeżdża w weekendy. – Oprócz rekreacji prowadzimy także pensjonat dla koni. Jest coraz więcej osób, które interesują się jeździectwem, przybywa właścicieli koni. Prowadząc samą rekreację, ciężko byłoby zapełnić stajnie, stąd właśnie pomysł pensjonatu. Zwierzęta potrzebują opieki przez całą dobę – mówi Robert Machowski, właściciel stajni.
Praca w takim miejscu to obowiązek od rana do wieczora. Dzień zaczyna się około godziny 5.30–6.00, kiedy konie dostają śniadanie. Kończy się o godzinie 21.00 kolacją. – Konie z pensjonatu są już o godzinie 8.00 wyprowadzane na karuzelę na padoku. Popołudniami rusza rekreacja, kiedy dzieci wrócą ze szkoły, a dorośli skończą pracę. Jedynie poniedziałek jest wolny, kiedy mamy czas na wykonanie prac w stajni i wokół niej – opowiada Robert Machowski i dodaje z uśmiechem: – Po weekendzie, kiedy jest największy ruch, odpoczynek przydaje się także koniom.
Zarówno właściciele koni przebywających w pensjonacie, jak i osoby przyjeżdżające typowo na rekreację mogą wyjechać poza teren stadniny. Odbywa się to pod okiem doświadczonych trenerów. Tacy jeźdźcy muszą już mieć jednak odpowiednie umiejętności. – Zawsze może się zdarzyć jakaś nieprzewidziana sytuacja, tak jak w każdym sporcie. Koń może zostać spłoszony przez jakieś zwierzę i jeździec musi sobie wtedy poradzić – mówi Robert Machowski.
Tereny wokół Stajni nad Wisłą zachęcają do takich przejażdżek. Tuż obok jest wał przeciwpowodziowy, a zaraz za nim rzeka. – Jeździmy po drogach i moich polach, żeby nie niszczyć upraw sąsiadom – zapewnia pan Robert.
Właśnie taka nieduża stadnina, położona na uboczu jest najlepszym miejscem, żeby sprawdzić, czy jeździectwo może stać się życiową pasją. Osoby, które na to stać, mogą oczywiście kupić własnego konia. Ale przed podjęciem takiej decyzji warto skorzystać z pomocy fachowca – doświadczonego instruktora. – Do rekreacji najlepiej nadają się spokojne konie, na przykład hucuły. Żeby ocenić predyspozycje konia, musi na nim pojeździć doświadczona osoba. Oczywiście najlepiej do jeździectwa przysposabiać młode konie. Od pierwszych godzin życia są przyzwyczajane do ludzi, prowadzane na lonży, potem zaczynamy nakładać siodło, wsiadać na niego, ale to dopiero, gdy koń ma trzy – cztery lata, kiedy jest już ukształtowany układ kostny – mówi instruktorka Paulina Workert. Ma na swoim koncie udział w zawodach jeździeckich w kraju i za granicą.
Dlatego do rekreacji kupowane są konie dziesięcio – dwunastoletnie.

Będzie klub sportowy

W tym roku Robert Machowski chce stworzyć klub jeździecki. – Działamy bardzo krótko. Dlatego chcemy się zaprezentować na zewnątrz, rozwijać się. Mamy instruktorów, z którymi dobrze się pracuje. Udaje nam się łączyć pasję z pracą. Do tej pory, żeby rozwijać działalność, udawało mi się pozyskać różnego rodzaju dotacje na pozarolniczą działalność gospodarczą. Na potrzeby stajni wykorzystuję też wszystkie uprawy – opowiada Robert Machowski. – Teraz przyszedł czas na dalszy rozwój. Myślimy między innymi o hipoterapii.

Płochliwy przyjaciel

Konie potrafią pokazać swoją dziką naturę. To płochliwe zwierzęta. – Podczas przejażdżek w terenie może je na przykład spłoszyć podrywający się nagle do lotu ptak. Konie, które już u nas przebywają dwa – trzy lata, kładą się, kiedy śpią. Te, które są krócej, nie robią tego, śpią bardzo krótko – mówi Robert Machowski.
Bywają kapryśne, czasami, żeby pokazać swoją niechęć czy niepokój, potrafią ugryźć czy kopnąć. – Więź konia z człowiekiem jest bardzo cienka, ale to jest więź na wiele lat – dodaje Paulina Workert.
Kiedy właściciele jakiegoś konia zmieniają pensjonat, to jest mi zawsze przykro. Każdy z nas przywiązuje się do zwierzęcia. Czasami tylko patrząc na konia, wiem, że coś nie jest w porządku, że może na przykład jest chory – mówi Robert Machowski.

Nie tylko konie

W Stajni nad Wisłą nie tylko można spotkać konie. Jest też stado owiec. Prowadzone są pokazy tresury psów pasterskich. Można także wybrać się na przejażdżkę bryczką.
Stajnię odwiedzają głównie dzieci. Latem organizowane są półkolonie. Najmłodsi mogą od podstaw uczyć się jazdy konnej, ale poznają też obowiązki związane z karmieniem czy czyszczeniem zwierząt. – Dzieci spędzają z nami całe dnie, organizujemy dla nich także spotkania integracyjne w innych miejscach – mówi instruktorka jazdy konnej i treserka psów pasterskich Ewa Domańska.
Zapisy na zajęcia w Stajni nad Wisłą zawsze zaczynają się 20 dnia każdego miesiąca. – Zapisujemy na miesiąc z wyprzedzeniem. To pierwszy krok dla osoby, która chce uczyć się u nas jazdy konnej. Naukę zaczynamy od jazdy na lonży. Tłumaczymy technikę jazdy, tłumaczymy, jak zachować równowagę – dodaje Robert Machowski.
Stajnia nad Wisłą współpracuje także ze szkołami rolniczymi. – Kowal pokazuje całą sztukę związaną z podkuwaniem koni. Uczniowie omawiają budowę konia, rasy koni. Wspólnie z WOPR-em jeździmy na spotkania z osobami niepełnosprawnymi – mówi Robert Machowski. Jacek Danieluk
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości