Wojsko świętowało wprawdzie w poniedziałek i pisany kilka dni później tekst to jakby musztarda po obiedzie, ale czasy nastały takie, że temat jest aktualny non stop. Sięgnijmy zatem do historii. Rozważania poniższe to robota absolutnie amatorska. Żaden ze mnie ekspert od wojskowości, służba wojskowa to dla mnie abstrakcja (armia uznała, że obroni nasz piękny kraj bez mojego udziału). Niemniej jednak z pomocą niezawodnej Wikipedii postaram się trochę na ten ważki temat powymądrzać. Zatem mamy rok 1920. Wojna z bolszewikami. Ścierające się armie (mowa tu o siłach bezpośrednio zaangażowanych w działania na froncie) liczebnie są mniej więcej równe. Nasze źródło mówi o trzystu pięćdziesięciu tysiącach po stronie polskiej i czterystu tysiącach bolszewików. Jeśli chodzi o całkowite stany osobowe walczących stron, to po naszej mamy dziewięćset pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy zawodowych i stutysięczna Armię Ochotniczą. Przeciwnik ma znacznie bogatsze rezerwy: pięć milionów, z czego do działań wojennych włączonych około miliona żołnierzy.
Jak rzeczy się miały w kolejnej wojnie? Po stronie polskiej dziewięćset pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy, Niemcy rzucili do walki milion osiemset tysięcy, a Rosja siedemnastego września ponad sześćset tysięcy. W tej kampanii jednak nie tylko ilość decydowała o przebiegu walk, ale w ogromnym stopniu jakość, to znaczy wyposażenie walczących armii. I tu dysproporcje wyglądają dużo gorzej. Nasze wojska miały do dyspozycji cztery tysiące trzysta dział, osiemset osiemdziesiąt czołgów, czterysta samolotów i trzynaście okrętów. Po stronie niemieckiej te liczby wyglądały następująco: dziesięć tysięcy dział, dwa tysiące siedemset czołgów, tysiąc trzysta samolotów i dwadzieścia dwa okręty. Do tego sowieci po pięć tysięcy dział i czołgów i trzy tysiące trzysta samolotów! Porównania jakościowe tego sprzętu pominę, by nie doprowadzać amatorszczyzny do granic absurdalnych.
Po co te rozważania? Porównajmy powyższe dane z tymi na dzień dzisiejszy. Armia nasza to sto sześćdziesiąt tysięcy żołnierzy (wojska lądowe – pięćdziesiąt cztery tysiące, siły powietrzne siedemnaści tysięcy, marynarka wojenna siedem tysięcy, wojska specjalne trzy tysiące, obrona terytorialna – trzydzieści dwa tysiące. W sumie to oczywiście nie jest liczba podana na początku, ale nie chcę wchodzić w szczegóły. Potencjalnie w wypadku wojny można powołać część spośród miliona siedmiuset tysięcy rezerwistów. To ludzie po służbie zasadniczej, którzy mają pojęcie czym jest wojsko. Dla porównania armia rosyjska to osiemset pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy. Wojska lądowe dwieście osiemdziesiąt tysięcy, siły powietrzne sto sześćdziesiąt tysięcy, marynarka wojenna sto osiemdziesiąt tysięcy, powietrzno – desantowe sześćdziesiąt tysięcy, rakietowe pięćdziesiąt tysięcy. Plus dwa i pół miliona rezerwistów.
Sprzęt? I tu jest pies pogrzebany. Wojna na Ukrainie dobitnie pokazuje rolę rakiet i artylerii, a także lotnictwa na polu walki. Bez skutecznych środków tego rodzaju, oraz tych przeznaczonych do ich zwalczania, prowadzenie wojny na dłuższą metę jest skazane na klęskę. Dwa i pół tysiąca czołgów, dwanaście tysięcy pojazdów opancerzonych, ponad tysiąc dział samobieżnych i dwa tysiące holowanych, pięćset wyrzutni rakietowych, trzysta samolotów, szesnaście okrętów (w tym trzynaście patrolowych). Dla porównania Rosja – dwa tysiące samolotów, dwanaście tysięcy czołgów, trzydzieści tysięcy pojazdów opancerzonych, sześć tysięcy dział samobieżnych, trzy tysiące samobieżnych wyrzutni rakietowych… Stan zapewne przed rozpoczęciem wyprawy na Kijów. Wnioski? To już robota dla ludzi, którzy o wojsku mają wiedzę dużo solidniejszą od mojej.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze