O ASF słyszymy od dawna, ale do tej pory nie dotyczył on bezpośrednio naszego powiatu. Zmieniło się to kilka dni temu. W miejscowości Drwały (gm. Wyszogród) znaleziono martwego dzika zakażonego wirusem ASF. To pierwszy taki przypadek w powiecie płockim. Na hodowców trzody chlewnej padł blady strach. Co ich teraz czeka? Na pewno muszą przygotować się na liczne ograniczenia i rygorystyczne przestrzeganie zaostrzonych zasad bioasekuracji. Cały powiat płocki jest już objęty żółtą strefą ochronną, a w związku z wykryciem pierwszego przypadku ASF, w najbliższych dniach należy się spodziewać wprowadzenia strefy czerwonej.
Afrykański pomór świń (ASF) to wirusowa choroba zakaźna, która atakuje świnie oraz dziki. Nie jest natomiast groźna dla ludzi oraz innych gatunków. Należy jednak pamiętać, że ludzie mogą przenosić wirusa m.in. na butach czy odzieży, dlatego tak ważne jest restrykcyjne przestrzeganie zasad bioasekuracji. Pierwszy przypadek ASF w Polsce został wykryty w 2014 r. Od tamtej pory wirus systematycznie rozprzestrzenia się ze wschodu na zachód kraju.
Dylematy hodowców
Problem jest bardzo poważny – najwięcej na rozprzestrzenianiu się choroby tracą hodowcy trzody chlewnej. Ich straty w przypadku ujawnienia choroby w stadzie liczące są w setkach tysięcy złotych. Dlaczego aż tyle? Ponieważ w takiej sytuacji hodowcy są zobowiązani do wybicia i utylizacji całego stada.
Starosta Płocki Mariusz Bieniek zaapelował do rolników i hodowców, żeby zainteresowali się głębiej tym tematem, nawet jeżeli mają jedno zwierzę. – Bardzo mocno zależy nam na tym, żeby zaapelować do wszystkich, którzy prowadzą taką produkcję, o to, aby wykorzystali czas, jaki im pozostał do wprowadzenia strefy czerwonej. Jeśli to możliwe, a to jest kwestia cyklu produkcyjnego, aby dokonywali sprzedaży tych zwierząt, które mają, póki jeszcze nie ma tych obostrzeń. Z drugiej strony bardzo ważne jest przestrzeganie zasad bioasekuracji, żeby nie dopuścić do zarażenia zwierząt. Trzecią rzeczą jest zastanowienie się nad kolejnymi nakładami w ramach hodowli, bo mamy do czynienia z sytuacją, kiedy może być to bardzo skomplikowane, ale także może to przynieść ogromne konsekwencje ekonomiczne dla gospodarstwa – mówił Mariusz Bieniek.
Jak podkreślał starosta, dotarły do niego sygnały, że firmy, które zajmują się skupem i przetwórstwem mięsa, wykorzystują sytuację wprowadzenia żółtej, czerwonej albo niebieskiej strefy na dany obszar i zaniżają ceny skupu, nawet jeśli zwierzęta są zdrowe.

Eliza Kinalska
fot. www.pixabay.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze