3 mecze, komplet punktów, jedna stracona bramka i pozycja lidera tabeli Ekstraklasy. Takiego otwarcia sezonu w Płocku chyba nikt się nie spodziewał. W czwartej kolejce serię Wisły chciała przerwać drużyna beniaminka z Legnicy. I to właśnie goście w początkowych minutach spotkania mieli przewagę, stosowali wysoki pressing, który sprawiał płocczanom sporo problemów.
Po początkowym okresie przewagi piłkarzy Miedzi Wisła zaczęła odzyskiwać kontrolę. Pierwsze poważne ostrzeżenie dla gości przyszło przyszło w 12 minucie spotkania, kiedy piłka znalazła drogę do bramki strzeżonej przez Lenarcika. Na szczęście dla gości sędzia dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej. Chwilę później ponownie zakotłowało się na przedpolu bramki gości, ale dwa strzały Wiślaków zostały skutecznie, chociaż trochę rozpaczliwie, zablokowane. Niezła gra gospodarzy przyniosła efekt w 26 minucie spotkania. Wtedy to doskonałym podaniem popisał się Wolski, a akcję Wiślaków celnym strzałem wykończył Vallo. Wydawać by się mogło, że po strzelonej bramce Wisła ruszy do przodu i zepchnie beniaminka do obrony - nic takiego jednak się nie stało. Co więcej, w 36 minucie spotkanie błąd popełnił ten, który do tej pory był pewnym punktem Wisły - Gradecki, który przepuścił dość słaby strzał z dystansu, na który zdecydował się Chuca i było 1:1.
Goście z remisu cieszyli się zaledwie 2 minuty. Na ponowne prowadzenie wyprowadził Wisłę Davo, i było to jego 4 trafienie w bieżących rozgrywkach, dzięki czemu Hiszpan jest najskuteczniejszym strzelcem nie tylko Wisły, ale całych rozgrywek. Do końca pierwszej połowy więcej bramek już nie padło i to Wisła schodziła na przerwę z minimalnym prowadzeniem.
Po zmianie stron to goście częściej utrzymywali się przy piłce, ale z tej przewagi niezbyt wiele wynikało. Duża w tym zasługa Gradeckiego, który w ten sposób starał się zrehabilitować za błąd przy trafieniu gości, Wiślakom dopisało też szczęście, kiedy to Tomasik wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Gammelby z rzutu wolnego. I kiedy już wydawało się, że do końca utrzyma się wynik z pierwszej połowy, nadszedł doliczony czas gry, a głównych rolach wystąpili rezerwowi. Najpierw bramkarza gości pokonał Mateusz Lewandowski, po podaniu innego zmiennika - Damiana Rasaka, a tuz przed końcowym gwizdkiem wynik na 4:1 ustalił atomowym strzałem z dystansu Marko Kolar.
Dzięki temu zwycięstwu Wisła pozostaje jedyną drużyną z kompletem punktów, a bilans bramkowy 14:2 również może budzić uznanie. W następnej kolejce podopieczni trenera Stano wybierają się do Szczecina na mecz z trzecią w tabeli Pogonią, gdzie postarają się o potwierdzenie swojej dobrej formy.
fot. Rafael Dominik
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze