Tylko 3 numery w Telekomunikacji - Chciałbym, za pośrednictwem „Tygodnika Płockiego”, wyjaśnić pewną kwestię, która mnie bardzo nurtuje. Otóż charakter mojej pracy jest taki, że muszę wykonywać mnóstwo telefonów.Często nie znam numeru, więc chcę się o niego dowiedzieć w biurze numerów Telekomunikacji Polskiej. I tu jest pies pogrzebany. Telekomunikacja wymyśliła sobie jakiś ogranicznik. Z tego powodu za jednym połączeniem udziela informacji maksymalnie co do trzech numerów. Żeby uzyskać informacje co do następnych, muszę zadzwonić ponownie. Jak rozumiem Telekomunikacja chce na mnie więcej zarobić, za dwukrotne połączenie... Odpowiada Mariusz Loch, rzecznik prasowy Telekomunikacji Polskiej S.A.: To, że ktoś dwa razy dzwoni, wcale nie oznacza, że zapłaci więcej niż za jedną, tyle że dłuższą rozmowę. Taryfikator zlicza przecież nie czas minutowy tylko impulsy. Ograniczenie udzielania informacji co do trzech numerów wprowadziliśmy w tym celu, żeby każdy dzwoniący klient nie musiał czekać na połączenie dłużej niż jest to konieczne. Jeśli bowiem jeden dzwoniący zająłby linię na dłuższy czas, to inne musiałyby czekać. Oczywiście pracowników w biurze numerów jest więcej niż jedna, niemniej w tak zwanym szczycie obsługowym nasz pracownik odbiera około 60 rozmów na godzinę z prośbą o informację. Jeszcze raz powtarzam, to ograniczenie jest dla dobra klientów. *** Placówki pocztowe w soboty Jak to jest z pracą placówek pocztowych w soboty? Czy wszystkie są otwarte krócej, czy niektóre wcale, czy jest jakaś dyżurna. Wydaje mi się, że główna placówka pocztowa przy u. Bielskiej mogłaby być otwarta dłużej. Tymczasem w sobotę byłam na Bielskiej o 15.30 i poczta już była zamknięta. Odpowiada Tadeusz Daszewski, dyrektor Rejonowego Urzędu Poczty w Płocku: W swoim czasie placówka pocztowa na Bielskiej była czynna w sobotę nawet do 20.00, później do 18.00, 17.00.... Zbadaliśmy te kwestie dokładnie. Okazało się, że w sobotę po 15.00 pocztę odwiedzało średnio... 2 klientów. W związku z tym uznaliśmy, że taki czas pracy jest nieekonomiczny; obecnie placówka na Bielskiej czynna jest w soboty do 15.00. Ale w tym dniu w Płocku dostępne są jeszcze inne: przy ulicy Curie-Skłodowskiej od 10.30 do 14.00 oraz na Podolszycach, przy Wyszogrodzkiej 161 od 8.00 do 14.00. Jeśli jesteśmy przy tej ostatniej placówce, to zwiększamy w niej obsadę etatową w dni zwykłe od godz. 18.00 do 20.00. W tym bowiem czasie zaobserwowaliśmy zwiększone zainteresowanie klientów naszymi usługami. Wracając do sedna sprawy, trzy placówki czynne w sobotę stawiają nas i tak w czołówce w Polsce. Przykładowo w Warszawie otwarta jest jedna, najwyżej dwie placówki pocztowe w całej dzielnicy. „Chroń mnie Boże przed takimi klientami” Jestem stała czytelniczką TYGODNIKA PŁOCKIEGO. W ostatnim numerze z dnia 19.02.02 w rubryce „SĄDY I OPINIE” przeczytałam wzmiankę o „dobrym obyczaju kupieckim”. Może przeszłabym obok obojętnie, gdybym prawdopodobnie nie była świadkiem opisywanego wydarzenia. Dobrze wiemy my, mieszkańcy Zielonego Jaru, o który sklep chodzi, bo przez pewien okres był to jedyny czynny osiedlowy sklepik. Wydarzenie to bardzo dobrze pamiętam, ponieważ tego dnia była fatalna pogoda, padał śnieg z deszczem i wiał silny wiatr. Pan, stałam może trzy osoby za nim, robił jakieś drobne zakupy i strasznie się oburzył, gdy ekspedientka stwierdziła, że nie wyda z 50 zł banknotu, delikatnie tłumacząc, że zapas drobnych przygotowywanych co dzień rano na taką ewentualność (to była sobota rano) po prostu się skończył, a „Pan” był już którymś z kolei klientem z „grubszą” gotówką, mimo to ekspedientka nie bacząc na nic wyszła do „mięsnego” i to tknęło mnie najbardziej. Ekspedientka w samym fartuszku wybiegła rozmienić pieniądze. „Pan” stał dumny, w czapie i grubej kurcie śmiejąc się pod nosem. Sytuacja stała się chyba trochę stresująca, bo drugiej ekspedientce drżał głos, gdy starała się grzecznie obsłużyć następnego klienta. Kiedy „nasza ekspedientka” wróciła z niczym „Pan” stwierdził, że ma drobnymi niedużą kwotę, więc ona zaproponowała, że klient może wziąć zakupy, a brakującą kwotę donieść, podkreślając, że choć go nie zna, ma do niego zaufanie. Chyba to właśnie „Pana” oburzyło najbardziej, bo zadał „owo – retoryczne pytanie” w czyim obowiązku jest posiadanie drobnych. Jak widać DROGA REDAKCJO, „Pan” podał wersję bardzo okrojoną, myślę że taką, jaka była dla niego wygodna, by nie przedstawiała go w złym świetle. Sama prowadzę własny interes i dobrze wiem, że każdy klient jest ważny, a mimo to w myślach mówię sobie: ”chroń mnie Boże przez takimi klientami”. Trzeba czasem zrozumieć i tę druga stronę. Przecież taki mały sklep ma na pewno ograniczone możliwości finansowe, a poza tym, co by było, gdyby ekspedientka była sama?
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze