Reklama

Rewanż z THW Kiel

28/11/2013 08:09
W najbliższą niedzielę, 1 grudnia, o godz. 14.30 w Kiel rozpocznie się mecz rewanżowy fazy grupowej Ligi Mistrzów w piłce ręcznej pomiędzy THW Kiel a Orlen Wisłą Płock. Nastawienie płockich zawodników jest jednoznaczne: ten mecz trzeba wygrać.
– Chcemy Niemcom zabrać dwa punkty za to, że oni nam je zabrali w meczu w Płocku. Mieliśmy sporo czasu na przygotowanie się do tego pojedynku i choć zdajemy sobie sprawę, że w Kiel gra się bardzo trudno, to przecież i tam można wygrać – powiedział drugi trener drużyny Krzysztof Kisiel.
Orlen Wisła Płock awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów po wyeliminowaniu z rozgrywek trzeciej drużyny francuskiej Division 1: Montpellier Agglomeration HB. Pierwszym przeciwnikiem podopiecznych Manolo Cadenasa w fazie grupowej był zespół dobrze znany w Płocku, mistrzowie Niemiec, jedna z najlepszych drużyn piłki ręcznej na świecie, uczestnicy ostatniego Final Four, THW Kiel.
Obawy przed tym spotkaniem były ogromne. Drużyna trenowała razem tylko kilka tygodni, zaszły w niej spore zmiany, ale najgorsze było to, że trener, który jeszcze nie do końca poznał wszystkich zawodników, mógł dysponować tylko dziewięcioma piłkarzami do gry w polu i trzema bramkarzami.
Wiadomo było, że w pojedynku nie wystąpi dwóch podstawowych, kontuzjowanych zawodników drużyny: Adam Wiśniewski i Kamil Syprzak. Trudno było też liczyć na młodych, którzy choć rwali się na boisko, to doskonale zdawali sobie sprawę, że debiut z niemieckim faworytem nie będzie możliwy. Mimo tych przeszkód, a może właśnie dlatego, płocczanie rozpoczęli spotkanie znakomicie, absolutnie nie czując respektu w konfrontacji z utytułowanym rywalem. Ku ogromnej radości kibiców w 11. min prowadzili 6:2. Żaden fachowiec nawet nie mógł przypuszczać, że to trener Alfred Gislason będzie musiał pierwszy wziąć czas, by doprowadzić swój zespół do porządku.
Orlen Wisła na parkiecie sprawowała się bardzo dobrze, co prawda straciła przewagę, ale przez kolejne minuty dotrzymywała kroku niemieckiej ekipie. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 14:14 i zgromadzeni w Orlen Arenie kibice w głębi duszy liczyli, że płocki zespół sprawi niespodziankę.
Druga połowa spotkania także była wyrównana, z niewielką przewagą gości, którzy odskakiwali na maksymalnie dwa gole, a potem pozwalali płocczanom doprowadzić do remisu. W 58. min i wyniku 31:32 na remis wyprowadził drużynę Orlen Wisły Valentin Ghionea. Chwilę później 33. bramkę rzucił z kontry znakomicie grający w tym spotkaniu Mariusz Jurkiewicz, po czym trener Gislason wziął czas.
Jak się okazało, była to dobra decyzja, bo na remis 33:33 z rzutu karnego zdobył bramkę Marko Vujin. W ostatnich sekundach meczu Ivan Milas wyrzucił rzut rożny, ale niestety zrobił to tak pechowo, że piłka trafiła wprost w ręce Filipa Jichy. Zawodnik THW Kiel wybiegł na kontrę i zdobył bramkę, co dało zwycięstwo Niemcom.
Oczywiście nikt nie ma żalu do Milasa, taki błąd mógł się zdarzyć każdemu, a tym bardziej zawodnikowi debiutującemu w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Wcześniej piłkarz zdobył cztery gole i spisywał się bardzo przyzwoicie, wielokrotnie był nagradzany przez kibiców oklaskami. Jednak po ostatniej bramce dla THW Kiel płocczanin schodził z parkietu zdruzgotany.
Orlen Wisła aktualnie zajmuje IV miejsce w tabeli grupy B i jeszcze wszystko jest możliwe, a przy bardzo dobrych układach płocka ekipa może zająć nawet II miejsce w tabeli. Będzie to bardzo trudne, ze względu na kontuzje: najpierw Mariusza Jurkiewicza, potem Valentina Ghionei, bez doświadczenia i umiejętności których płocczanie nie mają takiej siły w ataku. Valentin był przecież najlepszym strzelcem rozgrywek, a Mariusz należał do najlepiej rozgrywających zawodników. Brak tych piłkarzy oraz Pawła Paczkowskiego, który w tym sezonie pewnie już nie zagra w zespole, sprawia, że trudno będzie podjąć walkę. Ale płocczanie to bardzo ambitna drużyna, która pokazała, że ma ogromny potencjał. Na razie nie sprzyja jej szczęście, stale boryka się z kłopotami kadrowymi, ale nie składa broni, będzie walczyć do końca.
Przed rozpoczęciem rozgrywek sztab szkoleniowy zakładał konieczność wygrania dwóch meczów wyjazdowych: z Dunkerque i Porto, by zająć przynajmniej czwarte miejsce w grupie. Ten plan udało się realizować, a teraz przed drużyną są następne cele.
– Cel zrealizowaliśmy, ale czuliśmy ogromny niedosyt, bo na wyciągnięcie ręki było zdobycie punktu z THW Kiel i wygranie pojedynku z KIF Kolding. My tym drużynom praktycznie oddaliśmy punkty – powiedział prezes Wisły Robert Raczkowski. – Mocno przeżyliśmy te porażki, zwłaszcza tę z Duńczykami, bo walka była wyrównana. Ale to nic straconego, możemy postarać się wziąć rewanż na obu zespołach. Pierwsza szansa będzie już w niedzielę 1 grudnia, kiedy zagramy z Niemcami. Przed tym spotkaniem drużyna jest maksymalnie skoncentrowana i zmotywowana. Wszystko wskazuje na to, że awans do Top 16 płocczanie raczej mają zapewniony. Ważne teraz, by wejść do dalszych rozgrywek z wyższego niż IV miejsce. Choć będzie to trudne, to na pewno nie niemożliwe. W tym sezonie udało się już przecież pokonać kilka barier.
Mecz z THW Kiel będzie transmitowany w kanale nSport.
Jola Marciniak
fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości