Reklama

Reggaeland z piorunami

11/07/2012 10:24
Płockie święto reggae za nami. Czas na podsumowania. Czy udało się? Zdecydowanie tak, choć nie brakowało przeciwności losu. W ostatniej chwili do sztabu organizacyjnego dotarła wiadomość, że nie dojedzie jedna z gwiazd. Mowa o Elephant Manie, który miał wystąpić w piątek. W oficjalnym oświadczeniu agencja informowała, że artysta podobno zachorował. Organizatorzy dosłownie stanęli na rzęsach, by publiczność nie poczuła się zawiedziona. W zastępstwie wystąpiła gwiazda dancehallu z Wielkiej Brytanii – Gappy Ranks. Drugiego dnia cały skład gwiazd zameldował się nad Wisłą, ale żadna ludzka siła nie była w stanie pokonać sił natury. Porywisty wiatr, pioruny i strugi deszczu o północy przerzedziły reggaelandową publiczność.
Na szczęście Gentleman zdążył przez ponad godzinę bawić publiczność na plaży. To był jego kolejny koncert w Polsce, jednak wielu gości płockiego festiwalu przyjechało właśnie dla niego. I słusznie, bo Gentleman dostarczył wielu wrażeń. Wyjątkowo na scenie wspierali go: J Boog, Chris Martin, Ziggi Recado oraz Scarra Mucci. Obowiązkowo Gentleman wraz z publicznością zaśpiewał swój hit „To the Top”. Zachwycał się też pięknym Płockiem i narzekał na komary.
Niestety, zaraz potem zerwał się wiatr, lunął deszcz, a niebo przeszyły błyskawice. Organizatorzy dla bezpieczeństwa artystów podjęli decyzję o przerwaniu koncertów na głównej scenie. Nie usłyszeliśmy już czekającego na występ w kolejce za Gentlemanem, zachwalanego składu zza wschodniej granicy – St. Petersburg Ska – Jazz Review, ani też grupy Zebra Dub. Cała impreza przeniosła się pod namioty, z muzyką oczywiście.
Najwięcej osób chwaliło muzykę z namiotu System Sound, gdzie zagrał m.in. Tisztelet, Kingston Sound, Skarra Mucci, Chrisopher Martin, J Boog, Ziggi Recado. Swoich wiernych fanów miały też sceny Uhuru Culture i Ictus.
Przez dwa dni i dwie noce na płockiej plaży bawiło się ok. 11 tys. osób. Fanów reggae przybywało z godziny na godzinę. W piątek koło południa udało się sprzedać 5 tysięcy biletów. Wieczorem na płockiej plaży bawiło się ponad osiem tysięcy osób. W sobotę tłum zgęstniał jeszcze bardziej. Plan minimum organizatorów, czyli 6 tys. sprzedanych biletów został więc prawie dwukrotnie pobity. – Tegoroczny wynik frekwencji na Reggaelandzie sprawił, że zyskał on miano największej imprezy reggae w Polsce – cieszy się Max Fuzowski, rzecznik prasowy festiwalu.
Na Reggaelandzie bawili się nie tylko płocczanie. Spora grupa przyjechała z Warszawy, Torunia i Łodzi, a więc z miast, w których Reggaeland wcześniej był promowany specjalną trasą Reggaeland Promo Tour. Dodatkowo kurs na Reggaeland obrali również fani z Białegostoku, Lublina i Poznania. Zza granicy przyjechali Belgowie, Niemcy, Włosi, a nawet Białorusini. Na ulicach pełno przyjezdnych z charakterystycznymi dredami. Cały pociąg fanów reggae dotarł w piątek z Kutna. Wszyscy ciągnęli nad Wisłę. Powierzchnię pola namiotowego przewidzianego dla 3 tys. osób musiano powiększyć dwukrotnie. Można było z niego skorzystać bezpłatnie.
– Staram się co roku być na Reggaelandzie, bo ta impreza ma niepowtarzalny charakter. Cała Polska może wam pozazdrościć miejscówki nad Wisłą z takimi widokami, a do tego nikt nie zdziera z nas pieniędzy – chwali imprezę Michał z Warszawy. Do Płocka przyjechał z kolegami specjalnie na koncert Elephant Mana. Brak idola zrekompensowały mu na szczęście inne brzmienia.
A słuchać było czego. W ciągu dwóch dni na czterech scenach wystąpiło ponad 40 artystów, w tym zaproszono aż 12 spoza polskich granic. – To na pewno rekord dotychczasowych edycji Reggaelandu, jak również prawdopodobnie w przypadku podobnych imprez w Polsce – mówi Grzegorz Żaglewski, dyrektor artystyczny festiwalu, a jednocześnie też spiritus movens całego przedsięwzięcia. Na FB napisał, że „czuje się jakby siłami natury urodził dziecko”. Wierzymy na słowo i podziwiamy kondycję, bo dyrektor ma już pomysły na kolejne edycje festiwalu, a właściwie na kolejną scenę EtnoWorld. Jej przedsmak mieliśmy w tym roku na koncercie Pablopavo i Praczasa. Ponadto na Regaelandzie usłyszeliśmy również nowy materiał zespołu Tabu z płyty „Euforia”. Przypomniały się też takie polskie tuzy reggae jak: Daab, Parika Koprs czy Vavamuffin.
Festiwalem żyła nie tylko Płocka plaża. Wzmożony ruch turystów odnotowali właściciele sklepów i knajp na Starówce. Zwiększone patrole policji i służb miejskich czuwały, by przyjezdni czuli się u nas bezpiecznie. W związku z panującym upałem, w pobliżu festiwalu jak i w mieście stanęły z zarządzenia prezydenta Płocka kurtyny wodne. Znalazły się m.in. na Nowym Rynku, ul. Tumskiej, koło Teatru Dramatycznego, na Placu Narutowicza i w Parku Północnym.
Tegoroczną edycję festiwalu po raz pierwszy w historii organizował od A do Z Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki. – Prezydent Płocka postawił przed nami dodatkowe wymagania m.in. związane z podniesieniem standardów dla osób niepełnoprawnych – mówi Artur Wiśniewski, dyrektor POKiS-u.
Osoby niepełnosprawne miały zapewnione (i chętnie z tego korzystały), specjalne miejsce przy scenie jak i miejsc parkingowe przy amfiteatrze, a ich opiekunowie wchodzili na imprezę za darmo. Kilka rodzin skorzystało też z 50% bonifikaty na bilety, gwarantowanej w ramach Karty Familijnej 3+. Poza tym dzieci do lat 10 pod opieką dorosłego, który zakupił bilet, mogły wejść na imprezę za darmo. – Najmłodszy festiwalowicz miał trzy miesiące i przyjechał do Płocka wraz z mamą z Olsztyna – zdradza Max Fuzowski.
Na stronie www.tp.com.pl zamieściliśmy fotoreportaż z festiwalu.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości