Reklama

Razem w życiu i sztuce

14/03/2007 09:23
– Jesteśmy najmniejszą grupą artystyczną, a dopiero później małżeństwem. Fascynuje nas symbolika i metafizyka, nie rytuał, ani codzienność – mówili zgodnie podczas konferencji prasowej w Płockiej Galerii Sztuki krakowscy artyści Alicja i Grzegorz Bilińscy. Od czwartku 15 marca wystawę ich prac graficznych, scenografii, miniatur filmowych i projektów multimedialnych można oglądać w Płocku.
Obydwoje są absolwentami Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej i Katedry Scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Razem pracują i wspólnie wystawiają. Poszukiwania artystyczne i twórcza ciekawość świata skierowały ich po uzyskaniu dyplomu architektów na prestiżową scenografię, gdzie oboje obronili prace doktorskie pod kierunkiem Lidii i Andrzeja Skarżyńskich.
– W porównaniu z tłumem studentów architektury, na scenografii było zaledwie kilka osób i w związku z tym znakomite, przyjacielskie kontakty z mistrzami – mówiła Alicja Bilińska. Do perfekcyjnego opanowania rysunku i do przestrzennej wyobraźni, uwięzionej w latach 80-tych w siermiężnej rzeczywistości blokowisk, których nie mieli ochoty projektować, doszedł eksperyment z formą, materią i światłem. Stąd już prosta droga do instalacji malarskich i „przestrzeni wyobrażonych” – odrealnionych. Ale to nie jest fascynacja światem wirtualnym, tylko zwrócenie uwagi na jego absurdalność. Grzegorz Biliński podjął nawet zobowiązanie, że nie będzie używał ani komputera, ani samochodu. Słowa nie dotrzymał i choć długo bronił się przed nowym medium, komputer stał się niezbędny do wizualizacji fotografii. W zależności od rodzaju artystycznej wypowiedzi używają różnych narzędzi, jeśli trzeba „nawet patykiem na piasku”.
Dlaczego Ariel nie jest już aniołem, ale wielu ludziom kojarzy się z proszkiem do prania? Dlaczego imię Madonny nosi kontrowersyjna piosenkarka? Bilińscy nie zgadzają się, by cywilizacja konsumpcyjna – świat bilbordów i reklam wykorzystywała i desakralizowała wszystkie wzorce. Na płockiej wystawie pokażą więc także film o tym, co dzieje się z człowiekiem w czterech ścianach pokoju po wyłączeniu telewizora.
Zrobili lampę, która waży 500 kg, ale nie zdarzyło im się wykonać czegokolwiek z plastyku. Materiały biorą często z ziemi, są to ziarenka czarnoziemu. Niezmiernie twierdzą, że treść jest ważna, potem forma, że sztuka wymaga samotności i ciszy. Zachęcają, by architekturę zacząć poznawać od wzornictwa skandynawskiego. Twierdzą, że to co najciekawsze, powstało w architekturze wtedy, kiedy był mecenat prywatny. Nie tracą wiary, że zniszczone przez cywilizację środowisko da się zrewaloryzować.
– Niezwykłą przygodą emocjonalną była scenografia do spektaklu „Dzieci Arbatu” w reżyserii Kazimierza Kutza. 1500 metrów kwadratowych obrazów zajęło pół hali Gwardii – opowiadał Grzegorz Biliński. – Chcieliśmy, aby projektowana scenografia nie była przywiązana do dzieła, lecz istniała samoistnie. Istotą tej scenografii jest specyficzny ikonostas. Zamiast portretów świętych są wizerunki „proletów” (określenie z Orwella) i żołnierzy państwa totalitarnego. Tylko oświetlenie nawiązuje do światła cerkiewnego.
Choć posiadają dużą pracownię, ich projekty powstają w małym pokoju i tam najchętniej tworzą. Sami też wykonują zaprojektowaną scenografię – wielkoformatowe rzeźby lub malarstwo.
Wystawa artystycznego duetu nosi tytuł „Pomiędzy”. Jej autorzy pragną, by w to miejsce włożyć własne myślenie. Wypełnić przestrzeń pomiędzy dniem a nocą, pomiędzy słowem a ciszą, życiem i śmiercią, kondycją człowieka w świecie realnym i kondycją duchową. Warto zatrzymać się przed tym, co mają do przekazania Alicja i Grzegorz Bilińscy.
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości