– Jesteśmy najmniejszą grupą artystyczną, a dopiero później małżeństwem. Fascynuje nas symbolika i metafizyka, nie rytuał, ani codzienność – mówili zgodnie podczas konferencji prasowej w Płockiej Galerii Sztuki krakowscy artyści Alicja i Grzegorz Bilińscy. Od czwartku 15 marca wystawę ich prac graficznych, scenografii, miniatur filmowych i projektów multimedialnych można oglądać w Płocku. Obydwoje są absolwentami Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej i Katedry Scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Razem pracują i wspólnie wystawiają. Poszukiwania artystyczne i twórcza ciekawość świata skierowały ich po uzyskaniu dyplomu architektów na prestiżową scenografię, gdzie oboje obronili prace doktorskie pod kierunkiem Lidii i Andrzeja Skarżyńskich. – W porównaniu z tłumem studentów architektury, na scenografii było zaledwie kilka osób i w związku z tym znakomite, przyjacielskie kontakty z mistrzami – mówiła Alicja Bilińska. Do perfekcyjnego opanowania rysunku i do przestrzennej wyobraźni, uwięzionej w latach 80-tych w siermiężnej rzeczywistości blokowisk, których nie mieli ochoty projektować, doszedł eksperyment z formą, materią i światłem. Stąd już prosta droga do instalacji malarskich i „przestrzeni wyobrażonych” – odrealnionych. Ale to nie jest fascynacja światem wirtualnym, tylko zwrócenie uwagi na jego absurdalność. Grzegorz Biliński podjął nawet zobowiązanie, że nie będzie używał ani komputera, ani samochodu. Słowa nie dotrzymał i choć długo bronił się przed nowym medium, komputer stał się niezbędny do wizualizacji fotografii. W zależności od rodzaju artystycznej wypowiedzi używają różnych narzędzi, jeśli trzeba „nawet patykiem na piasku”. Dlaczego Ariel nie jest już aniołem, ale wielu ludziom kojarzy się z proszkiem do prania? Dlaczego imię Madonny nosi kontrowersyjna piosenkarka? Bilińscy nie zgadzają się, by cywilizacja konsumpcyjna – świat bilbordów i reklam wykorzystywała i desakralizowała wszystkie wzorce. Na płockiej wystawie pokażą więc także film o tym, co dzieje się z człowiekiem w czterech ścianach pokoju po wyłączeniu telewizora. Zrobili lampę, która waży 500 kg, ale nie zdarzyło im się wykonać czegokolwiek z plastyku. Materiały biorą często z ziemi, są to ziarenka czarnoziemu. Niezmiernie twierdzą, że treść jest ważna, potem forma, że sztuka wymaga samotności i ciszy. Zachęcają, by architekturę zacząć poznawać od wzornictwa skandynawskiego. Twierdzą, że to co najciekawsze, powstało w architekturze wtedy, kiedy był mecenat prywatny. Nie tracą wiary, że zniszczone przez cywilizację środowisko da się zrewaloryzować. – Niezwykłą przygodą emocjonalną była scenografia do spektaklu „Dzieci Arbatu” w reżyserii Kazimierza Kutza. 1500 metrów kwadratowych obrazów zajęło pół hali Gwardii – opowiadał Grzegorz Biliński. – Chcieliśmy, aby projektowana scenografia nie była przywiązana do dzieła, lecz istniała samoistnie. Istotą tej scenografii jest specyficzny ikonostas. Zamiast portretów świętych są wizerunki „proletów” (określenie z Orwella) i żołnierzy państwa totalitarnego. Tylko oświetlenie nawiązuje do światła cerkiewnego. Choć posiadają dużą pracownię, ich projekty powstają w małym pokoju i tam najchętniej tworzą. Sami też wykonują zaprojektowaną scenografię – wielkoformatowe rzeźby lub malarstwo. Wystawa artystycznego duetu nosi tytuł „Pomiędzy”. Jej autorzy pragną, by w to miejsce włożyć własne myślenie. Wypełnić przestrzeń pomiędzy dniem a nocą, pomiędzy słowem a ciszą, życiem i śmiercią, kondycją człowieka w świecie realnym i kondycją duchową. Warto zatrzymać się przed tym, co mają do przekazania Alicja i Grzegorz Bilińscy. Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze