Dwa miesiące temu Alan uczył się z rówieśnikami w Szkole Podstawowej nr 3 w Płocku, świetnie gotował, zachwycał wszystkich pięknymi rysunkami. Był pełnym pasji 14-latkiem. Dziś jest przykuty do łóżka. Praktycznie nie ma z nim kontaktu. Cierpi na niedowład czterokończynowy i spastyczność mięśni. Sprawcą tej tragedii jest podstępny nowotwór mózgu.
Rak atakował powoli i nikt nie podejrzewał najgorszego. Zaczęło się niewinnie, ale stopniowo objawy stawały się coraz bardziej podejrzane. - Alan miał sporadyczne bóle głowy i mdłości. Z biegiem czasu, lewa noga zdaniem syna „przestała z nim współpracować”. Potem doszły podobne problemy z lewą ręką – mówi Daria Wawrzyniak, matka chłopca.
Pod koniec marca Alan trafił do szpitala i wszystko się wyjaśniło. Badanie tomografem wykazało, że w mózgu chłopca jest wielki guz. W ciągu godziny Alan został przewieziony karetką na sygnale do kliniki Neurochirurgii w Centrum Zdrowia Dziecka.
- Tam przez ponad tydzień byliśmy przygotowywani do operacji. Alan codziennie, przyjmował kilka bolesnych kroplówek zmniejszających ciśnienie w głowie. W międzyczasie zrobiono rezonans magnetyczny, w którym wyszło, że prócz torbieli jest guz - gwiaździak włosowatokomórkowy, zlokalizowany na paśmie wzrokowym – opowiada matka.
Konieczna była operacja. W końcu nadszedł ten dzień. - Zjechaliśmy na blok operacyjny. Alan, oszołomiony tabletką, przespał całą drogę. Podpisałam dokumenty, pocałowałam syna, ścisnęłam za rękę i wyszłam ze łzami w oczach. Miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze! - opowiada matka.
Nie wiedziała, co ją i jej syna jeszcze czeka. Po operacji ciężki był widok zaintubowanego własnego dziecka na oddziale intensywnej terapii. - Okazało się, że torbiel udało się usunąć w całości. Niestety, guza nie można było usunąć, ponieważ groziło to utratą wzroku u Alana, zostały wyłącznie pobrane wycinki do badania histopatologicznego, które w tym momencie wiemy, że wyszły pomyślnie. Nowotwór o niskim stopniu złośliwości, do obserwacji – opowiadają rodzice.
I tu historia powinna zakończyć się happy endem. Chłopak powinien dojść do siebie po operacji i wrócić do domu.
Niestety... Alan dochodził do siebie około 3 tygodni na Oddziale Intensywnej Terapii. Długa sedacja, intubacja i brak odruchu kaszlowego spowodowały zapalenie płuc i niedodmę. W międzyczasie pojawiło się wodogłowie, które odbarczano drenażem zewnętrznym. Konieczna była implantacja zastawki. Dodatkowo z powodu zaburzeń świadomości i niskiej saturacji wyłoniono tracheostomię.
- Dziś Alan ma niedowład czterokończynowy, spastyczność mięśni i przedłużający się stan zaburzeń świadomości. Syn w tej chwili jest stabilny, ale po operacji nastąpiły powikłania, które wymagają długiej i kosztownej intensywnej rehabilitacji – tłumaczą rodzice, prosząc o wsparcie. Sami nie są w stanie poradzić sobie z kosztami.
Uruchomiona została internetowa zrzutka, na której rodzice zbierają fundusze na leczenie syna. Potrzebują 200 tys zł. Zebrali obecnie ledwie 20 tys. zł. - Będziemy wdzięczni za każde udostępnienie i każdą złotówkę – tłumaczą. Wierzą, że ich syn wróci do sprawności. Tu trzeba walczyć i trzeba pomóc! Podajemy link do zbiórki - https://zrzutka.pl/dla-alana-rehabilitacja-i-powrot-do-zdrowia.
BS
fot. arch. rodziny
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ukraińcowi pewnie masz rząd by zasponsorowal leczenie i rehabilitację gratis. A dla polskiego dziecka nie ma pieniędzy aby ratować mu życie. Współczuję rodzicom tego chłopca.
Ukraińcowi pewnie masz rząd by zasponsorowal leczenie i rehabilitację gratis. A dla polskiego dziecka nie ma pieniędzy aby ratować mu życie. Współczuję rodzicom tego chłopca.