W upalne letnie dni mozolnie skubały trawę, a jesienią łapczywie łykały owies, nie kto inny jak polskie gęsi. Dzięki temu z każdym dniem i tygodniem przybierały na wadze i stosownie się otłuszczały. Na początku listopada, w dniu Święta Niepodległości, stały się idealne, aby zagościć w postaci pieczonej tuszki na polskich stołach. Od kilku lat trwa intensywna kampania reklamowa mająca na celu uczynienie z gęsi atrybutu tego święta, w takim samym stopniu jak dla Amerykanów jest indyk podczas Święta Dziękczynienia. Niestety Polakom spożywanie gęsiny przychodzi dość opornie. Za to z wielką chęcią jedzą ją nasi zachodni sąsiedzi. Świadczą o tym statystyki, wedle których zjadamy około 10 proc. wyprodukowanej gęsiny, a pozostałą nadwyżkę jedzą Niemcy i może też mieszkańcy Alzacji. W tym regionie (leżącym w południowo-wschodniej Francji) pieką gęsi nie tylko z okazji Dnia św. Marcina (poniższy przepis jest alzacką recepturą na świętomarcińską gęś), ale też podczas Świąt Bożego Narodzenia. Nieco zaskakujące w tej gęsiej historii jest to, iż tradycyjne, niemieckie i alzackie danie świąteczne powstaje najczęściej z polskiej gęsi, zaś jakoby nasze danie narodowe smakuje bardziej Niemcom i Alzatczykom niż Polakom.
Gęś na świętego Marcina
(Martinsgans)
Skład:
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze