Reklama

Psiocha kontra pizza. O poszukiwaniu kulinarnej tożsamości Płocka

Współczesny krajobraz kulinarny Płocka nie różni się znacznie od innych polskich miast. Na ulicach królują kebaby, hamburgery i pizza, które dla wielu stały się nowymi potrawami regionalnymi ze względu na swoją powszechność i dostępność. Gdy jednak zaczynamy szukać czegoś, co definiuje miasto i region w sposób unikalny, pojawia się problem. Trudno wskazać jedną „potrawę płocką”, która byłaby tak rozpoznawalna jak oscypek na Podhalu czy paprykarz w Szczecinie.

Ta trudność wynika z faktu, że kuchnie regionalne przez lata bardzo się wymieszały. Potrawy często uznawane za „nasze”, takie jak czernina czy kluski ziemniaczane ze skwarkami, występują też w innych częściach Polski, choć pod różnymi nazwami. Dowiódł tego plebiscyt zorganizowany przed laty przez płocką „Gazetę Wyborczą”, w którym czytelnicy szukali kulinarnych symboli regionu. Choć wygrała w nim czernina, a wśród produktów – piwo warzone przez jedną z płockich restauracji, dyskusje wokół nominacji pokazały, jak głęboko w pamięci mieszkańców ukryte są smaki, które dziś niemal odeszły do lamusa.

 

Reklama

Psiocha: dźwięk patelni i walka z głodem

Jednym z najbardziej intrygujących kandydatów do miana potrawy regionalnej jest psiocha. Jej nazwa wywołuje uśmiech, ale kryje w sobie historię dawnego Mazowsza. W regionie płockim psiocha funkcjonuje w dwóch wariantach. Pierwszy z nich, opisywany przez etnografów jako charakterystyczny dla starego Mazowsza (tereny od Płocka po Żuromin), to rodzaj jajecznicy z dodatkiem mąki pszennej, mleka lub słodkiej śmietany i cukru. Nazwa pochodzi od charakterystycznego dźwięku „pśś, pśś”, jaki masa wydaje podczas smażenia na patelni. Od tego samego dźwięku wywodzi się nazwa innej psiochy, nie z jajek, która była znana w wielu częściach kraju. Na wrzątek wsypywało się mąkę, a powstała w ten sposób breja miała oszukać głód. Było to danie szybkie, sycące i tanie, idealne dla ludzi ciężko pracujących i często niedożywionych.

W innych regionach istnieje drugi wariant psiochy, znany również jako prażuchy. To potrawa z gotowanych ziemniaków ubitych na gładką masę z zaparzoną mąką, podawana z okrasą z boczku lub cebuli. 

Reklama

Jadało się jeszcze kluski z krwi – była to potrawa znana na północnym Mazowszu, od Płocka po Wyszogród. Krew wieprzową zaprawiało się mąką i solą, a potem lało cienkim strumieniem lub nakładało łyżką na wrzątek. Jadano je same, polane tłuszczem lub z barszczem.

Drugą szokującą potrawą były psiukane ziemniaki, znane nie tylko w regionie płockim, ale też w całym kraju. Danie było bardzo proste: gospodyni gotowała kartofle, następnie brała do ust mleko albo tłuszcz i soczyście je opluwała, czyli ujmując rzecz inaczej – opsiukiwała.

Reklama

 

Potrzos i chłopka: smaki Radziwia i PSS Zgoda

Szukając lokalnej tożsamości, nie można pominąć lewobrzeżnej części miasta – Radziwia. Jak pisał w 1968 roku Stanisław Chrzanowski w „Notatkach Płockich”, to tutaj, w czasach głodu i nieurodzajów, popularna była potrawa zwana potrzos. To esencja biednej kuchni: w jednym garnku gotowano poszatkowaną zieloną kapustę, w drugim – starte buraki, kaszę i marchew. Po wymieszaniu i zaprawieniu masłem lub słoniną potrawę tę jedzono przez cały dzień bez dodatku chleba czy ziemniaków. Potrzos był symbolem zaradności Radziwianek, o których mówiono, że „z kamienia chleb urodzą”.

Reklama

Zupełnie inny charakter ma chłopka – zawijana drożdżówka z marmoladą wypiekana przez piekarnie PSS Zgoda od dekad. Choć recepturę opracowało „Społem”, to właśnie w Płocku ta nazwa przylgnęła do produktu tak bardzo, że etnografowie nigdzie indziej nie spotkali się z takim określeniem na tę bułkę. Chłopka stała się elementem lokalnej tożsamości miejskiej, „produktem stąd”, który każdy Płocczanin kojarzy z przerwą w szkole czy pracy.

 

Biedniejsza kuchnia Mazowsza: walka o przetrwanie

Aby zrozumieć, dlaczego tradycyjne potrawy Płocka opierają się na mące, ziemniakach i kapuście, trzeba spojrzeć na historię mazowieckiej wsi. Pod koniec XIX wieku w najbiedniejszych chatach pod Płockiem mięso pojawiało się na stole zaledwie dwa razy w roku – na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Podstawą wyżywienia był czarny, razowy chleb, ziemniaki i kiszona kapusta.

Reklama

Codzienność dawnych mieszkańców to chroniczne niedożywienie i ciężka praca. W sytuacjach kryzysowych jedzono nawet polewkę z lebiody lub dodawano do chleba zmieloną korę brzozową. Nawet jajka, choć hodowano kury, były towarem luksusowym, który gospodynie niosły na targ, by za uzyskane grosze kupić sól, naftę czy śledzie – źródło białka zwierzęcego dla najbiedniejszych. Ta wegetariańska z przymusu kuchnia zrodziła jednak wiele kreatywnych pomysłów, jak wspomniane wyżej psiochy, pyzy mazowieckie czy szare kluski, które do dziś są wspominane z sentymentem jako smaki dzieciństwa. Kluski sine (znane również jako szare, żelazne, stalowe lub przecieraki) to tradycyjna potrawa mączno-ziemniaczana znana również w kuchni Mazowsza i regionu płockiego. Ich charakterystyczna nazwa i barwa nawiązują do surowych, tartych ziemniaków, które ciemnieją podczas przygotowywania masy. W lokalnej tradycji kluski są nierozerwalnie związane z czerniną – uważa się, że stanowią dla niej jedyny właściwy dodatek. Często podaje się je również jako samodzielne danie, okraszone skwarkami z boczku lub słoniny, podsmażoną cebulką i posypane białym serem.

 

Reklama

Pamięć kulinarna i lokalna tożsamość

Poszukiwanie lokalnych smaków może być sposobem na budowanie nowoczesnej tożsamości. Choć pizza i kebab dominują w codziennym menu, to właśnie psiocha, potrzos i chłopka są łącznikiem z przeszłością. Nie muszą wygrywać z pizzą pod względem popularności, ale mogą przyciągać turystów i mieszkańców szukających autentyczności. Kulinarne dziedzictwo Mazowsza to nie tylko stare przepisy, to przede wszystkim historia ludzi potrafiących przetrwać najtrudniejsze czasy i tworzących potrawy, które przetrwały w pamięci pokoleń.

Kto wie, może właśnie psiocha, potrzos, nagus czy sine kluski mogłyby powalczyć o należne im miejsce wśród kulinarnych symboli regionu? Okazją do ich przypomnienia i promocji jest organizowany przez samorząd województwa mazowieckiego konkurs „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów”, któremu patronuje marszałek Adam Struzik. Konkurs promuje tradycyjne i lokalne produkty oraz rodzinne receptury przekazywane z pokolenia na pokolenie. W przyszłym roku odbędzie się 20., jubileuszowa edycja konkursu! Być może wśród zapomnianych smaków Płocka i północnego Mazowsza kryje się kulinarny skarb, który warto na nowo odkryć i pokazać całemu regionowi.

Reklama

 

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

* Publikacja sfinansowana ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości