Reklama

Przepisy kulinarne Izabeli Chudzyńskiej. Pulpety w sosie musztardowym z korniszonami

Sposób odżywiania się pająków potrafi budzić odrazę, bo to odżywianie zewnętrzne: pająki nie zjadają ofiary w całości, tylko wstrzykują do jej wnętrza enzymy trawienne albo jak u gatunków rozszarpujących zdobycz, choćby ptaszników – polewają ją enzymami i, gdy wszystko zamieni się w bezkształtną papkę, wysysają powstały płyn. Jesienią spotykamy je szczególnie często, bo zaczyna się sezon grzybowy, wchodzimy do lasu, a na twarzach osiada nam babie lato. To nitki, dzięki którym młode pajączki potrafią pokonać setki kilometrów w poszukiwaniu własnego miejsca. Dla nas to znak pełni jesieni, chwila, gdy coraz życzliwiej patrzymy na treściwsze obiady i podjadamy pierwsze słoiki z zimowych zapasów, żeby sprawdzić, czy wyszły jak trzeba. Idealny moment, by przygotować pulpety w sosie musztardowym z korniszonami.

Pulpety w sosie musztardowym z korniszonami
Skład:

  • pulpety
    • 600 g mielonej łopatki;
    • 1 jajko;
    • 1 cebula;
    • 50 g tartej bułki;
    • sól, pieprz;
  • sos musztardowy
    • 1 łyżka masła;
    • 1 łyżka mąki;
    • 250 ml bulionu;
    • 1 łyżka musztardy;
    • 4 korniszony;
    • 4 łyżki śmietany;
    • sól, pieprz;
  • natka pietruszki do dekoracji.

Wykonanie:
Obieramy cebulę i drobno ją kroimy, po czym dodajemy do mięsa wraz z jajkiem, bułką tartą oraz solą i pieprzem; całość dokładnie wyrabiamy na gładką masę. Z przygotowanej masy formujemy pulpety wielkości nieco mniejszej niż piłka tenisowa. W rondlu rozgrzewamy masło, wsypujemy mąkę i przesmażamy, aż się spieni, następnie powoli wlewamy bulion, cały czas mieszając, aby nie powstały grudki. Kroimy korniszony w drobną kostkę i dodajemy do sosu razem z musztardą, po czym chwilę wszystko dusimy. Do tak przygotowanego sosu wkładamy pulpety, przykrywamy rondel i dusimy około pół godziny, w połowie czasu ostrożnie przewracając je na drugą stronę. Na koniec wlewamy śmietanę, odkrywamy rondel i gotujemy jeszcze chwilę bez przykrycia. Pulpety podajemy z puree ziemniaczanym.

Reklama

 

Ocet to wynalazek stary jak cywilizacja. Pierwsze wzmianki prowadzą do Babilonii, a w Chinach – jeśli wierzyć legendzie – był darem bóstwa Lin Zi Yuan. Nad Morzem Śródziemnym służył jako lek i kosmetyk, a według jednej z opowieści Kleopatra rozpuściła w nim perły, by udowodnić, że „obiad” może kosztować fortunę. Dziś perły zostawiamy jubilerom, a fortuny potrafią znikać w świątyniach konsumpcji, zwanych po prostu restauracjami. W średniowieczu ocet był bliżej codzienności, arystokraci nosili przy nosie gąbeczki nasączone octem, by przetrwać zapachy rynsztoków i śmieci. Był w tym głębszy sens - kwas octowy działa bakteriobójczo i konserwująco, hamuje rozwój drobnoustrojów, odświeża, oczyszcza. W kuchni pracuje dla nas po cichu w marynatach rozluźnia włókna mięsa, w sosach równoważy tłustość, w piklach wydobywa smak. I tak, w pewnym sensie, robimy to samo, co pająki, sięgamy po „trawienie zewnętrzne” – tyle że nasze jest delikatne i eleganckie. Kwas wykonuje pierwszą robotę, zanim garnek przejmie resztę; dlatego do pulpetów dorzucamy musztardę i korniszony, tę małą, octową iskrę, która nada całości lekkości.

Reklama

dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia

Fot. Piotr Chudzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości