Do Płocka powróciła kultowa impreza motoryzacyjna. Mowa o zlocie „Mercedesem po Wiśle”. Dzięki niej w sobotę przed ratuszem zaparkowało ponad 80 perełek spod trójramiennej gwiazdy – zarówno tych wiekowych, jak i współczesnych. Dostępny był cały przekrój mercedesowego świata. Największe wrażenie robiły najstarsze modele. Ta elegancka linia nadwozia... Ten urok dawnej i do tego niezawodnej motoryzacji... I ta wspaniała historia...
Bogdan Palmąka nie miał długiej trasy, by przyjechać na tegoroczny zlot. Przyjechał z Borowiczek-Rydzyna. Ale czym przyjechał? Dużym pontonem! Tak w kręgach miłośników marki mówi się o modelu Mercedes Benz W180 220S. Ta maszyna zdecydowanie jest z zeszłej epoki. Duża, luksusowa, wygodna, z masywnymi, pękatymi nadkolami. Rok produkcji? 1958. - To „S” klasa. Takim mercedesem jeździł niegdyś prezydent Mościcki. Był to samochód dla dygnitarzy - mówi z dumą właściciel pojazdu. Dlaczego wybrał akurat ten model? - Sam nie jestem najmłodszy, dlatego też takie zainteresowania – mówi z uśmiechem, gładząc drewnianą, połyskującą deskę rozdzielczą swojego samochodu.
Ten egzemplarz pan Bogdan znalazł pół roku temu w Radomiu. Silnik? Benzyna. Pojemność? 2,2 litra. Po blisko 70 latach od zejścia z linii produkcji samochód odpala bez problemu! - Trochę jednak trzeba było się przestawić. Biegi w tym modelu są przy kierownicy. W tamtym czasie tak były montowane. Ale to nie problem – tłumaczy pan Bogdan, który w swoim garażu posiada jeszcze jedną perełkę – volkswagena kubelwagena z 1970 roku, też w oryginale. To samochód typowo wojskowy. Pasjonat dodaje, że ponadto kocha też motocykle i jest stałym bywalcem imprez motocyklowych. Oczywiście na zlocie mercedesów również się odnalazł.
Cóż za wjazd na starówkę zaliczyli w niedzielę Małgorzata i Wojciech Astachow. Przyjechali białym kabrioletem W111 z 1963 roku. On i ona w stylowych kapeluszach. Zabrali ze sobą przeciwsłoneczną parasolkę, która powstała z wielu pięknych, kolorowych kwiatów. Wzrok wszystkich skierowany był na nich. - Zawsze przygotowujemy się do każdego z takich wyjazdów. To nie jest tak, że wsiada się w samochód i jedzie do celu. Trzeba zadbać o image – mówi małżeństwo, które przyjechało do Płocka aż z Gdańska, by już po raz czwarty spotkać się ze znajomymi ze zlotu. Ponownie postawili na imprezę Macieja Kulasa, choć mogli jechać do... Portofino. - Z tym mercedesem wiążą się nasze marzenia, które próbujemy zrealizować. Z powodu koronawirusa, nie udało nam się, niestety, wyjechać do Włoch, ale kto wie, co będzie za rok – zastanawia się pan Wojciech.
Jego samochód – choć ma przeszło pół wieku – zawiezie go wszędzie. To właśnie magia niezawodności mercedesa. Auto jest w pełni odrestaurowane i bliskie ideału ważnego dla kolekcjonerów, czyli ma 100% oryginalności. Warto było w nie zainwestować – za tę satysfakcję, możliwości i spojrzenia, które ściąga na siebie to piękne, klasyczne auto.
W sobotę na płockiej starówce pojawił się jeszcze on! Cóż za konkurencja! Amerykańska gwiazda wśród wszelkiej maści mercedesów jak magnes przyciągała wzrok. To ekskluzywny Studebaker President z 1958 roku. Wyprodukowano ich 1171 egzemplarzy na cały świat. Jeden z nich należy właśnie do płocczanina. Na pewno jest to też jedyny model w Europie Środkowej. A należy do Piotra Kędzierskiego. Dlaczego pojawił się na zlocie „Mercedesem po Wiśle”? Organizator zlotu Maciej Kulas jest fanem motoryzacji w najlepszym wydaniu, stąd też i zaproszenie dla właściciela takiego rarytasu.
Piotr Kędzierski od lat fascynuje się motoryzacją. Doskonale zna mercedesy, gustował również w MG, jak i Jaguarach. Ciągle szuka jednak czegoś, co go zachwyci. To tak jak z miłością. Musi być od pierwszego spojrzenia. I nie będzie wtedy żal sprzedać Studebakera, by zrobić miejsce dla nowej perełki. - A ja uważam, że nie sprzedaje się swoich marzeń – tłumaczy brat kolekcjonera, patrząc na zjawiskowego amerykańca. Choć Studebaker ma 65 lat, jest sprawny, jeżdżący, oryginalny. Pojemność 4,7 litra. Ile pali benzyny na trasie? To nietakt pytać o takie rzeczy w przypadku zabytkowych samochodów, ale dowiedzieliśmy się, że przy spokojnej jeździe potrzebuje 15-20 litrów benzyny na 100 km.
Tegoroczny zlot „Mercedesem po Wiśle” dostarczył wszystkim wielu wrażeń. Na pewno warto było wybrać się na starówkę. - Zobaczyliśmy motoryzacyjne cuda. Historia motoryzacji miesza się dziś z tym, co równie wspaniałe, czyli z pasją – podsumował wydarzenie Andrzej Nowakowski, prezydent Płocka, który również dał się wciągnąć w wir motoryzacyjnego święta.
Dodajmy, że imprezę po raz 17. zorganizował w Płocku Maciej Kulas, wielki miłośnik mercedesów, ale – jak widać – nie tylko. Ponownie udało mu się zaprosić do Płocka sympatyków tej marki z całej Polski. Przy okazji pokazał też współczesność. Na starówce pojawiły się też najnowsze mercedesy, do tego elektryczne. Czy wytrzymają próbę czasu, jak ich wiekowi koledzy obecni na zlocie? Żeby się o tym przekonać, pytanie pozostawimy na razie otwarte, na następne pół wieku...
Tekst i fot. Blanka Stanuszkiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze