Reklama

Powolne odrabianie strat

07/03/2007 08:36
Pół roku temu, w Poznaniu, na inaugurację ligi, Wisła grała z Lechem fantastycznie, ale tylko do 70 min., kiedy to prowadziła 2:0 i wydawało się, że w pierwszym meczu zdobędzie komplet punktów. Niestety, stało się inaczej, trzy akcje gospodarzy i trzy gole, a dla Wisły porażka, zresztą bardzo bolesna.
Ale to już historia, bo meczem z Lechem Wiślacy rozpoczęli walkę o byt, o utrzymanie w lidze i o punkty, bardzo ważne dla płockiej drużyny. „Nie patrzcie za siebie, wszystko jest przed nami, my w was wierzymy, razem wygramy” napisali na banerze kibice, którzy starali się dorównać kibicom z Poznania w dopingowaniu swojego zespołu.
Rozpoczęła mecz Wisła, ale pierwszą akcję przeprowadzili w 2 min. goście. Płocczanie myśleli, że sędzia odgwiżdże spalonego, a w tym czasie Przemysław Pitry przyjął piłkę, poczekał aż Robert Gubiec wyjdzie z bramki i lekko kopnął piłkę do siatki.
Wiśle wyraźnie brakowało zgrania i umiejętności konstruowania akcji. Piłkarze wolniej biegali i niżej skakali niż rywale. Lech miał prosty sposób na grę: piłki do środka z nadzieją, że któryś z Lechitów ją przejmie. Płocczanie próbowali stworzyć sobie sytuacje do strzelenia gola, ale mieli ogromne trudności z doprowadzeniem akcji do pola karnego rywala.
Na boisku dominowali goście, to oni stwarzali groźne sytuacje. Jedna z nich, w 13 min. powinna zakończyć się bramką. Piotr Reiss wykonywał rzut wolny z 18 m, z miejsca tuż przy końcowej linii boiska. Podał idealnie do Marcina Zająca, który z 2 m strzelił bardzo niecelnie.
W 19 min. znów bohaterem mógł zostać Zając, który znalazł się sam na sam z Robertem Gubcem. Nikt mu nie przeszkadzał, ale on i tak trafił prosto w ręce płockiego bramkarza. Ale nie tylko Zając zawiódł swoich kibiców. W 33 min. Karol Gregorek dojrzał wychodzącego środkiem Sławomira Peszkę, podał mu idealnie w tempo, zaś Peszko trafił w Krzysztofa Kotorowskiego. Goście mogli podwyższyć wynik w doliczonym czasie gry, ale Zbigniew Zakrzewski strzelił prosto w słupek.
I połowa spotkania w wykonaniu Wiślaków była fatalna i tak na dobrą sprawę trudno byłoby się spodziewać, że II będzie inna. A jednak okazało się, że można odbyć w szatni taką rozmowę z piłkarzami, która ich nie zdołuje, a zdopinguje. Tak było tym razem. Płocczanie wyszli na boisko odmienieni.
Wisła przestała się bać grać na boisku i zaczęła atakować, ale nadal pod bramką rywali robiła wszystko, by nie posłać piłki w kierunku Kotorowskiego. Goście powoli oddawali pole gry i musieli wracać pod własną bramkę. Coraz częściej tracili piłkę na polu karnym Wisły, a płocczanie coraz częściej wychodzili z kontrą. Szczególnie po wejściu na boisko Tomasa Doszka, kiedy obraz gry zmienił się zupełnie.
W 61 min. Nafciarze przeprowadzali kolejną kontrę. Piłkę podprowadził pod pole karne Sławomir Peszko, podał do stojącego na 2. metrze Tomasa Doszka, a ten nie dał najmniejszych szans Kotorowskiemu i głową umieścił ją w siatce. Wisła wyrównała, a po chwili było wiadomo, że nie zamierza na tym poprzestać.
Ale Lech zwarł szyki obronne i coraz trudniej było się przebić na pole karne Kolejorza. Na dodatek w kilku przypadkach, kiedy Wisła wychodziła z kontrą, któryś z piłkarzy Lecha padał jak nieżywy na murawę, a płocczanie wykopywali piłkę poza boisko.
Kilka razy jednak udało się wyjść z kontrą i było groźnie dla gości, jak choćby w 77 min., kiedy to po strzale Doszka piłka trafiła w słupek. Wydawało się, że wynik raczej nie ulegnie zmianie, ale w 90 min. w doskonałej sytuacji znalazł się ponownie Pitry, ale tym razem jego precyzyjny strzał wybił Gubiec.
Były dwie różne połowy. W I dominowali goście, w II gospodarze, którzy pokazali wreszcie, że potrafią grać i mają szansę na utrzymanie się w lidze. Oczywiście pod warunkiem, że będą grać jak w II połowie.
Bramki: 0:1 Przemysław Pitry 2 min., 1:1 Tomas Doszek 61 min.
Wisła: Gubiec – Lerant, Belada, Iwański (46 Sedlacek), Michalek, Rachwał, Gedeon, Gevorgyan, Gregorek (54 Doszek), Peszko, Kowalski.
Lech: Kotorowski – Wojtkowiak, Tanevsky, Bosacki, Kikut, Injac (60 Scherfchen), Murawski, Zając (71 Wilk), Zakrzewski, Reiss (87 Dembiński), Pitry.
Jola Marciniak

Powiedzieli po meczu:
Franciszek Smuda, trener Lecha Poznań:
– Remis na wyjeździe normalnie wielu cieszy. Mnie ten wynik w Płocku cieszyć nie może, ponieważ sytuacji stuprocentowych mieliśmy na wysokie zwycięstwo. Cieszy mnie tylko to, że w końcówce meczu zespół potrafił jeszcze „depnąć”. To znak, że w każdym meczu i przy każdym wyniku grać będziemy o zwycięstwo. Chcę, żeby w przyszłości zespół grał tylko w ten sposób. Gra defensywna mogła się dzisiaj podobać. Gdy para stoperów Bosacki – Tanevski zgra się ze sobą, będzie jeszcze lepiej.

Josef Csaplar, trener Wisły Płock:
– W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo źle i nic dziwnego, że straciliśmy bramkę. I to prawda, że Lech mógł prowadzić wyżej. W drugiej zagraliśmy jednak bardzo dobrze i z tej części jestem zadowolony. Daje mi ona pewność, że możemy z powodzeniem walczyć o punkty i utrzymanie się.
Jol.

Wyniki 16 kolejki:
Cracovia Kraków – Legia Warszawa 0:0, BOT Bełchatów – Górnik Łęczna 6:0, Pogoń Szczecin – ŁKS Łódź 0:1, Wisła Płock – Lech Poznań 1:1, Groclin Grodzisk – Widzew Łódź 0:0, Zagłębie Lubin – Odra Wodzisław 1:0, Korona Kielce – Arka Gdynia 1:0, Gónik Zabrze -n Wisła Kraków 0:4
Tabela po 16 kolejce
1. BOT Bełchatów  33  37-17
2. Zagłębie Lubin  30  21-15
3. Korona Kielce  30  25-15
4. Wisła Kraków  28  30-13
5. Legia Warszawa  28  29-16
6. ŁKS Łódź   27  20-15
7. Cracovia   22  20-25
8. Lech Poznań  22  30-22
9. Groclin Grodzisk  20  17-15
10. Arka Gdynia  18  18-17
11. Widzew Łódź  16  16-21
12. Górnik Zabrze  15  18-28
13. Pogoń Szczecin  14  14-20
14. Górnik Łęczna  14  9-32
15. Odra Wodzisław  12  13-27
16. Wisła Płock  10  12-31


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości