Płock jest jednym z najpiękniej położonych miast w Polsce i trudno się dziwić, że płocczanie z tego korzystają. Chyba nie ma takiego mieszkańca miasta, który choćby raz w życiu nie zszedł po schodach ze skarpy nad Wisłę. Zwłaszcza teraz, gdy widać, że nad brzegiem królowej rzek, mimo kwarantanny narodowej, nie jest pusto - są samotni spacerowicze, biegacze, rowerzyści.
W wakacje, kiedy można skorzystać z kąpieli w Zalewie Sobótka, w czasie wielkich festiwali organizowanych nad Wisłą i innych, mniejszych imprez, na nabrzeże można pojechać miejskim autobusem. Ale nie wszyscy chcą skorzystać z tej wygodnej formy. Można przecież zejść na dół po schodach.
Oczywiście nie jest to łatwe, nie każdy może sobie na to pozwolić, bo jednak ilość schodków oraz to, że są strome, nieco odstrasza ludzi starszych, kobiety z wózkami, czy z dziećmi prowadzonymi za rączkę.
Za to nie odstrasza młodych ludzi, którzy chętnie okupują schody, a bywa że szukają bardziej ustronnego miejsca do, opróżnienia choćby przyniesionych ze sobą butelek. Efekt tego picia w krzakach, widać zwykle po weekendach.
Jest kilka zejść ze skarpy nad bulwary wiślane. O jednym zejściu, tym w okolicach kościoła Mariawitów, poinformował nas czytelnik. – Niedawno schodziłem po tych schodach na dół i muszę przyznać, że miałem spore obawy, czy mi się uda dotrzeć na dół bez problemu. Brakowało poręczny, może pośrodku, może z jednej strony. Nie wiem, jak ludzie radzą sobie z pokonywaniem tego zejścia. Może należałoby jakoś im ułatwić spacery w tym miejscu – tłumaczył.
Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Jol.
fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zapewne tak, z oświetleniem nie jest lepiej.
Zapewne tak, z oświetleniem nie jest lepiej.