Reklama

Pomoc potrzebna od zaraz

27/03/2013 10:19
4 marca pani Barbara przeżyła jeden z najgorszych dni w swoim życiu. Po powrocie do mieszkania przy ul. Bukowej okazało się, że właśnie dogaszany jest pożar. Jej mąż chciał odebrać sobie życie i podpalić się. Sąsiedzi wezwali straż pożarną. Strażacy weszli do lokalu po tym, jak wybili szyby w oknach, a policjanci – by dostać się do środka – zniszczyli drzwi.
Mąż pani Barbary został zabrany do szpitala, ale już wrócił do domu, a właściwie do czterech ścian, które pozostały, bo domem tego nazwać nie można. Meble trzeba było wyrzucić, bo nie nadawały się do użytku. Dzięki pomocy sąsiadki, która pożyczyła pani Barbarze materac, mają gdzie spać. Nic z dotychczas używanych sprzętów nie nadaje się do użytku. Wszystko zostało nadpalone lub zalane.
W kuchni strażacy wybili trzy szyby w oknach. Początek marca był w tym roku bardzo zimny, na dworze często panował mróz. W miejsce okien zostały zamontowane płyty, by przynajmniej do środka nie wpadał śnieg, ale to nie chroni od zimna. Oboje z mężem muszą spać w kurtkach, bez pościeli, na rzuconym na gołą podłogę materacu.
Mieszkanie trzeba wyremontować, wybielić ściany, zamontować szyby w oknach, wymienić drzwi, kupić nowe, przynajmniej te najbardziej potrzebne, podstawowe sprzęty. Na to wszystko potrzeba pieniędzy. Pani Barbara jest inwalidką II grupy, ma zdiagnozowaną epilepsję, dostaje co miesiąc 529 zł renty. Nie ma żadnych oszczędności, rzadko się zdarzało, że była w stanie opłacić wszystkie rachunki.
Tymczasem mieszkanie wymaga pilnego remontu. Trudno oszacować jego koszty, jednak bez względu na to, ile środków trzeba będzie przeznaczyć na doprowadzenie mieszkania do stanu używalności, pani Barbary na pewno nie będzie stać na wykonanie przynajmniej niezbędnych prac. – Nie wiem, co mnie teraz czeka: tu mieszkać nie mogę, a żadnego innego lokalu przecież nie dostanę – mówi ze łzami w oczach. – Ale to nie koniec moich kłopotów. Ulica Bukowa to fatalne miejsce do mieszkania. Dobrze, że chociaż mieliśmy kąt do spania. Teraz chcą się nas pozbyć inni ludzie. Co wieczór młodzi rzucają w nasze „okna” butelkami, słyszymy wyzwiska, zastraszają nas. Chcą, żeby nas stąd wyrzucili. Ja się nie dam zastraszyć, nie pozwolę, by nami rządzili, ale nawet nie mam telefonu, by zadzwonić po straż miejską, kiedy jesteśmy szykanowani.
Pani Barbara, kiedy tylko otrząsnęła się z szoku, natychmiast zaczęła działać, ale okazało się, że o pomoc dla osoby w jej sytuacji wcale nie jest tak łatwo, a co gorsza, na wszystko trzeba czekać. A tu mróz i śnieg za oknem, jak można żyć w takich warunkach?
Kobieta odwiedziła pracownika socjalnego w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej i okazało się, że może starać się o zasiłek celowy z tytułu zdarzenia losowego. Od razu złożyła wniosek, procedury zostały uruchomione i jak nas zapewniono w MOPS-ie, pieniądze na remont szybko zostały wypłacone. I to była dobra wiadomość, gdyż znacznie mniejsze szanse na szybką pomoc w wyremontowaniu lokalu przy ul. Bukowej pani Barbara miała w administracji osiedla. – W imieniu Zarządu MZGM-TBS informuję, iż oczekujemy od straży pożarnej na oficjalne określenie przyczyny powstania pożaru w lokalu, które pozwoli określić możliwy sposób pomocy „poszkodowanym lokatorom – powiedział Artur Wiśniewski, kierownik Działu Technicznego MZGM TBS. – Informujemy, iż jako administrator wykonaliśmy zabezpieczenie poprzez zabicie płytą OSB zniszczonej w wyniku pożaru i interwencji straży pożarnej stolarki okiennej. To zabezpieczenie i wyposażenie lokalu w centralne ogrzewanie pozwala uzyskać właściwą temperaturę pomieszczeń. Kontrola lokalu nie stwierdziła zagrożenia dla osób zamieszkujących.
Poprosiliśmy także straż miejską o pomoc w zapewnieniu pani Barbarze spokoju w mieszkaniu. – Patrol pojawił się w okolicach miejsca zamieszkania tej pani i na pewno będziemy monitorować ten teren – zapewnia rzeczniczka straży miejskie w Płocku Jolanta Głowacka. – Problem w tym, że pani Barbara nie ma telefonu, trudno więc o konkretną interwencję. Może się zdarzyć, że przyjedzie nasz patrol, a osób zakłócających ciszę już nie będzie w tym miejscu albo pojawią się później.
Rzeczniczka potwierdziła, że obawy pani Barbary są słuszne. Strażnicy rozmawiali z naszą czytelniczką, skontrolowali także piwnice w budynku. Okazało się, że w jednej z nich przebywają trzy osoby, wylegitymowano je. Na tym osiedlu często zdarzają się interwencje municypalnych, mieszkańcy zgłaszają zakłócanie ciszy nocnej, dewastowanie mienia, zaśmiecanie, przesiadywanie w piwnicach.
Mamy nadzieję, że pani Barbara bardziej optymistycznie spojrzy w przyszłość i uwierzy, że uda jej się wyjść z tej trudnej sytuacji. I choć pomoc nadal jest jej potrzebna, to przynajmniej ma środki na podstawowe prace remontowe i zakup najpotrzebniejszych sprzętów.    Jol.
fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości