Reklama

Pokonani, ale z podniesionymi głowami

28/10/2011 16:36
Orlen Wisła Płock – Vive Targi Kielce  29:34 (15:15)

Ostatnie trzy mecze, te najważniejsze, których stawką był tytuł Mistrza Polski, w maju tego roku wygrała drużyna z Płocka. W tym sezonie to dopiero pierwszy pojedynek gigantów polskiej superligi. Atuty przemawiały za Vive, choćby z powodu plagi kontuzji w ekipie Wisły.
Mecz zapowiadał się pasjonująco, zaś po spotkaniu wszyscy kibice byli zgodni. Oby takich pojedynków było w polskiej lidze rozgrywanych jak najwięcej. W Orlen Arenie były ogromne emocje od pierwszego do ostatniego gwizdka i choć z parkietu piłkarze Wisły schodzili pokonani, to przy aplauzie kibiców i z podniesionymi głowami.
Wszyscy wiedzieli, że pierwszy mecz w tym sezonie Wisły i Vive to tylko bitwa, której wynik jest ważny, ale nie najważniejszy. Najważniejsze było to, co pokażą obydwa zespoły, jaką piłkę ręczną zaprezentują i czy dzieli je maleńka, czy ogromna różnica. Żeby odpowiedzieć na te pytania, trzeba w skrócie przypomnieć, co działo się w czwartkowy wieczór w płockiej hali. W I połowie spotkania nieznacznie przeważali kielczanie, ale Wisła nie pozwalała rywalom osiągnąć zbyt dużej przewagi. Największa była w 27 min., kiedy to płocka ekipa przegrywała 12:15. Ostatnie minuty należały jednak do podopiecznych Larsa Walthera, którzy doprowadzili do wyrównania, a w 30 min. Michał Kubisztal mógł wyprowadzić zespół na prowadzenie. Skuteczniejszym w ostatniej sytuacji I połowy okazał się bramkarz Vive Marcus Cleverly i po 30 min. na tablicy był remis.
W II połowie, o ile to możliwe, emocje były znacznie większe. W 46 min. był remis 22:22, by po kilku błędach Wisły Vive uzyskało 4-bramkową przewagę 26:22. Wtedy płocczanie złapali wiatr w żagle i w 51 min. doprowadzili do wyniku 26:26. I pewnie mecz zakończyłby się remisem, bo obie drużyny grały równo, gdyby nie fatalna końcówka płockiej drużyny.
Niestety, dało o sobie znać zmęczenie, a próba zmiany stylu gry w obronie zakończyła się fiaskiem. W rezultacie w 56 min. był jeszcze remis 29:29, ale potem na parkiecie królowali kielczanie. Zdobywali kolejne gole i w końcu uzyskali aż 5-bramkową przewagę, która absolutnie nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Zwycięstwo należało się gościom, ale na pewno nie taką różnicą. Bez względu jednak na końcowy wynik możemy być dumni z tego, jak zaprezentowali się płoccy piłkarze, a szczególnie z formy Mortena Seiera, który obronił 19 rzutów kieleckich snajperów.
Płocka drużyna schodziła z parkietu pokonana, ale nikt nie miał żalu do piłkarzy. Przypomnijmy, że zespół jest bardzo osłabiony. Przed pojedynkiem ze składu wypadł Piotr Chrapkowski, odsunięciem od trzech pojedynków został ukarany Bostjan Kavas. Nadal kontuzje leczą: Adam Twardo i Michał Zołoteńko. Tuż po wyleczeniu, bez dobrego przygotowania, na boisko musieli wrócić: Luka Kavas i Kamil Syprzak. Ten pierwszy próbował wziąć ciężar gry na swoje barki, na razie mu się to nie udało, ale szybko powinien wrócić do swojej formy.
Na ławce siedział również powracający do zdrowia Vuka Rajkovic, ale pokazał się tylko na początku spotkania, kiedy to nie strzelił rzutu karnego, szybko jednak naprawił swój błąd. Potem nie wyszedł już na boisko. Lekarz zespołu dr Piotr Branczewski zapewnił, że z punktu widzenia medycyny jest zdrowy, ale kiedy wróci do pełnej formy, czas pokaże.
Pisząc o meczu Wisła – Vive nie można pominąć postawy widzów, bez wątpienia dodatkowego zawodnika płockiej ekipy. Wspaniały, żywiołowy doping, jaki zaprezentowali kibice z sektora G, wspomagani dzielnie przez resztę publiczności, pomógł w stworzeniu niepowtarzalnego widowiska. I co równie ważne, rekord frekwencji na polskiej lidze, jeśli nie został pobity, to na pewno wyrównany, mecz oglądał prawdopodobnie nadkomplet widzów w 5,5-tys. hali.
Bogdan Wenta, trener Vive Kielce, powiedział po meczu: - Był to na pewno mecz walki i wielka dawka emocji. Popełniliśmy sporo błędów, mogliśmy zagrać znacznie lepiej, ale czuliśmy w mięśniach niedzielny mecz Ligi Mistrzów z Duńczykami. Nie mogliśmy złapać rytmu. Mecz na pewno mógł się podobać, była walka i emocje, ale oczywiście nas cieszy zwycięstwo.
Lars Walther, trener Orlen Wisły Płock: - Uważam również, że to był mecz walki, ale zbyt dużo kar podyktowali sędziowie, nie można było grać twardo w obronie, ale walka była fair, bez nieczystych zagrań. Trudno być zadowolonym po porażce, ale powiem, że jestem bardzo, bardzo zadowolony z dzisiejszej gry zespołu. Mamy niesamowicie dużo problemów personalnych. Znaleźliśmy dobre rozwiązanie i udało nam się rozbić rytm gry rywali. Przez cały mecz wszyscy moi zawodnicy dawali z siebie wszystko, można powiedzieć, że tylko przez 3 minuty straciliśmy głowę. I choć końcowy wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku, to zwycięstwo słusznie gościom się należy.
Trener Walther pochwalił postawę 18-letniego Pawła Paczkowskiego, który wyszedł w podstawowym składzie i mimo młodego wieku, radził sobie bardzo dobrze. - Można śmiało powiedzieć, że Paweł jest przyszłością polskiej piłki ręcznej. Wierzymy, że to prorocze słowa.
Orlen Wisła: Wichary, Seier – Kwiatkowski, Miszka 3, Eklemovic 5, Spanne 2, Wiśniewski 3, Kubisztal 8, Dobelsek 1, Toromanovic 3, Syprzak, Paczkowski 3, Rajkovic 1.
Vive Targi: Cleverly, Szmal – Grabarczyk, Tomczak 4, Jurecki 3, Tkaczyk, Zaremba, Olafsson 3, Kuchczyński 2, Jurasik 2, Stojkovic 8, Buntic 3, Zorman 3, Rosiński 6.
Jola Marciniak



Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości