Reklama

Pojedziemy na łów towarzyszu mój!

31/10/2011 08:50
Zbliża się 3 listopada i brać myśliwska szykuje się do Hubertusa. Tradycyjnego, odświętnego, polowania zbiorowego z okazji dnia patrona myśliwych św. Huberta. Swego czasu w wieku tzw. przebudowy hormonalnej organizmu, szerzej znanej jako okres dojrzewania, miałam nawet pomysł, aby zająć się myślistwem. Istniała realnie taka szansa, gdyż ojciec jest myśliwym. Niemniej na przeszkodzie stanęła mi słaba „trafialność” do celu. Na zajęciach z przysposobienia obronnego (a jakże jestem w pełni przysposobiona), okazało się, iż muszę zrezygnować z ambitnych planów trafiania w 10, na rzecz trafiania w tarczę. Niestety nawet przy tak zaniżonych kryteriach nie odnosiłam zadawalających rezultatów. Ta brutalna rzeczywistość ostatecznie zniweczyła moje plany na zostanie jedną z nielicznych pań myśliwych. W polowaniu mogę jedynie jak pies myśliwski uczestniczyć w nagonce i ewentualnie przygotować rozgrzewającą strawę na czas po łowach. Fasolka po myśliwsku nie tylko jest rozgrzewająca, ale też doskonale nadaje się do jedzenia na świeżym powietrzu.
Fasola po myśliwsku
Skład:

40 dag fasoli Jaś;
3 suszone grzyby;
20 dag kiełbasy np. śląskiej;
10 dag wędzonego boczku;
cebula;
2 łyżki masła;
łyżka mąki;
2 łyżki koncentratu pomidorowego;
łyżka musztardy;
4 ziarna jałowca;
łyżeczka mielonej papryki (może to być chili);
sól, pieprz.

Wykonanie:
Wieczorem namaczamy w zimnej wodzie fasolę oraz oddzielnie suszone grzyby. Następnego dnia odcedzamy fasolę i w posolonym wrzątku gotujemy ją do miękkości. Kroimy w kostkę grzyby, cebulę, boczek oraz w plasterki kiełbasę. Na patelni rozgrzewamy masło, przesmażamy na nim grzyby, cebulę i wędliny. Całość oprószamy mąką i przekładamy do miękkiej fasoli. Dodajemy też koncentrat pomidorowy, musztardę oraz wszystkie przyprawy. Danie zasadniczo jest niemal gotowe. Należy je jeszcze dusić pod przykryciem ok. 30 minut, aby smaki się wymieszały. Tak przygotowana fasolka dobrze smakuje ze świeżym chlebem.

W Polsce polowanie w dawnych czasach było ulubioną rozrywką możnych. We wczesnym średniowieczu była to rozrywka nadzwyczaj elitarna, ponieważ przysługiwała jedynie panującemu królowi. Prawo do polowania można było uzyskać tylko w ramach łaski lub nagrody. Innym nie godziło się polować nawet we własnych dobrach. To dopiero na przełomie XIV i XV wieku nastąpił zanik łowieckiego monopolu monarchy. Wkrótce też ustaliła się zasada, iż każdy posiadacz ziemski może swobodnie polować na własnych gruntach. Do bardziej zapalonych myśliwych należał król Stefan Batory. Wszystkie źródła dowodzą, że był to władca niezwykle pracowity. Sprawy państwowe wypełniały mu czas niemal do reszty. Jedyną rozrywką, której poświęcał swoje nieliczne wolne chwile było właśnie polowanie. Nawet tuż przed śmiercią udał się na łowy w okolice Grodna. Wówczas nie czuł się już zbyt dobrze, niemniej jeszcze kilka dni przed śmiercią ubił ok. 20 dzików. Cóż, mężczyzna do końca, zamiast jęczeć, póki żył – to żył do końca, tak jak lubił, tak jak chciał.
Tekst i stylizacja Izabela Chudzyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości