Reklama

Pogotowie jest od ratowania życia

20/06/2012 09:03
Boli cię żołądek, głowa, czujesz niepokój, obawiasz się o zdrowie swoich rodziców – nie zastanawiasz się dłużej i dzwonisz na pogotowie ratunkowe. Oczekujesz szybkiej pomocy, wizyty w domu lekarza i trafnej diagnozy.
Na pogotowie zadzwoniła kilka dni temu nasza czytelniczka. – Kobieta z mojej rodziny, w wieku 41 lat, w sobotę, co jest bardzo ważne, w pewnym momencie poczuła się fatalnie – opowiada. – Sparaliżowało jej jedną lewą stronę ciała, miała wysokie ciśnienie. Ponieważ stan chorej wydawał się groźny, zapakowałyśmy ją w samochód i zawiozłyśmy do pogotowia na ul. Strzelecką. Tam lekarz uznał, że to jest od kręgosłupa, dał zastrzyk i tabletkę pod język, a potem kazał jechać do domu. Ale stan chorej się nie poprawił, wprost przeciwnie. Następnego dnia rano, w niedzielę, była jeszcze gorsza sytuacja. Tym razem, ponieważ chora absolutnie nie nadawała się do tego, by pójść do samochodu, zadzwoniliśmy na pogotowie. Kiedy opisałam objawy i podkreśliłam, że stan chorej uniemożliwia jej samodzielne dotarcie na ul. Strzelecką, usłyszałam w odpowiedzi, że pogotowie jest od ratowania życia, a przy takich objawach nie ma zagrożenia i trzeba pacjentkę przywieźć na miejsce. Jak można się spodziewać, lekarz dyżurny znowu dał tabletkę pod język, zastrzyk i kazał w poniedziałek odstawić chorą do przychodni rejonowej.
W poniedziałek rano stan chorej był już bardzo ciężki. Zupełnie bezwładną, jednostronnie sparaliżowaną sąsiad zaniósł na rękach do samochodu, a potem zawiózł do przychodni.
– A tam lekarz tylko spojrzał, stwierdził udar i pytał, dlaczego tak późno przywieźliśmy chorą. Od razu kazał wzywać pogotowie, na sygnale zabrano ją do szpitala, gdzie natychmiast trafiła na intensywną terapię. Z objawów wynikało, że to udar, ale lekarz pogotowia był przekonany, że taki stan jest od kręgosłupa. W szpitalu zrobiono konieczne badania, które udar potwierdziły, chora została na oddziale, a nam się dostało, że tak długo zwlekaliśmy, że od razu jej nie przywieźliśmy.
Kiedy chora w sobotę została przywieziona do pogotowia, padały sugestie ze strony rodziny, że może to być udar, zwłaszcza że miała wykręconą twarz, wykrzywione wargi, usta, bezwład całej lewej części ciała, sztywną nogę. Nie była w stanie samodzielnie zrobić kroku, przewracała się. I choć był z nią cały czas kontakt, była przytomna, nic ją nie bolało, to fizycznie była niezdolna do niczego. Miała górne ciśnienie 220. Dla lekarza to nie były objawy udaru, bo jak powiedział, pacjentka jest za młoda na taką chorobę.
Odmowę przyjazdu karetki lekarz uzasadniał brakiem zagrożenia życia, co zdaniem jej najbliższych było dalekie od prawdy. – Dla nas to było zagrożenie życia, tak wysokie ciśnienie powinno być sygnałem, że dzieje się coś niedobrego. Nie mamy wykształcenia medycznego, ale natychmiast zrozumiałyśmy, że to udar. Zresztą ta diagnoza została potwierdzona po badaniu tomografem.
Powstaje pytanie, co teraz. Z powodu opóźnienia w ratowaniu chorej, czeka ją długa i kosztowna rehabilitacja. Gdyby od razu otrzymała pomoc, skutki udaru byłyby pewnie mniejsze. A tak trzeba się liczyć nawet z tym, że czeka ją życie na wózku i będzie wymagała stałej pomocy. Wcześniej nigdy nie chorowała, cały czas była w ruchu, pełna pomysłów, teraz czeka ją żmudna rehabilitacja. Kto za to zapłaci?
Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Lucyna Kęsicka dziwi się, że rodzina pacjentki zgłosiła się do redakcji, a nie złożyła skargi.
– Wszystkie przeprowadzone przez telefon rozmowy są nagrywane. Jeśli otrzymujemy skargę na operatora, natychmiast wyciągane są konsekwencje. Jeździmy do bardzo różnych wezwań, często słychać, co ludzie wygadują, by wysłać do nich karetkę. Ale tu pracują tylko ludzie i różne rzeczy mogą mieć miejsce, dlatego proponuję, by z każdą taką skargą, nawet ustną, udać się na ul. Gwardii Ludowej 5. W ubiegłym roku pracę straciło u nas trzech lekarzy i dwie pielęgniarki, bo z każdej skargi wyciągane są konsekwencje. Nam również chodzi o to, by wyeliminować tych pracowników, którzy nie pracują z należytą starannością.
Dyrektor pogotowia zapewniła, że każda skarga jest rozpatrzona, a osoba ją składająca otrzymuje informację o konsekwencjach, jakie są wyciągane wobec pracownika pogotowia. Wszystkie rozmowy są nagrywane, przechowywane w archiwach nawet kilka lat, zawsze można je odsłuchać i ocenić postępowanie lekarza lub pielęgniarki. – Walczymy cały czas, by pracownicy dobrze pracowali – dodaje. – Specjalnie prosimy o wypełnienie ankiet i każda negatywna opinia jest przez nas dokładnie rozpatrywana. Takie są nasze obowiązki, a o wynikach rozstrzygnięcia skarg informujemy nie tylko składającego, ale także marszałka województwa.
Nasza czytelniczka na pewno skorzysta z prawa do złożenia skargi. Zna nazwisko lekarza. Wizyta pacjentki została też odnotowana w karcie chorych. Dostała przecież tabletkę i zastrzyk na bóle od kręgosłupa.    Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości