Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Witold Gombrowicz w powieści „Ferdydurke” z roku 1935 ukazał szkołę w sposób groteskowy, prześmiewczy, karykaturalny. Gorzka to karykatura, ponieważ prawdziwa i aktualna do dziś, szczególnie w III RP niezależnie przez kogo rządzonej. Obie destruujące Polskę naprzemiennie siły polityczne traktują szkołę tak samo – jako narzędzie sterowania sposobem myślenia młodego pokolenia w myśl obowiązującej „polityki historycznej”. Szkoła u Gombrowicza to ogniwo wielkiego systemu ogłupiania człowieka, zniewalania go, a przede wszystkim infantylizowania, czyli zdziecinniania, powstrzymywania jego rozwoju, osadzania na mięciutkiej, dziecięcej „pupci”, mówiąc metaforami autora. Kierownik tej szkoły i jej główny ideolog, dyrektor Piórkowski, tłumaczy mechanizm działania tak pomyślanej szkoły w rozdziale II powieści (polecam uważnej lekturze). Macherzy od polityki w Polsce już na starcie III RP tak pomyśleli szkołę, jak obmyślił ją dyrektor Piórkowski. Narzędziem skutecznej destrukcji mają być oczywiście przemęczeni i nisko uposażeni nauczyciele. Brutalna walka o przetrwanie czyni ich skutecznymi wykonawcami rozporządzeń każdej władzy, na pasku której wiszą. Trzymanie nauczycieli „na diecie”, czyli na pensji, która nie pozwala dobrze wykonywać zawodu, jest tu skuteczną metodą sterowania społecznego, z którym mamy do czynienia od początku transformacji do dziś, niezależnie, czy rządzą krajem jaśnie oświeceni liberalni demokraci czy narodowi socjaliści z błogosławieństwem hierarchii kościelnej. Niezależnie też, czy błogosławieństwo płynie z Brukseli, Waszyngtonu czy Tel Avivu.
Celowa, metodyczna, uprawiana z premedytacją pauperyzacja zawodu nauczyciela, co jest absolutnym priorytetem wszystkich sił politycznych w naszym przeszczęśliwym kraju od roku 1989, skutkuje tym, że nie odnawia się w naturalny sposób zawód nauczyciela, traktowany wciąż jako „coś pośredniego pomiędzy parobkiem a pisarzem gminnym” (jak ocenił przed laty Manfred Kridl, wybitny polski historyk literatury). Blisko połowa pedagogów to ludzie w wieku powyżej 50 lat. Średnia wieku w zawodzie wynosi obecnie 48 lat i jest jedną z najwyższych na świecie. Nauczycieli poniżej 30 roku życia jest zaledwie 4%, co stanowi ewenement na skalę światową. Nie da się tu zatem mówić o przypadku. Ktoś usilnie i dyskretnie pracuje na rzecz zniszczenia kadry pedagogicznej. Któż to taki? Wydaje się, że tych niszczycieli znamy wszyscy, zasiadają w ławach ministerialnych i poselskich, sami ich wybieramy i kochamy. Nie wstydzą się za to, co robią, pokazywać publicznie. Chodzą po naszych ulicach, są uśmiechnięci, pewni siebie. Trzymają „na diecie” metodą dyrektora Piórkowskiego kadrę pedagogiczną, bo wiedzą, że „anemiczny nauczyciel” najlepiej spełni ich niszczycielskie cele. Niektórzy są tak głupi, jak powiedział mi niedawno kolega nauczyciel z Warszawy, że wierzą w uprawianą przez siebie propagandę sukcesu i obrażają się, gdy zarzuca im się kłamstwo.
Tak więc starannie wyselekcjonowana kadra nauczycielska w systemie destrukcji nazwanym w „Ferdydurke” infantylizacją („zdrabnianiem”, „wyrabianiem dziecięcej, infantylnej pupci”) spełnia się znakomicie także dzięki perfekcyjnie dobranym metodom edukacyjnym, wśród których pośród naszej dorastającej młodzieży w wieku rozrodczym wciąż króluje wygodna „karta pracy”, którą we wrażych czasach tzw. „komuny” co najwyżej stosowali nauczyciele szkół podstawowych w pracy z dziećmi, natomiast w szkole średniej wypadało przejść na wyższy poziom metodyki nauczania, obejmujący wykład, dyskusję (burzę mózgów), analizę problemu, rozwiązywanie rebusów pozostawiając dzieciom. Teraz w przeładowanych klasach dla znalezienia wytchnienia sprawdza się ta wysoce infantylizująca metoda, jaką jest dobroczynna „karta pracy” do badania funkcji środków artystycznych w utworze. Podziękujcie Państwo wybranym przez siebie zarządcom tego odrażającego systemu, bo dzięki niemu muszą Państwo przeznaczać regularnie duże kwoty na douczanie swoich dzieci poza nim. Na Państwa miejscu rachunki za to wysyłałbym na adres znanych sobie ministrów i posłów. Niech metodyczni psuje tego państwa ponoszą odpowiedzialność za swoje destrukcyjne poczynania, a jak nie, to won z polityki! Ktoś powiedział, że głos napomnienia powinien popłynąć też ze strony naszych wyświęconych pasterzy, tych w purpurze i czerwieni, ale nie popłynie, bo ci nie mają czasu zająć się Polską. Zbyt mocno oddani są „dialogowi ekumenicznemu”, w tym z judaizmem, żeby upomnieć się o wychowanie młodego pokolenia Polaków.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze