Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę. Tak twierdził kanclerz Otto Bismarck sto kilkadziesiąt lat temu. Chociaż my Polacy nie mamy powodu dobrze myśleć o tej postaci, to trzeba przyznać, że był to polityk wielkiego formatu. Wydaje się więc, że jeśli ktoś zamierza robić karierę w tej dziedzinie, powinien się zapoznać chćby powierzchownie z dokonaniami Żelaznego Kanclerza. Niestety wiadomo, jak wygląda w naszym pięknym kraju statystyka czytelnictwa. Dla rozwiania ewentualnych wątpliwości pozwolę sobie przytoczyć kilka liczb. W roku minionym pięćdziesiąt dziewięć procent obywateli nie przeczytało ani jednej książki. Dla kontrastu siedem procent moli książkowych przeczytało więcej niż sześć pozycji.
Nie dysponuję danymi ilustrującymi rozkład czytelnictwa w naszej „klasie politycznej”, ale sądzę iż można stawiać franki szwajcarskie przeciwko orzechom, że nie odbiega on zasadniczo od „dokonań elektoratu” na tym polu. Do czego zmierza ten przydługi nieco wstęp? Już wyjaśniam! Przyszło nam żyć w niespokojnych czasach. Wojna za wschodnią granicą, wojna na Bliskim Wschodzie, życie w ciągłej obawie, że wkrótce i na nasze głowy polecą rakiety (drony, na razie z tektury i styropianu, już latają)… I czym zajmują się w tych burzliwych czasach nasi politycy? Oni mają w głębokim poważaniu „bieżączkę”, oni wybiegają myślą lotną w przyszłość! Nieodległą wprawdzie, bo dwa lata do przodu… Co ich tak motywuje? Oczekują eskalacji działań za wschodnią granicą i przeniesienia wojennej zawieruchy nad Wisłę? Nic podobnego. Za dwa lata będą wybory parlamentarne! A jak wiadomo, kampania przed kolejnymi wyborami zaczyna się dzień po ogłoszeniu wyników poprzednich. Tymczasem świętujemy już półmetek kadencji obecnego parlamentu. Czas goni, zatem nic dziwnego, że w ostatni weekend politycy dwóch głównych partii uraczyli nas aż dwiema konwencjami: zjednoczeniową partii rządzącej i programową opozycji.
Jeśli chodzi o „zjednoczenie”, to w naszej historii do tej pory kojarzyło się przede wszystkim z Kongresem Zjednoczeniowym z 1948 roku, który zaowocował powstaniem partii, która rządziła Polską nieprzerwanie do roku… 1989! Dla młodzieży czytającej niniejszy felieton: mowa o Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej! Tym razem trudno prorokować tak imponujący efekt. Wtedy łączyły się dwie główne partie ówczesnej lewicy (to eufemizm, PPR po prostu wchłonęła PPS). Dziś mamy do czynienia z podobnym zabiegiem z tą różnicą, że „ugrupowania” wchłaniane przez hegemona istnieją w zasadzie tylko w rejestrze partii politycznych. Gdybym chciał obrazowo opisać zjawisko, które mieliśmy okazję obserwować w minioną sobotę i niedzielę, użyć jakiegoś przemawiającego do wyobraźni czytelnika porównania, to przychodzi mi na myśl wstawienie dwóch kanap do sklepu meblowego…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze