Reklama

Płocczanin na wysokich obrotach

20/09/2016 13:12
Zaryzykował. Zamienił garnitur na t-shirt i dżinsy, a pracę w salonie samochodowym na mycie samochodów. Dziś w jego firmowym garażu na Podolszycach dość często pojawiają się porsche czy ferrari. Był nawet 5-metrowy rolls-royce. Łukasz Krynicki wraz ze swoją ekipą dosłownie dba o blask tych luksusowych aut, należących do płocczan, choć oczywiście nie tylko. Udaje mu się połączyć pasję motoryzacyjną z biznesem. I takiej pracy zazdrości mu zapewne niejeden mężczyzna.
Praca w salonach czy serwisach samochodowych nie była zła, jednak gdy nadarzyła się okazja otworzenia myjni samochodowej, nie wahał się ani chwili. Chciał zobaczyć, jak to jest pracować na swoim i dla siebie. Do tego parę lat wstecz myjnia to był dobry biznes. Potem, żeby zarobić, trzeba było myć i odkurzać coraz więcej samochodów. Ze wspólnikiem Radosławem Golatowskim wymyślili, że przerzucą się na usługi detalingowe. To m.in. zabezpieczanie karoserii i szyb poprzez nakładanie różnych specjalistycznych powłok, likwidowanie rys, czy też dokładne sprzątanie wnętrz samochodów. I tak trafili w dziesiątkę, bo po pierwsze – na płockim rynku była luka, po drugie – dla wielu osób samochód to skarb najcenniejszy i nieważne, czy kosztował 3 tys. czy 2 mln zł, na każdym po przejechaniu tysiąca km osiada na lakierze smoła z asfaltu. Ba, na każdy, po letnim malowaniu pasów na jezdni, chlapnie farba i wtedy potrzebne jest wsparcie specjalisty.

Motoryzacyjny kalejdoskop

– Pojawiają się u nas bardzo różne samochody – tłumaczy Łukasz. Jaki jest gust płocczan? Preferujemy głównie audi i bmw. Jeśli chodzi o auta luksusowe, nie ma ich wiele, choć coraz częściej płocczanie decydują się na kupno porsche. Są też maserati, dwa ferrari i jeden rolls-royce. Żeby pozyskać takich klientów, trzeba sporo trudu. Ale warto. Nie chodzi tylko o zarobek, ale też o sporą przyjemność pracy z takim autem. Rolls-royce ghost to wprost bajeczna 5-metrowa limuzyna. Siedzenia wyściełane są białą skórą. Drzwi otwierają się w obie strony. Niedawno w „Krygolu” przez dwa tygodnie stało ferrari.
– Przez ten czas zdążyło nam się opatrzyć – śmieje się Łukasz. Klient zostawił kluczyki. Wyjazd poza bramę był jednak wykluczony, choć czasem trzeba usiąść za kierownicą auta klienta, gdy ten życzy sobie odstawienie samochodu do domu. Ferrari grzecznie jednak czekało na powrót właściciela. – Obecnie próbujemy pozyskać lamborghini. Rok temu mieliśmy okazję czyścić i zabezpieczać cztery samochody tej marki, wypożyczane na różnego rodzaju eventy. Powstał nawet w Tarnowskich Górach film na ten temat – opowiada Łukasz.
A największe jego marzenie to zabezpieczenie karoserii pagani zonda. To jeden z najrzadszych i najbardziej egzotycznych aut na świecie. Produkowany jest od 1999 roku we Włoszech, a Włosi, jak wiemy, znają się na tworzeniu dobrych sportowych aut. W Polsce jeździ tylko jeden pagani zonda. Czy uda się go ściągnąć na czyszczenie do Płocka? Płocczanin przekonuje, że trzeba być marzycielem, ale twardo stąpającym po ziemi. Czyli nie tylko mieć marzenia, ale też je po kolei realizować. A do tego trzymać rękę na pulsie i patrzeć, co się dzieje w mieście na własnym podwórku. – Okazuje się, że od niedawna w Płocku jeździ nowiutki motocykl Indian. Takich sztuk znajdziemy zaledwie 10 w Polsce. Oczywiście trafił do nas – cieszy się fan motoryzacji, ale nie tylko. Interesuje go bowiem wszystko, co ma karoserię do zabezpieczenia. Dlatego fachowo zajął się największym 17-metrowym jachtem, jaki stoi w sopockim porcie, czy też samolotami Aeroklubu Ziemi Mazowieckiej, działającego na płockim lotnisku. – Samolotom też potrzebne jest specjalne polerowanie, by były gładkie i błyszczące. 40-letnie wilgi wyglądają dziś na naszym lotnisku jak nowe – tłumaczy płocczanin.

Żeby ratownikom przyjemnie się latało

Pod „polerkę” poszedł też śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratowniczego, a ostatnio śmigłowiec TOPR.
– Specjalnie pojechaliśmy do Zakopanego. Wyczyściliśmy i zabezpieczyliśmy śmigłowiec, a zwłaszcza jego szyby. Zrobiliśmy to całkowicie charytatywnie. Ratownicy na co dzień ratują życie ludzi, więc chcieliśmy też coś dla nich zrobić, żeby im się przyjemnie latało – opowiada Łukasz.
Praktycznie prosto od śmigłowca poszedł w góry. Wspinaczka i zdobywanie szczytów – nie tylko tych górskich – to jego życiowe wyzwanie. Tym razem na zdobycie czekała bardzo wymagająca Przełęcz Mięguszowiecka. Plan oczywiście został wykonany, a adrenalina dała pozytywnego kopa. Podobne emocje dawała mu jazda na suzuki gsx-r. 5 lat temu tradycją były czwartkowe eskapady z kolegami. – Potem pojawiły się ważniejsze wydatki i musiałem motocykl sprzedać – opowiada Łukasz. Kolejny sezon będzie już jednak stricte motocyklowy. Udało się odłożyć fundusze i znów będzie suzuki k5 może nawet k6. Samochody? – Tak. Jak najbardziej, nie rezygnuję. Najlepiej nowoczesne i wygodne, jak bmw. Wsiadłem i się zakochałem – tłumaczy płocczanin. W jego przypadku samochody czasem potrafią zdominować trzy doby pod rząd.
– Trochę ze mnie pracoholik. Jest zlecenie to siedzimy we trzech w firmie. Zarywamy noce i dnie – śmieje się Łukasz. W „Krygolu” pracuje 5 osób. Dwóch właścicieli zakasuje rękawy i też poleruje karoserie. – To nigdy nie był problem. Mamy teraz mercedesa. Klient niezadowolony był z położonego nowego lakieru. Przyjechał do nas, żebyśmy jakoś uratowali temat. Na 2 tygodnie zostawił samochód. Nie pisze, nie dzwoni, ale na pewno wróci.

Płock bez perspektyw, ale…

Ale są też tacy klienci, którzy siedzą cały czas przy swoich samochodach i patrzą na ręce pracownikom. Jedna dziewczyna była tak „zafiksowana” na punkcie swoich aut, że chciała włączyć się do prac. To chyba wyjątek, bo ogólnie to mężczyźni bardziej dbają o samochody. Chuchają na nie i dmuchają. Kobiety do aut podchodzą bardziej użytkowo i często nie mają czasu na sprzątanie.
– Przychodzą do nas i pytają, czy możemy posprzątać w samochodzie, wyprać tapicerkę na fotelach w samochodzie, a także w… domu. Rzadko kiedy decydujemy się jednak na takie nadprogramowe usługi – mówi „Krynik”. Ma 34 lata, wciąż trochę mało czasu dla rodziny i plan do zrealizowania – dorobić się do czterdziestki. Szczęśliwie wstrzelić się w lukę na rynku to dopiero połowa sukcesu. Koło tego szczęścia trochę też trzeba pochodzić.
– Czasem przechodzi mi przez głowę myśl, żeby przeprowadzić się do innego miasta albo zrobić drugi oddział w innym mieście. Płock ogólnie nie daje perspektyw. Po pracy o godz. 22 życie tu umiera – mówi płocczanin.
Z drugiej jednak strony można robić swoje i ściągać do Płocka klientów z całej Polski. Ostatnio pojawił się na horyzoncie producent alkoholi, który ma sporą kolekcję samochodów. Zamówił szkolenie dla syna, by płocczanie pokazali mu, jak dbać o auta. Jest kolejne zlecenie i fajne „fury”, którymi trzeba będzie się fachowo „zaopiekować”. Można? Trzeba!
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości