Wyobraźcie sobie, że siedzicie w domu, oglądacie telewizję, czytacie książkę albo bawicie się z dziećmi, a po ścianie, po podłodze chodzą robaki. Na dodatek w domu wszystko śmierdzi, nie można zaprosić rodziny, znajomych w obawie, aby nie przenieśli karaluchów do siebie. Wszystkie okna i drzwi są oklejone taśmami, a i tak niewiele to pomaga.
Do redakcji zadzwonili czytelnicy, mieszkańcy bloku przy ul. Obrońców Westerplatte 5/1. Mniej więcej od 7 lat na jednym z pięter mieszkają zbieraczki odpadów. Chodzą po śmietnikach i przynoszą do domu to, co ich zdaniem może im się przydać. W bloku, co nieuniknione, zaczęły pojawiać się robale, czemu towarzyszył smród.
Ale to nie wszystko. – To trwa już siedem lat, od kiedy w mieszkaniu została matka i jej dwie córki. Zaczęło się od zbieranie, buszowanie po śmietnikach i przynoszenie wszystkiego do domu, chociaż trudno nazwać to domem. Nie, nie dlatego, że życie ich do tego zmusiło, to chyba choroba, albo styl życia, nie wiem. Miały w tym lokalu też zwierzaki, trzy psy i szczury w klatkach. Nie przesadzam, tak naprawdę było. Cały dzień spędzały na wędrówkach po śmietnikach, psy wyły, smród rozchodził się po całym budynku. Na dodatek nie sprzątały, więc kał odzwierzęcy wynosiły na butach. Psy wyły cały dzień, koszmar – opowiada sąsiadka.
Oczywiście zgłosili problem do administracji. Wszyscy lokatorzy podpisali się pod petycją. Zwrócono paniom uwagę, one część rzeczy wyniosły na śmietnik i uważano, że sprawa jest rozwiązana. Psy zostały zabrane do schroniska, ale wtedy panie przyniosły szczeniaki. Pasiaki były głodne, cały dzień ujadały, wyły, koszmar.
Może trudno w to uwierzyć, ale nikt tak do końca nie wiedział, jak wyglądało to mieszkanie w środku. Panie nikogo nie wpuszczały, kiedy ktoś pukał, to udawały, że ich nie ma i nie otwierały drzwi. Wyjątek zrobiły dla instalatorów wodomierzy. – Nawet trudno opisać, co mówili, co widzieli, jak wyszli od nich z mieszkania – twierdzą.
Od kilku tygodni jest teoretycznie spokój, panie tam nie mieszkają. – Widuję je na mieście, raczej dobrze sobie radzą, nie wiem, gdzie nocują, na pewno nie tu. Tu zostawiły wielki bałagan, do którego nikt nie ma dostępu. Nie wiadomo, co tam się psuje, wiadomo tylko, że nadal są śmieci, bo robali jest coraz więcej, rozłażą się po klatce, dotarły już wszędzie – tłumaczą sąsiedzi.
Bardzo trudno w takich warunkach żyć, ale wiele osób nie ma innego wyjścia. – Wydałam tysiące złotych na różne środki, na firmy odkażające, na taśmę, którą zaklejam drzwi. Owszem, były dezynfekcje robione przez administrację, za które musieliśmy wszyscy zapłacić, ale to przynosiło skutek tylko na krótko. Teraz idzie zima, będzie trochę łatwiej przetrwać, bo niskie temperatury część robactwa wybiły, ale tak nie można żyć – słyszymy od sąsiadki.
Podobno panie nie płacą czynszu, za wodę, mają odciętą energię elektryczną. Nawet gdy ktoś przychodził spisać dane z licznika, to nie zostawał wpuszczony do mieszkania.
A to mieszkanie to duża kawalerka z kuchnią i łazienką. Kiedyś łakomy kąsek dla oczekujących na lokal, bo to i lokalizacja dobra, i powierzchnia przyzwoita. Ale bardzo trudno będzie po tylu latach doprowadzić lokal do stanu użyteczności. Dziś jest to wylęgarnia robactwa.
Na dowód, że walczą z lokatorkami od lat pokazują pisma, do SANEPiD-u, do administratora budynku, dla MTBS, także do prezydenta miasta Płocka. Za każdym razem podkreślają, że naruszone zostały zasady higieniczne i zdrowotne przez osoby zamieszkujące lokal. Pisał też MTBS do SANEPiD, ale oprócz wymiany zdań nic z tego nie wyniknęło.
No chyba, że za rozwiązanie uznać notatkę: „7 maja użytkownik, po staraniach ze strony spółki, zgłosił się do administracji celem złożenia wyjaśnień. Zapewnił, że poczyni kroki mające na celu doprowadzenie, w niedługim czasie, do należytego stanu higieniczno – sanitarnego lokalu. Zobowiązał się też do przestrzegania podstawowych zasad współżycia społecznego oraz uregulowania kwestii formalnych lokalu”. Jak można się domyśleć, żadnych zmian nie zanotowano.
Więcej w Tygodniku Płockim.
Jol.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie rozumiem, psy wyły, glodne, w odchodach, jak dlugo ludzie moga patrzeć na takie rzeczy, jak można nie reagować. Z tego co napisane, odebrano do schroniska, panie przyniosly szczeniaki i to samo. Ludzie, jakie mamy prawo? To się w głowie nie mieści. Gdzie sluzby, gdzie ludzie, gdzie serca. Nawet 1 dnia nie pozwolilabym wiedząc, ze psy maja taki horror na takie traktowanie zwierząt. Teraz robaki ludziom chodzą po mieszaniu, to szok. Nikt nie jest w stanie nic zrobic? No proszę Was? Gdzie władze, gdzie sluzby. Litości. Bo to jakas bajka.
Rada dla lokatorów, niech sprawią sobie koty, w momencie pozbędą się robali. My mieszkamy w zrobaczonym bloku, u wszystkich sąsiadów są robaki, u nas są dwa koty i nawet jednego robala nie zobaczysz.
Tak się składa, że też mieszkam w Płocku. Mieszkam w wieżowcu z PRLu jak spółdzielnia zamknęła zsypy, to w całym bloku prawie u wszystkich te karaluchy były. Faktycznie była to zmora. W moim bloku nie ma zbierać y smietnikiwych. Raczej normalni ludzie mieszkają, każdy, więc zwalczl te karaluchy. I zwslczylismy. Tak się składa, że niedaleko Płocka jest miasto Ciechanów. Z tą tad pochodzi naprawdę profesjonalna firma na karaluchy i pluskwy. W mgnieniu oka na pomogli i jest spokój od karaluxhow
Ale na deratyzację muszą wyrazić zgodę wszyscy lokatorzy, a skoro do tego mieszkania nie ma dostępu to nawet najbardziej profesjonalna firma nie pomoże, tzn pomoże, ale tylko chwilowo.
Takich lokatorów powinno się stawiać pod ścianę, bo to już nie są homo sapiens
Artykul ktory prezentuje zdanie jednej strony. Poza tym gdyby karaluchy mialy tam tak dobrze to by nie wychodzily. Polecam zacząć porządki robić u siebie.
Kobieto co za bzdury wypisujesz chyba nigdy nie miałaś do czynienia z tym robactwem. Nawet najporządniejsi lokatorzy nie ustrzegą się robactwa jeśli są u sąsiadów.
Uśmiałam się. Zapewne karaluchy mają źle u brudasów, to chodzą gdzie indziej. Niestety trzeba przeprowadzić w całym bloku dezynsekcję kilka razy i powtarzać regularnie, inaczej robale będą. Problem jest taki, że brudasom robale nie przeszkadzają i nie będą ich się pozbywać
Nie rozumiem, psy wyły, glodne, w odchodach, jak dlugo ludzie moga patrzeć na takie rzeczy, jak można nie reagować. Z tego co napisane, odebrano do schroniska, panie przyniosly szczeniaki i to samo. Ludzie, jakie mamy prawo? To się w głowie nie mieści. Gdzie sluzby, gdzie ludzie, gdzie serca. Nawet 1 dnia nie pozwolilabym wiedząc, ze psy maja taki horror na takie traktowanie zwierząt. Teraz robaki ludziom chodzą po mieszaniu, to szok. Nikt nie jest w stanie nic zrobic? No proszę Was? Gdzie władze, gdzie sluzby. Litości. Bo to jakas bajka.
Rada dla lokatorów, niech sprawią sobie koty, w momencie pozbędą się robali. My mieszkamy w zrobaczonym bloku, u wszystkich sąsiadów są robaki, u nas są dwa koty i nawet jednego robala nie zobaczysz.
Tak się składa, że też mieszkam w Płocku. Mieszkam w wieżowcu z PRLu jak spółdzielnia zamknęła zsypy, to w całym bloku prawie u wszystkich te karaluchy były. Faktycznie była to zmora. W moim bloku nie ma zbierać y smietnikiwych. Raczej normalni ludzie mieszkają, każdy, więc zwalczl te karaluchy. I zwslczylismy. Tak się składa, że niedaleko Płocka jest miasto Ciechanów. Z tą tad pochodzi naprawdę profesjonalna firma na karaluchy i pluskwy. W mgnieniu oka na pomogli i jest spokój od karaluxhow