Trafiła na okładki książek, przewinęła się w dziesiątkach filmów. Bywa miejscem niebezpiecznym, w którym dochodzi do zbrodni. Dla większości jest utrapieniem, spędzającym sen z powiek. To melina. Zazwyczaj miejsce spotkań miłośników mocnych trunków. Miejsce, które jest przekleństwem dla okolicznych mieszkańców. Bo melina to niemal na pewno zarwane noce z powodu pijackich libacji i awantur, kręcący się po bloku i okolicy mało sympatyczni ludzie, ale też kwestie związane z czystością i spadek poczucia bezpieczeństwa. Policja szacuje, że w Płocku jest kilkadziesiąt melin. Głównie na starszych osiedlach. Dzielnicowi je kontrolują, legitymują przebywające w nich osoby, często wypraszają z mieszkania te, które nie są w nim zameldowane. Ale one i tak wracają. A trwałe zlikwidowanie meliny nie jest takie łatwe. W końcu każdy może przyjmować gości. W Wikipedii [internetowej encyklopedii – przyp. red.] można znaleźć dwa znaczenia słowa melina. To pojęcie stosowane w kryminalistyce i oznaczające miejsce, w którym grupują się w celach kontaktowych i uniknięcia policji element kryminogenny oraz ukrywający się sprawcy przestępstw. Drugie znaczenie, potoczne, to nazwa miejsca, w którym przebywają, spotykają się osoby z tzw. marginesu społecznego w celu spożywania wyrobów alkoholowych. Te pierwsze są raczej ciche i spokojne. Te drugie wręcz odwrotnie. Właśnie o takim miejscu opowiedział nam ostatnio czytelnik. Melina „ulokowała się” w jednym z potężnych bloków na osiedlu Mickiewicza. Jej klienci wyszynk zrobili sobie w pobliskim, niewielkim parku. Z relacji naszego czytelnika wynika, że „setka” kosztuje złotówkę, a pół litra pięć złotych. Grzegorz Szkopek g.szkopek@tp.com.pl
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze