Zapaleniem płuc skończył się dla dwuletniego chłopca wypadek, do którego doszło w Rakowie pod Wyszogrodem. Dzieckiem miało się opiekować starsze rodzeństwo, ale w pewnej chwili malec sam wyszedł poza teren posesji i wpadł do pobliskiego rowu melioracyjnego. Do wypadku doszło w środę, 21 lutego, po godzinie 16.00. Matka samotnie wychowująca trójkę dzieci robiła coś w domu. Najstarsza, dziewiętnastoletnia córka pracowała w komórce na podwórku. Na podwórku bawili sie dwulatek i jego trzynastoletni brat. W pewnej chwili starszy z chłopców chciał już iść do domu. Ponieważ dwulatek chciał jeszcze zostać na podwórku, starszy brat powiedział mu, żeby poszedł do siostry, która jest w komórce. Gdy dziewczyna wróciła do domu, okazało się, że najmłodsze z dzieci gdzieś się zagubiło. Z policyjnych ustaleń wynika, że malec wyszedł przez otwartą furtkę gospodarstwa i poszedł w kierunku pobliskiego rowu melioracyjnego. Dziecko wpadło do wody. Zanim zostało odnalezione, minęło trochę czasu. – Chłopczyk próbował wydostać się z rowu, ale krępował go nasiąknięty wodą kombinezon. Wzywał też pomocy i to prawdopodobnie wtedy do jego płuc dostała się woda – powiedział oficer prasowy płockiej policji sierż. sztab. Mariusz Gierula. Gdy dziecko trafiło do szpitala, było w stanie krytycznym, lekarze musieli je reanimować. Teraz malcowi nie grozi już niebezpieczeństwo, chociaż nabawił się zapalenia płuc. – To trudna sprawa. Staramy się dokładnie wyjaśnić wszystkie okoliczności. Od tych ustaleń będzie zależało, czy komuś z rodziny chłopca zostaną postawione zarzuty. Chcemy jednak uczulić rodziców, by zwracali szczególną uwagę na tak małe dzieci, szczególnie na terenach wiejskich, gdzie dziecko łatwo może się zgubić i może dojść do tragedii – dodał Mariusz Gierula. (jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze