Reklama

Niedzielna Wyprzedaż Garażowa

06/06/2018 10:08
– Żal mi te książki wyrzucić. A za złotówkę jeszcze ktoś może je kupi i przeczyta – mówi sprzedawca ze środkowego stoiska. – Często pan przyjeżdża? – Staram się co tydzień. Jak mam w domu siedzieć, to wolę coś robić. – I ludzie kupują książki? – Czasami. – A co jeszcze kupują? – Różne rzeczy. Mam też drewniane wieszaki po 20 zł i szkło.
Wyprzedaż garażowa na targowisku przy Rembielińskiego budzi zainteresowanie. Jedni tylko oglądają, drudzy kupują. Z tekturowych pudeł pełnych antyków wygrzebują łyżeczki i talerze za złotówkę. Stoisko z „chińszczyzną” przepatrują w poszukiwaniu czegoś, co może się przydać. Plastikowy dzbanek do soku? Dobry na lato. Wielofunkcyjny preparat WD-40? Nigdy nic nie wiadomo... Może trzeba będzie nasmarować niedajacą się odkręcić śrubę? Albo naprawić skrzypiące drzwi, usunąć gumę przyklejoną do dywanu, zmyć lakier do paznokci z płytek łazienkowych. Preparat podobno usuwa też plamy po pomidorach i chroni krowy przed muchami, ale z obietnicami lepiej uważać... Bez obawy można za to kupić kubki.
Godzina 9.00. Jeszcze nie ma tłumów kupujących. Targowisko przemierzają pojedyncze osoby machające plastikowymi torebkami. Niektórzy sprzedawcy dopiero się rozstawiają. Z aut wynoszą kartony pełne cudów. Brzęczą w nich noże i widelce, chrzęści porcelana. Do wyładowania drewnianej ławy potrzeba dwie osoby.
Godzina 10.00. Odwiedzających przybyło. Zainteresowaniem cieszy się duże stoisko ze starociami. Można tam znaleźć: łyżeczki, talerzyki, szklanki, komplet małych kieliszków za 5 zł, samowar, czarny tors manekina, metalowe naczynia w ogromnej ilości. Dostrzegam kolorowy talerzyk z nietypowym wzorem. Napis na odwrocie głosi: Burg Lindau (saksońska wytwórnia porcelany). – Ile kosztuje? – Złotówkę. Biorę.
– Czy ma pan głębokie łyżki? – pyta klient. – W pudełku na prawo. A jaką pan chce? Do nalewania zupy? – Nie wiem, czy mnie żona z tą łyżką nie wygoni, ale jak za tyle to wezmę. W międzyczasie pojawiają się kolejne osoby. Oglądają wazoniki i kryształy. – Weźmie pan wreszcie te pieniądze? – pyta zniecierpliwiona klientka trzymająca w ręku garnek. – Żona już panu chciała zwiać – żartuje towarzyszący jej mężczyzna. Dyskusję przerywa gwiżdżący czajnik. Właśnie zagotowała się woda na herbatę pana Władka.
Przy innym stoisku stoi pełnoletni samochód z obcą rejestracją – bardziej odległy zakątek mazowieckiego. Dużo książek upchanych w pudła. „Pisma” Słowackiego – wydał i wstępem opatrzył dr Stefan Kołaczkowski. Egzemplarz pochodzi z Pierwszej Księgarni w Gdyni, plac Kaszubski. Cena? Jeden złoty. Wśród innych tytułów dziecięce lektury: „Ten Obcy” Jurgielewiczowej, „Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery i zapomniane klasyki (np. powojenne opowiadania Dąbrowskiej). I jeszcze coś po angielsku o dietach. Oprócz książek – drewniane wieszaki, wiklinowy kosz na parasole, różne butelki – od tych z korkiem po oranżadzie aż do butelek po mleku. Dużą siwą metalową szafkę na leki z powodzeniem można powiesić w eleganckim lofcie.
Po drugiej stronie znajduję się również coś dla miłośników winyli Wpada w oko okładka płyty Arethy Franklin z 1986 roku. Wygląda, jakby zaprojektował ją Andy Warhol. – Znani malarze też mają na koncie projekty okładek – wyjaśnia znany płocki kolekcjoner, pan Maciej. Na stoliku ma elegancko ułożone winyle, pogrupowane wg gatunków: rock, jazz, pop, muzyka polska. Łatwo znaleźć odpowiednią płytę. – Można przeglądać, wybierać, pytać. – Jak idzie? – Gdybym miał tutaj płyty disco polo, to by się pewnie ustawiła długa kolejka – żartuje. – Ale koneserzy przychodzą. Szukają ulubionych zespołów albo po prostu chcą porozmawiać. Na chodniku obok leżą książki. Od Alistera MacLeana do Lema. Można je kupić za symboliczną sumę. – A kiedyś książki się zdobywało. Dzięki wygranym losom zgromadziłem dawno temu dzieła Platona.
Każdy kto w niedzielę przyjdzie na rynek może zostać sprzedawcą. Za małe spodnie? Sukienka, która nie leży dobrze? Po przejrzeniu szafy niepotrzebne rzeczy przynosimy na garażową wyprzedaż. Za stołem z dziecięcymi ubraniami siedzą dwie panie z córkami. Prababcia, pani Ela, ogląda u nich sukienkę do chrztu. Za ile? Białe falbankowe cudo kosztuje 30 zł. Są też buciki, spodenki, śpioszki – cały asortyment w cenie od 3 zł wzwyż. Trochę więcej kosztują t-shirty, torebki i trampki przy stoisku naprzeciwko. Ale są nowe i pewnie w tygodniu też do nabycia.
Na targowisku można też kupić wycieraczki samochodowe, komplet opon albo laptopa. Ostatnie stoły po lewej cieszą się wielką atencją panów. Z kolei panie wychodząc zatrzymują się przy kwiatkach.


Tekst i fot. Marta Szatkowska-Kunavar

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości