W książkach kucharskich z początku XX wieku nie mogło zabraknąć przepisu na zupę z krwi, czyli czerninę. Obok informacji z jakiej krwi, tzn. z jakich zwierząt, należy ją przyrządzać, widniała również instrukcja na temat jak postępować z krwią, aby się nie zwarzyła. Dodatkowo często przy recepturze zamieszczano pochwały o jej dobroczynnym wpływie na organizm, ponieważ krew jak wiadomo bogata jest w białko i żelazo. Dzisiejsze książki kucharskie dotyczące kuchni polskiej nadal często zawierają przepis na tę zupę. Niemniej są już publikacje naukowe, w których twierdzi się, iż zupa ta znika z naszych stołów, co wskazuje na zmianę mentalności współczesnego człowieka. Dzisiejszy człowiek podobno nie zastanawia się skąd pochodzi surowiec, z którego przygotowuje posiłek. Bardzo wzrósł dystans między konsumentem a zabijanym stworzeniem. A pewne dawne lęki nabrały mocy. Krew, która silnie wiązała się ze śmiercią, w wielu kulturach postrzegana była jako „nieczysta”. Dlatego też wypracowano wiele zabiegów mających na celu „oczyszczenie” osób, których zawody wiązały się z zabijaniem i z krwią (np. rzeźnik, czy nawet szewc). Dzisiaj rytuałów oczyszczających nie ma, a im dalej od natury tym większy lęk przed krwią. Mimo to postanowiłam dać spróbować czerniny moim synom. Z trójki tylko jeden zjadł i to z bardzo ograniczonym entuzjazmem. A ja do dziś boję się mu przyznać, że ta zupa powstała z krwi. Więcej, sama nie podejmuję się ją robić. Na szczęście mam dobrą sąsiadkę, która przyrządza doskonałą czerninę (choć mi trudno wskrzesić w sobie zachwyt nad „kaszanką w płynie”).Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze