Miękkie, aromatyczne, słodkie, czerwone maliny doskonale komponują się z targającymi nas emocjami. U Bolesława Leśmiana była nią miłość, taka sielska, taka radosna, bo jakaż inna mogła być wśród malinowych krzaczorów. Gdzie można się nieco podrapać, ale i zakosztować słodyczy owoców. A może nie tylko tej słodyczy? Gorzej sprawa przedstawia się u mistrza Słowackiego, gdzie maliny bynajmniej nie stały się narzędziem pieszczoty, a jedynie krwawej konkurencji. Mianowicie w jego dramacie dwie siostry Alina i Balladyna, walcząc o rękę księcia Kirkora, musiały zebrać na jego prośbę jak najwięcej malin. Wynikło to niestety z przykrego faktu niedecyzyjności księcia (facet nie umiał zdecydować, która z sióstr bardziej mu się podoba). Stąd sprytnie pomyślał, iż jeśli ogłosi konkurs na najszybszą zbieraczkę malin, nie dość, że zdobędzie bardziej wydajną żonę (przynajmniej w zbieractwie runa leśnego), to jeszcze będzie mógł nasycić się aromatycznymi owocami. Niestety, nie wziął pod uwagę, że żądza władzy wyzwala najgorsze instynkty nawet w zdawałoby się słabej i niewinnej płci. W każdym razie książe Kirkor na własnej skórze sprawdził, iż Wyspiańskiego pomysł „Weź pan sobie żonę z prosta: duża scęścia, małe kosta” nie sprawdza się. Szczęścia za grosz, a koszta ogromne (tytułem przypomnienia: morderczyni Aliny – Balladyna była wredną żoną, lubiącą przepych). Mając to na względzie nie bądźmy wyrachowani w miłości, narwijmy malin, ewentualnie kupmy je, niech nie będą już żadnym narzędziem, niech staną się jedynie składnikiem. Może w tej formie słodko ukoją nasze zmysły.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze