Jednym z najładniejszych, pod względem infrastruktury i zieleni miejsc w Płocku jest osiedle Podolszyce Południe. Na terenie między ul. Czwartaków i Jana Pawła II jest wyjątkowo dużo miejsc, gdzie mamy z dziećmi lubią odpoczywać. Nie brakuje placów zabaw, fontann - szczególnie ważnych w upalne dni i zieleni. A jednak i tu, z niewiadomych powodów, kilkanaście brzózek uschło, co wielu mieszkańcom wydaje się wręcz nieprawdopodobne.
Las rośnie długo, latami, trudno się więc dziwić, że mieszkańcy osiedli walczą niemal o każde drzewo, które musi zostać wycięte. A te wycina się nagminnie, gdy tylko stoją na przeszkodzie nowym inwestycjom. Oczywiście potem prowadzone są nasadzenia, ale jak wszyscy wiedzą, nie zawsze kończą się sukcesem.
Nasz czytelnik mieszka na Podolszycach Południe, po nieparzystej stronie ulicy Jana Pawła II. Jest osobą aktywną, często korzysta z zamontowanych na osiedlu siłowni, lubi spacerować uliczkami wśród zieleni, przysiąść na ławeczce.
Jedną z jego ulubionych siłowni jest ta przy bloku z numerem 25. Często tam chodzi. Latem można skorzystać z cienia rosnących wokół drzew, jego ulubionym miejscem do odpoczynku był tak zwany lasek brzozowy, który wiele lat temu niestety został wycięty w pień.
– Brzozy to drzewa, które rosną wszędzie, na każdej, nawet najlichszej ziemi. Wystarczą samosiejki, by po kilku latach wyrósł z nich las. Ale nie na naszym osiedlu. Po wycięciu drzew nasadzono tu kilkanaście brzózek, ale dziś zostały po nich tylko uschnięte kikuty. Jak to możliwe? Sami zastanawiamy się z kolegami. Może ziemia była zbyt kiepska, ale to mało prawdopodobne, bo przecież brzozy sadzi się tam, gdzie nic innego nie wyrośnie. Może były posadzone latem i ktoś zapomniał o podlewaniu, a może drastycznie opadł poziom wód gruntowych. Ale to ostatnie jest niemal niemożliwe, bo przecież inne drzewa rosną, aż miło popatrzeć. Ktoś o naszym „brzozowym lasku” zapomniał i takie są tego efekty. Szkoda tylko pieniędzy i czyjejś pracy – mówi mieszkaniec osiedla.
I rzeczywiście, zamiast sporych już drzew, podczas naszej wizyty zauważyliśmy tylko uschnięte kikuty, pozostałości po brzozach. Smutno to wyglądało, jakby wszyscy zapomnieli o „brzozowym lasku”.
Okazuje się jednak, że nie wszyscy zapomnieli. Informacja, o uschniętych drzewkach dotarła do Urzędu Miasta i jak nas poinformował Hubert Woźniak, temat już jest załatwiany.
– W tak zwanym „lasku brzozowym” nie uschły wszystkie posadzone brzozy. 14 drzew jest w dość dobrej formie. Obumarłe brzozy zostały już usunięte. Nie wiemy do końca dlaczego drzewa uschły, prawdopodobnie przyczyną jest to, że jest sucho. Do końca maja posadzimy w ich miejsce 37 nowych sztuk brzozy. Dosadzimy do tego jeszcze jedną gruszę drobnoowocową oraz dwa świerki serbskie – wyjaśnia.
Jol.
Fot. J. Marciniak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze