Pisaliśmy niedawno na łamach Tygodnika Płockiego o problemie, który dotyka coraz więcej emerytów, nie tylko w Płocku, także w całym kraju. Chodzi o starszych ludzi, którzy biorą dla swoich dzieci lub wnuków kredyty. Problem polega na tym, że potem nie ma kto spłacać rat. Młodzi „zapominają”, że obiecali to robić, dziadkowie nawet nie wiedzieli, że zaległości rosną. W efekcie do akcji wkracza komornik, zostaje zajęta część emerytury, koszty kredytu rosną i trudno wyjść z pętli zadłużenia.
Okazuje się, że to nie jedyny sposób na wyłudzenie dobytku od starszej osoby. Nasza czytelniczka postanowiła przestrzec osoby będące w podobnej do jej sytuacji. – Moja mama ma 62 lata i jest chora, a jej choroba stale postępuje. To Alzhaimer, który, jak wiadomo, objawia się miedzy innymi tym, że traci się nie tylko pamięć, często także kontakt z rzeczywistością. Dodam, że choroba mamy jest potwierdzona przez biegłego sądowego, a teraz w sądzie toczy się sprawa o jej ubezwłasnowolnienie. Druga sprawa dotyczy spadku po zmarłym tacie. My, czyli dzieci, chcemy, by nieruchomości, które zostawił ojciec po zakończeniu postępowania spadkowego sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na opłacenie pobytu mamy w ośrodku. My nie jesteśmy w stanie otoczyć jej należytą opieką, chcemy, żeby godnie przeżyła swoje ostatnie lata. Mama ma 1400 zł renty po ojcu, ale to może nie wystarczyć na opłacenie jej pobytu.
Nasza czytelniczka pokazuje dokumenty, z których wynika, że lekarze stwierdzili u mamy niedawno jeszcze umiarkowane, teraz głębokie otępienie. Charakteryzuje się ono przede wszystkim zanikami pamięci. Mama nie pamięta, gdzie była, co podpisywała, gdzie są jej osobiste dokumenty.
W ostatnim czasie w pobliżu starszej pani zaczął się regularnie pojawiać siostrzeniec. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nagle, twierdząc, że za całkowitą zgodą babci, dysponuje jej majątkiem.
– Chodzi z mamą po urzędach, wyciąga jakieś dokumenty, które babcia podpisuje. Gdy pytamy, o co chodzi, nawet nie pamięta, że była w urzędzie. Boimy się, że będzie chciał sprzedać ziemię, zanim zostanie zakończone postępowanie spadkowe. A najgorsze jest to, że on nigdzie nie pracuje, wiemy, że ma długi, kredyty do spłacenia, a wszystko, co jest na posesji babci, traktuje jak swoje. Była tam w garażu moja szafa z zawartością, całość zagarnął. Policja szafę odzyskała, ale już pustą. Kupiłam drzewo i węgiel, przez przypadek uniemożliwiłam mu wywiezienie wszystkiego do swojego domu. Nie wiem, co on opowiada babci, ale ta jest niezwykle przyjaźnie do niego nastawiona, zgadza się na wszystko, wszystko podpisuje, tyle że potem nic nie pamięta.
Siostrzeniec nie odstępuje babci na krok, namawia ją, by sprzedała ziemię i kto wie, czy do tego by nie doszło, gdyby nie pilnowanie reszty rodziny. Niestety, nie można zastrzec wydawania w urzędach dokumentów, a jeśli ktoś ma dokument, że jest właścicielem domu, to kupujący nie musi się zastanawiać, czy wszystko jest zgodne, przede wszystkim z normami moralnymi. Bo rodzina jest przekonana, że siostrzeniec sprzeda gospodarstwo, ale pieniądze przeznaczy na uregulowanie swoich należności, nie będzie zawracał sobie głowy tym, co potem stanie się z babcią. A ta wymaga już teraz specjalistycznej opieki. Z biegiem lat jej stan będzie się pogarszał, w jej chorobie nie ma szans na wyleczenie.
Starsi ludzie przez lata swojego życia zgromadzili różne dobra. Teoretycznie na starość powinni przekazać swoim potomkom. Bywa jednak i tak, że sporą część majątku spadkobiercy muszą przeznaczyć na leczenie i opiekę nad swoimi rodzicami.
Problem jest poważny, bo jeśli starsza pani w towarzystwie siostrzeńca pojawi się w urzędzie lub sądzie, to nikt nie będzie przypuszczał, że ktoś tu próbuje ominąć prawo lub wykorzystać chorą kobietę. Prędzej urzędnik popatrzy z zazdrością, że babcia ma takiego opiekuna. Do głowy mu nie przyjdzie, że ten chce ją oszukać. Jak się przed tym zabezpieczyć?
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze