Reklama

Nie są feministkami

21/02/2007 09:34
Anita Kubicka jest pracownikiem umysłowym, a Dagmara Kawalska-Chmielewska wychowuje dwójkę dzieci. Iwona Urbańska to ekspert ekonomii. Iza uczy w szkole. Wymieńmy jeszcze pielęgniarkę – Annę Hejna-Goślicką, no i Agnieszkę Kołacz, która wkrótce otworzy własną firmę, a na razie stoi na czele Partii Kobiet w Płocku. Pomagają jej w tym wymienione wcześniej dziewczyny. Nie są wojującymi feministkami. Choć ciągnie je do polityki, nadal będą prowadziły domy, wychowywały dzieci. Nie-którzy ironicznie porównują Partię Kobiet z Partią Piwa. – Niech i tak mówią. Może robią to dlatego, że się nas obawiają – odcinają się panie, które mają już dosyć obiecanek, mamienia i zwodzenia polityków.
– Kolejne partie w rządzie kłócą się ze sobą. Weryfikują i sprawdzają nawzajem. Mają swoje afery. Zapomnieli o polityce prorodzinnej i o tym, że obiecywali nam, że w Polsce rodzinom będzie się żyło lżej – mówi Agnieszka Kołacz.
Jaka jest rzeczywistość? „Becikowe” jak się urodzi dziecko, a potem nic, chociaż wydatków przybywa. Wiele matek każdego dnia zastanawia się, co ma włożyć do garnka, żeby wykarmić rodzinę. W tym „wiązaniu końca z końcem” nie ma już miejsca na inne rzeczy, nie mówiąc już o aspiracjach. Mężowie „za chlebem” wyjeżdżają za granicę na długie miesiące. Żony zostają w domu z dziećmi i z problemami. Nie ma innej alternatywy. Nie można też normalnie żyć z polskiej pensji.
Co pozostaje? Trzeba brać sprawy w swoje ręce. Wielu już tak mówiło. -Ale my mówimy to na poważnie, bo już mamy tej sytuacji dosyć i musimy chronić swoje rodziny – przekonuje Agnieszka Kołacz, matka trójki dzieci, która nigdy się nie interesowała polityką. Któregoś dnia przeczytała w gazecie manifest Manueli Gretkowskiej, potem obejrzała w telewizji program publicystyczny z udziałem pisarki i odkryła, że nareszcie ktoś sensownie mówi o życiu i o novum na scenie politycznej – „Partii Kobiet”. Sama Gretkowska nie przypuszczała, że będzie taki oddźwięk po jej artykule, że zajdzie wręcz potrzeba stworzenia ruchu społecznego. Pani Agnieszka pojechała do Warszawy na spotkanie. Przyłączyła się i postanowiła, że zbierze kobiety w Płocku.
Nie musiała długo czekać. Inne płocczanki też widziały programy w telewizji z Gretkowską i też zaczęły buszować po internecie, ale miały już łatwiej, bo znalazły osobę, która w Płocku już działa w imieniu Partii Kobiet. Zaczęły się spotkania. Początkowo w kawiarniach. Dziś panie zawiązują już koła albo w dzielnicach Płocka, albo jak komu wygodniej. Do tego ruchu społecznego dołączają się kolejne chętne i chętni. Wszystkich łączą te same problemy z życia wzięte.
Jedna pani jest wdową i sama wychowuje dzieci. Dostaje jedynie marną rentę i z dnia na dzień jest jej coraz gorzej. Inna kobieta samotnie wychowuje czwórkę dzieci, ale dodatek w wysokości 170 zł może dostawać tylko na dwójkę.
– Na scenie politycznej nikogo nie chcemy rozliczać, w polityce chcemy mieć jednak swój udział, tworzyć ustawy i realizować nasz program – przekonują w Partii Kobiet. Szykują się do startu w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Cieszą się, że program partii pokrywa się z ostatnio opublikowanym raportem ONZ, w którym głośno mówi się o naszych brakach w stosunku do Europy. O dyskryminacji, wieku emerytalnym, czy sposobie wspierania kobiet będących ofiarami przemocy, o wyrównaniu różnic w pracy zawodowej między mężczyznami a kobietami, bo niby dlaczego mężczyzna i kobieta na tym samym stanowisku mają zarabiać różnie. I dlaczego mężczyźni muszą dostawać więcej? Nasuwa się też kwestia opieki medycznej. - W Polsce nadal normą jest rodzenie bez znieczuleń. Ładnych parę lat temu nawet w Płocku kobiety były przywiązywane podczas porodów. Dziś warunki się poprawiły, ale może być jeszcze lepiej. Chcemy walczyć o rzeczy, które nam się należą i chcemy żyć, jak inni w Europie – tłumaczy Agnieszka Kołacz, zaznaczając, że tu nie chodzi jedynie o politykę, chociaż...
– Partia Kobiet to partia jako forma nacisku, bo tylko w ten sposób można coś wyegzekwować ustawami. To jest jedyny sposób, bo przecież nie zostawimy dzieci, nie pójdziemy na ulicę i nie będziemy przed sejmem robić manifestacji – tłumaczą. Jak przekonać uśmiechających się pod nosem polityków i politykierów, że kobiety potrafią nie tylko założyć swoją partię, ale też rosnąć w siłę i walczyć o swoje? Ponoć kobiecą cierpliwością, spokojem i uporem. Partia Kobiet nie ma żadnych sympatii z Prawicą ani Lewicą. Jest bardziej w centrum. Są już sygnały, że partia zyskała sympatię z zagranicy m.in. Szwecji i Stanów Zjednoczonych.
– Chciałabym też, żeby Płock był silnym ośrodkiem tej partii – tłumaczy Agnieszka Kołacz. Osoby, które zaangażowały się razem z nią, pracują społecznie. – Robimy to z wewnętrznego przekonania dla naszych dzieci i dla naszych rodzin – tłumaczą członkowie.
Już niedługo w Płocku odbędą się różnego rodzaje akcje tej partii, a 24 lutego o godz. 13.00 w szkole przy ul. Kazimierza Wielkiego 27 organizowane jest spotkanie dla członków i osób zainteresowanych.  
BeeS
Dodatkowe informacje pod nr tel. 880-69-22-65
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości