Anita Kubicka jest pracownikiem umysłowym, a Dagmara Kawalska-Chmielewska wychowuje dwójkę dzieci. Iwona Urbańska to ekspert ekonomii. Iza uczy w szkole. Wymieńmy jeszcze pielęgniarkę – Annę Hejna-Goślicką, no i Agnieszkę Kołacz, która wkrótce otworzy własną firmę, a na razie stoi na czele Partii Kobiet w Płocku. Pomagają jej w tym wymienione wcześniej dziewczyny. Nie są wojującymi feministkami. Choć ciągnie je do polityki, nadal będą prowadziły domy, wychowywały dzieci. Nie-którzy ironicznie porównują Partię Kobiet z Partią Piwa. – Niech i tak mówią. Może robią to dlatego, że się nas obawiają – odcinają się panie, które mają już dosyć obiecanek, mamienia i zwodzenia polityków. – Kolejne partie w rządzie kłócą się ze sobą. Weryfikują i sprawdzają nawzajem. Mają swoje afery. Zapomnieli o polityce prorodzinnej i o tym, że obiecywali nam, że w Polsce rodzinom będzie się żyło lżej – mówi Agnieszka Kołacz. Jaka jest rzeczywistość? „Becikowe” jak się urodzi dziecko, a potem nic, chociaż wydatków przybywa. Wiele matek każdego dnia zastanawia się, co ma włożyć do garnka, żeby wykarmić rodzinę. W tym „wiązaniu końca z końcem” nie ma już miejsca na inne rzeczy, nie mówiąc już o aspiracjach. Mężowie „za chlebem” wyjeżdżają za granicę na długie miesiące. Żony zostają w domu z dziećmi i z problemami. Nie ma innej alternatywy. Nie można też normalnie żyć z polskiej pensji. Co pozostaje? Trzeba brać sprawy w swoje ręce. Wielu już tak mówiło. -Ale my mówimy to na poważnie, bo już mamy tej sytuacji dosyć i musimy chronić swoje rodziny – przekonuje Agnieszka Kołacz, matka trójki dzieci, która nigdy się nie interesowała polityką. Któregoś dnia przeczytała w gazecie manifest Manueli Gretkowskiej, potem obejrzała w telewizji program publicystyczny z udziałem pisarki i odkryła, że nareszcie ktoś sensownie mówi o życiu i o novum na scenie politycznej – „Partii Kobiet”. Sama Gretkowska nie przypuszczała, że będzie taki oddźwięk po jej artykule, że zajdzie wręcz potrzeba stworzenia ruchu społecznego. Pani Agnieszka pojechała do Warszawy na spotkanie. Przyłączyła się i postanowiła, że zbierze kobiety w Płocku. Nie musiała długo czekać. Inne płocczanki też widziały programy w telewizji z Gretkowską i też zaczęły buszować po internecie, ale miały już łatwiej, bo znalazły osobę, która w Płocku już działa w imieniu Partii Kobiet. Zaczęły się spotkania. Początkowo w kawiarniach. Dziś panie zawiązują już koła albo w dzielnicach Płocka, albo jak komu wygodniej. Do tego ruchu społecznego dołączają się kolejne chętne i chętni. Wszystkich łączą te same problemy z życia wzięte. Jedna pani jest wdową i sama wychowuje dzieci. Dostaje jedynie marną rentę i z dnia na dzień jest jej coraz gorzej. Inna kobieta samotnie wychowuje czwórkę dzieci, ale dodatek w wysokości 170 zł może dostawać tylko na dwójkę. – Na scenie politycznej nikogo nie chcemy rozliczać, w polityce chcemy mieć jednak swój udział, tworzyć ustawy i realizować nasz program – przekonują w Partii Kobiet. Szykują się do startu w przyszłych wyborach parlamentarnych. Cieszą się, że program partii pokrywa się z ostatnio opublikowanym raportem ONZ, w którym głośno mówi się o naszych brakach w stosunku do Europy. O dyskryminacji, wieku emerytalnym, czy sposobie wspierania kobiet będących ofiarami przemocy, o wyrównaniu różnic w pracy zawodowej między mężczyznami a kobietami, bo niby dlaczego mężczyzna i kobieta na tym samym stanowisku mają zarabiać różnie. I dlaczego mężczyźni muszą dostawać więcej? Nasuwa się też kwestia opieki medycznej. - W Polsce nadal normą jest rodzenie bez znieczuleń. Ładnych parę lat temu nawet w Płocku kobiety były przywiązywane podczas porodów. Dziś warunki się poprawiły, ale może być jeszcze lepiej. Chcemy walczyć o rzeczy, które nam się należą i chcemy żyć, jak inni w Europie – tłumaczy Agnieszka Kołacz, zaznaczając, że tu nie chodzi jedynie o politykę, chociaż... – Partia Kobiet to partia jako forma nacisku, bo tylko w ten sposób można coś wyegzekwować ustawami. To jest jedyny sposób, bo przecież nie zostawimy dzieci, nie pójdziemy na ulicę i nie będziemy przed sejmem robić manifestacji – tłumaczą. Jak przekonać uśmiechających się pod nosem polityków i politykierów, że kobiety potrafią nie tylko założyć swoją partię, ale też rosnąć w siłę i walczyć o swoje? Ponoć kobiecą cierpliwością, spokojem i uporem. Partia Kobiet nie ma żadnych sympatii z Prawicą ani Lewicą. Jest bardziej w centrum. Są już sygnały, że partia zyskała sympatię z zagranicy m.in. Szwecji i Stanów Zjednoczonych. – Chciałabym też, żeby Płock był silnym ośrodkiem tej partii – tłumaczy Agnieszka Kołacz. Osoby, które zaangażowały się razem z nią, pracują społecznie. – Robimy to z wewnętrznego przekonania dla naszych dzieci i dla naszych rodzin – tłumaczą członkowie. Już niedługo w Płocku odbędą się różnego rodzaje akcje tej partii, a 24 lutego o godz. 13.00 w szkole przy ul. Kazimierza Wielkiego 27 organizowane jest spotkanie dla członków i osób zainteresowanych. BeeS Dodatkowe informacje pod nr tel. 880-69-22-65
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze