Boom na sadzenie lasów na gruntach porolnych należy już do przeszłości. Gdy kilka lat temu zaczęto realizować program leśny za ekwiwalent, kolejki były długie. Potem wysokość ekwiwalentu zmniejszono, warunki obostrzono, a zainteresowanie zmalało. Nigdy jednak nie było tak źle, jak obecnie. Na terenie Nadleśnictwa Gostynin wielu rolników rezygnuje z tego programu, chociaż pierwotnie się do niego zgłosiło. Zdaniem nadleśniczego z Gostynina, Jacka Liziniewicza, powodów jest kilka. A wszystko zapowiadało się tak dobrze: – Trzy lata temu po raz pierwszy rolnicy, którzy postanowili zrezygnować z uprawy ziemi i posadzić na niej las, mogli to zrobić w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. W zamian za posadzenie lasu rolnik miał dostać zwrot poniesionych kosztów, przez 5 pierwszych lat dostawać środki przeznaczone na pielęgnację uprawy, przez 20 lat od momentu posadzenia lasu otrzymywać rekompensatę z tego tytułu na każdy hektar lasu. Wydawać by się mogło, że rolnicy z chęcią zaczną sadzić lasy, ale tak się nie stało – relacjonuje J. Liziniewicz. W okolicach Gostynina nie brakuje ziem niskich klas, na których chyba tylko las rośnie szybko. Tymczasem z roku na rok w temacie lasów jest coraz gorzej. Procedury są takie, że rolnik, który zamierza postarać się o uprawę leśną, najpierw musi zgłosić się do nadleśnictwa, na terenie którego leżą jego ziemie, aby tam fachowcy opracowali mu plan zaniesienia. Potem przez około rok załatwia pozostałe formalności, przede wszystkim w biurze powiatowym Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Rok to trochę za długo, zwłaszcza że sadzenie lasu wiąże się ściśle z zaplanowaniem ilości sadzonek: – Rok temu wykonaliśmy w Nadleśnictwie Gostynin plany takich zalesień dla kilkunastu rolników na około 50 ha. Część z nich do tej pory nie zgłosiła się do nas po sadzonki, więc nie wiemy, co będzie z sadzeniem lasu dalej. Nie wiemy czy jeszcze się zgłoszą, czy też zrezygnowali z lasu. Nikt nas nie informuje, czy wykonane przez nas plany będą realizowane. Dopatrujemy się tu jakiegoś niedowładu organizacyjnego – uważa nadleśniczy z Gostynina. Parafrazując znane powiedzenie, nadleśnictwo zrobiło swoje i nadleśnictwo może odejść. ARiMR nie informuje gospodarzy leśnych terenów, czy rolnicy dopełnili u nich wszystkich formalności. Tymczasem nadleśnictwo za pieniądze z budżetu państwa zrealizowało plan zalesień i za te same pieniądze często nanosi na nim zmiany. Jeśli las ostatecznie nie zostanie posadzony, włożone w ten interes pieniądze idą na marne. Poza tym takie postępowanie nijak się ma do gospodarki nadleśnictwa. To zaś powinno wiedzieć z rocznym wyprzedzeniem, ile i jakich sadzonek musi przygotować. Zdaniem Jacka Liziniewicza, w przypadku lasów z PROW działa się na hasło, a brakuje racjonalnego podejścia do sprawy. Jeżeli na przykład rolnicy zgłoszą się po sadzonki do nadleśnictwa za tydzień, to ich nie dostaną. Z tej prostej przyczyny, że te, które znajdują się w nadleśnictwie, lada moment zostaną zagospodarowane. Pogoda jest taka, że nie ma co czekać na zalesianie gruntów rolnych, gdy trzeba sadzić w nadleśnictwie. (eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze