Dla piłkarzy Wisły Płock sprawdzian z imienniczką z Krakowa był niezmiernie ważny. Trzeba było koniecznie zobaczyć, w jakim miejscu znajduje się drużyna, czy ma prawo walczyć o utrzymanie, czy należy zacząć myśleć o II lidze. Na szczęście po 90 minutach meczu z krakowianami okazało się, że aspiracje do ekstraklasy są słuszne, tylko napastnik potrzebny jest od zaraz. Choć obie drużyny dzieli sporo punktów i miejsc w tabeli, to na boisku żadnej różnicy widać nie było. Zwłaszcza w I połowie Nafciarze z każdą minutą udowadniali, że są lepsi na murawie. Poczynali sobie coraz odważniej, grali otwartą piłkę i śmiało atakowali. Już w 3 min. mogli prowadzić. Po kontrze, strzelał Patrik Gedeon, ale piłka trafiła w boczną siatkę. Na polu karnym gości co chwila bardzo groźną sytuację stwarzał Sławomir Peszko lub Ireneusz Kowalski. Krakowianie przez pierwsze dwadzieścia minut nie stworzyli żadnej sytuacji, z której mogła paść bramka. Wyjątkowo sprawnie działała obrona, a gra gospodarzy pressingiem pomagała szybko zabierać rywalom piłkę, zanim doszli do dobrej pozycji. Nafciarze atakowali, a goście czekali na sprzyjającą sytuację. Nadeszła taka w 24 min., a jej autorem był Marek Zieńczuk, który strzelił z ok. 20 m, ale dał tylko możliwość Robertowi Gubcowi, pokazania, że jest w formie. W 27 min. znów krakowianie stanęli przed szansą, tym razem próbowali pokonać płocczan, rajdem środkiem pola karnego. Paweł Brożek wywalczył tylko po tej akcji rzut rożny. Szybko okazało się, że „nie tacy krakowianie groźni... i Nafciarze znów rzucili się do ataku. W 36 min. mieli nawet dwie znakomite sytuacje. Najpierw zakręcił na polu karnym Marcinem Baszczyńskim Peszko, niestety trafił piłką w bramkarza, a za chwilę, po rzucie rożnym, Tomas Doszek głową strzelił, znowu w Emiliana Dolhę. Za akcję w 41 min. płocczanom należy się pochwała i nagana. Pochwała za sprawne i piękne rozegranie piłki, a nagana za brak umieszczenia jej w siatce. Nafciarzom bardzo zależało, by I połowę zakończyć ze zdobyczą bramkową i choć mieli mnóstwo ku temu sytuacji, to na przerwę obie drużyny schodziły z czystym kontem. W II połowie płocczanie nadal atakowali, ale goście stworzyli więcej groźnych sytuacji. W 48 min. z 11 m strzelił obok słupka Maciej Stolarczyk, a w 54 min. daleką piłkę ze środka pola otrzymał Paulista, poszedł do przodu i zupełnie nie atakowany, trafił w boczną siatkę. Płocczanie także mieli okazje do zdobycia bramki. W 66 min. Vahan Gevorgyan strzelił tuż nad spojenie słupka z poprzeczką, a w 80 min. Tomas Michalek posłał futbolówkę nad poprzeczkę. Podopieczni trenera Josefa Csaplara wyraźnie dominowali na boisku, ale skuteczność strzelecką mieli fatalną. Właśnie dlatego trener zdecydował się wpuścić na murawę w 81 min. Pawła Sobczaka, napastnika, który kiedyś potrafił zdobywać bramki. Paweł miał dłuższą przerwę w treningach, spowodowaną kontuzją i na jego wysoką formę trzeba będzie pewnie długo poczekać. Tego, co drużynie potrzeba teraz najbardziej, to napastnika, bo bezbramkowymi remisami nie da rady utrzymać się w ekstraklasie. Płocczanie rozegrali bardzo dobre spotkanie, szkoda, że nie zostało okraszone bramką. 1 punkt to za mało by się cieszyć, ale dobre i to. Wisła P: Gubiec – Lerant, Belada, Parzy, Wyczałkowski, Rachwał, Gedeon, Michalek (88 Kujawka), Kowalski, Peszko, Doszek (46 Gevorgyan). Wisła K.: Dolha – Baszczyński, Kokoszka, Dudka (63 Cantoro), Głowacki, Stolarczyk, Gołoś (58 Błaszczykowski), Sobolewski, Zieńczuk, Brożek, Paulista (77 Penksa). Jola Marciniak
Komentarze