Przepych, obfitość jadła i napitku – tak wyglądały święta w Polsce szlacheckiej. Oczywiście im możniejszy Pan tym uczta świąteczna bogatsza. Aby wyobrazić sobie skalę zjawiska warto zapoznać się z opisem „święconego”, jakie pamiętał z lat dziecinnych Zygmunt Gloger (etnograf, specjalista od kultury staropolskiej). „Był w naszym domu pokoik narożny niewielki, w którym na święta wielkanocne ustawiano święcone (…) najprzód widziałeś wysokie na łokieć walcowego kształtu baby szafranowe (…). U ich stóp leżały pokotem, w drugim szeregu niby wasale placki pulchne, a grube jak poduszki (…) dalej szły słodkie mazurki (…)”. I proszę sobie wyobrazić, że to zaledwie początek, gdyż opis dopiero się rozkręcał na wszelkiego typu mięsiwach. Jednak, aby osiągnąć stuprocentowy efekt dostatku i bogactwa należało koniecznie zaopatrzyć się w takie przyprawy jak pieprz i szafran. Stąd popularne dla kuchni staropolskiej zalecenie „Pieprzno i szafranno, moja mościa panno”. Wiązało to się z faktem, iż obie te przyprawy były bardzo drogie. W poł. XV wieku pieprz był tak drogi, że można było za niego nabyć „najpiękniejsze kobiety, najszlachetniejsze konie, najświetniejsze drogie kamienie, najwspanialsze kobierce”. Budująca jest ta wycena pieprzu, gdyż jakby nie spojrzeć kobiety zajmują w niej dobrą, wysoką pozycję. Mianowicie wyprzedzamy konie, a dywany wręcz dyskwalifikujemy. Wracając zaś do szafranu, to w okresie renesansu był więcej wart niż złoto. Na cenę tę składał się nie tylko ogromny popyt na tę przyprawę, ale fakt, iż szafran uzyskuje się zbierając ręcznie znamiona słupka kwiatowego krokusa, który zakwita jesienią, a nie wiosną, i na 1 kg suchych znamion potrzeba ok. 200 tys. kwiatów. Staropolska Wielkanoc nie mogła obyć się bez bab szafranowych. Poczujmy klimat tamtych czasów, kupmy zatem szafran i skosztujmy nieco z przepychu dawnych świąt.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze