Reklama

Miko Marczyk z ORLEN Team ma nominację do Sportowca Roku 2025. Najmłodszy polski mistrz Europy

Zaczynał tak, jak wielu pasjonatów automobilizmu – od jazdy gokartami. - Miałem 15 lat, kiedy mój brat wziął mnie na tor gokartowy i poszliśmy razem z jego kolegami. To był moment przełomowy, pierwsze starty w amatorskim rywalizacjach samochodami, rywalizacja z moimi kolegami, gdzie pokazywałem w środowisku swoje predyspozycje – odpowiada na pytanie o początek kariery Miko Marczyk, rajdowy mistrz Europy w sezonie 2025.

Zanim jednak – jako najmłodszy polski kierowca z tym tytułem – stawał na najwyższych stopniach podium znanych europejskich rajdów, w 2016 roku debiutował w rajdach okręgowych, wtedy też był jego pierwszy start w Rajdzie Barbórka. Wreszcie – już w 2017 roku – pierwsze profesjonalne starty w Subaru Pland Rally Team. Potem dołączył do zespołu Skody, pozyskał kolejnych partnerów, którzy uwierzyli w jego umiejętności, dzięki czemu, w wieku 23 lat, wywalczył tytuł najmłodszego mistrza Polski.

W 2020 roku dołączył do ORLEN Teamu. Po drodze było oczywiście jeszcze wiele ważnych sukcesów, aż przyszedł ten aktualnie najważniejszy, czyli wywalczenie tytułu Mistrza Europy.

Reklama

Mikołaj Marczyk walczył o niego z pilotem Szymonem Gospodarczykiem. Sukces został przypieczętowany podczas październikowego, finałowego Rajdu Chorwacji, gdzie ORLEN-owska załoga zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jak wcześniej wspominaliśmy, Miko Marczyk został najmłodszym polskim kierowcą, który sięgnął po tytuł mistrza Starego Kontynentu. Młodszym od Sobiesława Zasady i Krzysztofa Hołowczyca.

Rajd Chorwacji był pokazem fantastycznej walki o tytuł. Polacy od początku prezentowali świetne tempo. Trzecie miejsce na mecie nie tylko potwierdziło ich formę, ale przede wszystkim dało im upragniony tytuł mistrzowski.

Reklama

To jest historyczny moment – sięgamy z Szymonem po tytuł mistrza Europy ERC 2025. Dziękujemy wszystkim kibicom, partnerom i całemu zespołowi, którzy wspierali nas przez cały sezon. Polska znów na szczycie – napisał po przejeździe linii mety Miko Marczyk w mediach społecznościowych.

 

Miko nie zaprzecza, że ogromny udział w jego sukcesie miała marka ORLEN

W życiu z Szymonem nie zdobylibyśmy Mistrzostwa Europy bez tej pomocy. Bardzo dziękuję za lata wsparcia, nie tylko nas, ale wszystkich projektów sportowych w Polsce, bo ORLEN to jest prawdziwy mecenas sportu w naszym kraju – zapewnia.

Reklama

 

Dla kierowcy wyścigowego ważny jest nie tylko samochód, także zapach paliwa. Jak się jednak okazuje, do głosu dochodzi także elektromobilność.

- ORLEN idzie zgodnie z duchem czasu, tak jak zmienia się motoryzacja. Bardzo się cieszę, że dołączyłem jako ambasador ORLEN Charge do tego projektu, który przez ostatnie kilka lat bardzo się rozwija. I faktycznie, mogę powiedzieć z perspektywy osoby, która pasjonuje się motoryzacją, że dzisiaj samochody elektryczne potrafią być wyborem nr 1 – który jest uzasadniony merytorycznie – do jazdy w miastach, do jazdy na terenach okołomiejskich. Natomiast nadal nie jest to takie proste, jeżeli chcemy podróżować kilkaset kilometrów po całej Polsce. No i tutaj pojawiają się dwa rozwiązania i one będą równolegle rozwijane – zdradza Marczyk.

Reklama

 

I wyjaśnia, że po pierwsze zasięg baterii będzie coraz bardziej wydłużany.

- Ponieważ wszystkie światowe koncerny pracują nad tym, żeby te auta były wydajne, a to, co ważne w kontekście Polski, jeżeli chcemy więcej elektryków, to trzeba inwestować w rozwój sieci ładowania pojazdów – zapowiada kierowca.

 

Rozmowa z mistrzem Europy była możliwa, bo to on otworzył pierwszy nowoczesny hub szybkiego ładowania samochodów elektrycznych. Pierwszy hub został uruchomiony przy trasie S7, na MOP Olsztynek Południe. Dzięki niemu ładowanie samochodu do optymalnego poziomu będzie trzykrotnie krótsze niż dotychczas i potrwa około 20 minut. Do końca roku takich hubów powstanie jeszcze kilkanaście, przy autostradach i drogach szybkiego ruchu.

Reklama

 

Działa osiem szybkich ładowarek

Pierwszy hub działa przy drodze szybkiego ruchu.

- Jest tu osiem szybkich ładowarek, które pozwalają w kilkanaście minut naładować naszego elektryka na kolejne 300 km jazdy i jeżeli takich stacji będzie kilkaset, a taki jest plan ORLEN-u, wtedy to podróż elektrykiem może stać się również pierwszym wyborem nie tylko w mieście i na terenach wokół miasta, ale również w całej Polsce i w Europie – zachęca do korzystania z huba Miko Marczyk.

 

Zachęca z pozycji kierowcy rajdowego, dla którego – zawodowo – podróżowanie elektrykiem nie jest czymś normalnym. Ale nie niemożliwym.

Reklama

- Jestem kierowcą rajdowym, który także bierze pod uwagę to, że może się przesiąść z auta spalinowego do elektrycznego. Jeżeli wykorzystujemy samochód w ruchu drogowym, w ruchu codziennym, to komfort jazdy samochodem elektrycznym jest bardzo dobry. W wielu aspektach mamy natychmiastowy dostęp do mocy i momentu obrotowego. Możemy wykorzystywać buspasy. Możemy bardzo sprawnie zmieniać pasy. Gdy trzeba się podłączyć do ruchu, to samochód elektryczny zrobi to natychmiastowo. Robi się bardzo szybko ciepło, gdy wsiadamy do środka, na przykład zimą. To są zalety, które dają czystą przyjemność i właściwości jezdne. One są dobre w aucie elektrycznym. Środek ciężkości jest dość niski, natomiast czysta frajda, taka z jazdy na torze czy na odcinku specjalnym, nadal, z mojej perspektywy, jest po stronie samochodu spalinowego. Ale nie ma w tym nic złego, ponieważ wydaje mi się, że taki miks, który pozwoli nam na to, żeby na co dzień jeździć samochodami elektrycznymi, jest dobry i też dążę do tego, żeby ten miks energetyczny w Polsce był uzasadniony.

 

Reklama

Oczywiście nie można zapomnieć o ekologii i chronieniu naszej planety.

- Na torach, w tych wybranych miejscach rywalizacji, mogą pojawiać się inne samochody, które tak naprawdę mają marginalne znaczenie dla emisji CO2. Chyba nieprędko tysiące aut na polskich drogach będą elektryczne. Dlatego na razie jest jeszcze zbyt wcześnie, by mówić o przesiadce na elektryki. Rajdy samochodowe, ze wszystkich kategorii sportu motorowego, jeszcze dość długo pozostaną przy spalinowych jednostkach. Wiąże się to z tym, że pokonujemy bardzo duże dystanse w terenie, który często też jest rozproszony – trochę miga się od odpowiedzi mistrz Europy.

Reklama

 

Za to zdecydowanie odpowiada na pytanie, czy w wymarzonym samochodzie możliwe byłoby wykorzystywanie w wyścigach wsparcia napędu elektrycznego.

- Co do rajdówki nadal utrzymałbym ją w formie spalinowej, natomiast wyobrażam sobie wyścigówkę na torze, która może być elektryczna. Ona prawdopodobnie nie byłaby gotowa na bardzo długie przejazdy, natomiast na pojedyncze kółka – tak. Wtedy moglibyśmy ograniczyć pojemność akumulatorów, zmniejszyć masę. Ta masa miałaby bardzo nisko dostęp do mocy do momentu obrotowego. Systemy kontroli trakcji czy ABS też mogłyby być bardzo sprawne w takim pojeździe i takie auto sobie wyobrażam – zdradza Marczyk

Reklama

 

Przy okazji rozmowy z Mistrzem Europy nie można nie zapytać o plany.

- Marzenia oczywiście sięgają dalej. Po mistrzostwach Polski i mistrzostwach Europy marzy mi się start w mistrzostwach świata. Postaram się zorganizować taki projekt startów na kolejne lata, żebyśmy mogli najpierw z Szymonem się tam rozwijać, a potem walczyć o najwyższe pozycje.

 

W jednym z wywiadów, Miko Marczyk, 30-letni mistrz Europy powiedział, że jest sportowcem spełnionym. Co dalej?

- Jestem spełniony, ale spełnienie nie powoduje w żaden sposób, że nie mam kolejnych wyzwań, ambicji i chęci do działania. Więc myślę, że z uśmiechem na twarzy walczę i pracuję nad tym, żebyśmy startowali w mistrzostwach świata i żebyśmy tam spróbowali odnosić sukcesy. Może też będziemy bronić tytułu Mistrzów Europy. Jestem otwarty. Mam 30 lat i głowę pełną marzeń, dużo kompetencji i chęci do działania – dodaje.

Reklama

 

Miko wpisał się do Księgi Rekordów Guinnessa jako kierowca, który przejechał na jednym baku z Paryża do Łodzi. Była to ekstremalna podróż, bez klimatyzacji czy muzyki w samochodzie, by wystarczyło paliwa. I to się udało. Ale czy będą kolejne, podobne wyzwania? Może związane z samochodem elektrycznym?

- Może niekoniecznie myślę o kolejnym wpisie do Księgi Guinnessa, ale mam na koncie podobne wycieczki. Na przykład przejechałem samochodem elektrycznym - Skodą Kamiq z Zakopanego nad Morze Bałtyckie na jednym ładowaniu. Przejechałem 730 km i była to trasa pokazująca, że elektrykiem można podróżować nawet bez ładowania na bardzo długich dystansach. 11 kWh to było nasze średnie zużycie prądu, więc po prostu lubię efektywność i wydajność. Lubię mierzyć się z moimi pomysłami i rekordami, ale w takich sytuacjach musisz jeździć bardzo ostrożnie – mówi Miko.

 

A taka bardzo ostrożna jazda nie zawsze przystoi mistrzowi rajdowemu.

- Zawsze na koniec chodzi o wydajność, efektywność i żeby było zgodnie z założeniami, które mamy na rajdzie – żeby pojechać tak szybko, jak tylko się da, każdy kolejny odcinek specjalny pokonać w taki sposób, by suma naszego czasu była jak najniższa. A jeżeli chodzi o jazdę eko, żeby dojechać tak daleko jak się da, to stosuję inną paletę moich umiejętności i dla mnie to jest podobna satysfakcja – stwierdza.

 

Na koniec zapytaliśmy mistrza, czy ma swojego guru – człowieka, którego chciałby naśladować. W końcu w wieku 30 lat ma większe sukcesy niż najwięksi polscy kierowcy rajdowi.

- Nie, nie śmiałbym się porównywać do dokonań życiowych i sportowych pana Sobiesława Zasady, natomiast faktycznie zdobyliśmy mistrzostwa Europy w młodym wieku. Podziwiam pewne cechy pana Zasady, Krzysztofa Hołowczyca, Kajetana Kajetanowicza, Roberta Lewandowskiego, Igi Świątek, Oli Mirosław, Bartka Zmarzlika, Michała Sołowowa, wielu sportowców, przedsiębiorców, ludzi, którzy starają się robić coś na ponadprzeciętnym poziomie.

 

Fot. Archiwum Miko Marczyka

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości