Reklama

Mapa lekarzy specjalistów

06/07/2011 08:38
Ponad 300 dni do neurochirurga, 264 do kardiologa, 232 do nefrologa, 213 do hematologa. Tyle trzeba czekać na wizytę w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia do najbardziej obleganych lekarzy specjalistów w Płocku. Równie tłoczno jest w poradniach: neurologicznej, diabetologicznej, skórno - wenerologicznej, urologicznej, urazowo - ortopedycznej, rehabilitacyjnej. Tu także pacjenci muszą liczyć się z co najmniej trzymiesięcznym czasem oczekiwania na wizytę. Rozpoczynające się właśnie drugie półrocze nie zapowiada zmian na lepsze. A pacjenci płockich czy sierpeckich placówek służby zdrowia zapewniających tak zwaną specjalistykę ambulatoryjną nie mają złudzeń, że będzie lepiej. Termin można skrócić tylko w jeden sposób. Decydując się na wizytę i leczenie prywatne. Ale tu jest kolejny problem, bo na badania liczone w setkach złotych nie każdy może sobie pozwolić.
Analizując mapę płockich przychodni specjalistycznych oferujących bezpłatne leczenie, już na pierwszy rzut oka widać, że jest dramatycznie. Wizyta z marszu w ramach NFZ do najbardziej poszukiwanych specjalistów takich jak neurochirurg, nefrolog, kardiolog, neurolog nie wchodzi w grę. – Obserwując to, co się dzieje, jestem przerażona. Właśnie czekam do rejestracji ze skierowaniem do poradni kardiologicznej. Nie wiem, co usłyszę, że już nie ma zapisów, czy będę miała wyznaczoną wizytę dopiero w przyszłym roku. Aż się boję, bo mnie naprawdę nie stać na to, żeby zafundować sobie prywatne leczenie. To nie jest tylko kwestia jednej wizyty, ale wielu badań i leków. Potrzebna jest masa pieniędzy - mówiła pacjentka czekająca w kolejce do rejestracji szpitala wojewódzkiego w Płocku.
Rzeczywiście sytuacja nie wygląda dobrze w Płocku, bezpłatnie kardiolodzy przyjmują tylko w dwóch poradniach specjalistycznych: na Winiarach i w Orlen Medice. W pierwszej na wizytę trzeba czekać 264 dni, w drugiej na ten rok już nie ma zapisów. – Nie ulega wątpliwości, że kontrakty są zdecydowanie za małe. W każdym obszarze, ale w specjalistyce ambulatoryjnej sytuacja jest wyjątkowo trudna. Jesteśmy przygotowani na to, by realizować więcej usług, ale od kilku lat ograniczają nas limity świadczeń zakupionych przez NFZ, które nie są zwiększane - komentuje całą sytuację dyrektor Szpitala Wojewódzkiego na Winiarach Stanisław Kwiatkowski.
To, że kontrakty na specjalistykę ambulatoryjną są zdecydowanie za małe w stosunku do zapotrzebowania, potwierdza dyrektor Szpitala Powiatowego w Sierpcu Mirosława Kupniewska.
– W przypadku naszych poradni specjalistycznych limity powinny być wyższe o 30%. Tegoroczny kontrakt jest porównywalny z ubiegłorocznym. Trzeba się spodziewać, że niestety kolejki wydłużą się jeszcze bardziej i z pewnością będą nadlimitowe usługi - mówi dyrektor Kupniewska. Pacjenci mimo przekroczenia limitów będą przyjmowani, chociaż Fundusz zapowiada, że nie będzie płacił za tak zwane nadwykonania. – Mimo wszystko będziemy występowali do NFZ o zapłatę nadlimitowych świadczeń - zapewnia dyrektor Kupniewska.
Fatalna jest sytuacja pacjentów oczekujących do neurochirurga. Do jedynej płockiej poradni neurochirurgicznej działającej przy Szpitalu Wojewódzkim na Winiarach trzeba czekać na wizytę 306 dni. Dzwoniący teraz ze skierowaniem mogą spodziewać się, że będą mieli zatem termin w połowie przyszłego roku. Jak usłyszeliśmy w rejestracji szpitalnej, najbliższy wyznaczany jest na czerwiec 2012 roku. Krócej, ale także w kolejce czeka się na oddział szpitalny neurochirurgii. Tu w tak zwanych przypadkach stabilnych czas oczekiwania wynosi 91 dni.
Niewiele lepiej jest także w przypadku bardzo poszukiwanych endokrynologów. W Płocku umowę z Funduszem mają podpisane trzy placówki: poradnia na Winiarach, Orlen Medica i centrum medyczne Omega. W Orlen Medice na ten rok już nie ma zapisów. Zresztą podobnie jak i na Winiarach, gdzie najbliższy termin to luty 2012. W Omedze można wizytę mieć w styczniu przyszłego roku.
Sytuacja z polowaniem na specjalistę powtarza się w przypadku diabetologów, nefrologów czy poradni hematologicznej (w przypadku dwóch ostatnich specjalności w Płocku kontrakt z NFZ ma tylko poradnia na Winiarach). W przypadku tych specjalności nieco lepiej sytuacja wygląda w Sierpcu. Do diabetologa w poradni specjalistycznej przy szpitalu czeka się 4 miesiące, do urologa i gastrologa już tylko 2 miesiące, do neurologa miesiąc. Dwa i pół miesiąca muszą czekać pacjenci wybierający się do ortopedy.
Wędrując po płockiej mapie lekarzy specjalistów, można zauważyć, że mocno oblegana jest poradnia chirurgii urazowo - ortopedycznej w Płockim Zakładzie Opieki Zdrowotnej. Tu czeka się około 116 dni. Ale już do tej samej na Winiarach można o dziwo być przyjętym bez kolejki. Spośród siedemnastu poradni specjalistycznych funkcjonujących w Płockim ZOZ poza urazówką dość długo, bo 105 dni, trzeba czekać do poradni skórno - wenerologicznej, diabetologicznej dla dzieci (149 dni), preluksacyjnej (91 dni). W pozostałych przypadkach do poradni okulistycznej dla dzieci, chirurgicznej, chorób płuc, chirurgii ogólnej otolaryngologicznej, reumatologicznej na wizytę do specjalistów czeka się od 5 dni do góra dwóch miesięcy. Na Winiarach bez większych trudności można zapisać się do poradni chirurgii ogólnej, otolaryngologicznej, logopedycznej, dermatologicznej. Pocieszające jest to, że rodzice małych dzieci nie muszą przerażać się koszmarnymi terminami do takich poradni jak neonatologiczna, preluksacyjna czy okulistyczna dla dzieci.
Czy jest szansa na rozładowanie kolejek? Pacjenci z niedowierzaniem, ale jednak na to po cichu liczą, szefowie placówek służby zdrowia, mając kilkuletnie, niezbyt dobre doświadczenia, bardzo ostrożnie wypowiadają się w tym temacie. A rozdający karty Narodowy Fundusz Zdrowia zapowiada, że będzie lepiej. – W drugim półroczu będzie więcej pieniędzy, wprowadzane są zmiany w specjalistyce ambulatoryjnej, zmiany planowane są także w leczeniu szpitalnym - mówi Wanda Pawłowicz, rzecznik mazowieckiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Zdaniem rzecznika cała sytuacja jest bardziej złożona i wymaga od pacjentów większej i szerszej współpracy z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej, którzy z powodzeniem mogą załatwić wiele kwestii, z którymi zgłaszamy się do specjalistów. - Niestety, teraz większość pacjentów traktuje lekarzy rodzinnych jako tych, którzy wyłącznie wypisują skierowania do specjalistów. Często bywa tak, że z przysłowiowym katarem chcemy od razu być przyjęci do laryngologa. Podczas gdy z powodzeniem sprawę można załatwić bez udziału lekarza specjalisty. Jest zły osąd zakresu pomocy na tym poziomie. Z drobnymi sprawami ogromna grupa pacjentów chce być od razu kierowana do specjalistów, pomijając świetnie przygotowanych lekarzy rodzinnych. Takie podejście ma niestety również przełożenie na to, co dzieje się w poradniach specjalistycznych - komentuje sytuację Wanda Pawłowicz.
To, co obserwujemy w poradniach specjalistycznych, to także wyraźnie odczuwalny brak lekarzy specjalistów. W Płocku, tak jak wszędzie, brakuje na przykład lekarzy okulistów.
Teresa Radwańska-Justyńska

Nasze doświadczenia z lekarzami
To nie żart, ale smutna rzeczywistość. Płock, jeśli chodzi o terminy oczekiwania do lekarzy specjalistów, w niczym nie różni się od większości innych miast. Upiorne kolejki przerażają i denerwują mieszkańców. Część płocczan decyduje się czekać miesiącami na wizytę, część nie ma innego wyjścia i korzysta z leczenia w prywatnych gabinetach. O swoich doświadczeniach, bojach o miejsce oraz bardzo wyczekiwany termin u lekarza specjalisty mówią w naszej sondzie.

Henryk Wosiecki (emeryt z Płocka).
Przy całej trudnej sytuacji, która niewątpliwie dotyczy lecznictwa specjalistycznego, mogę mówić o szczęściu. Dostęp do swoich lekarzy, kardiologa i urologa, mam bez problemów, bo akurat mam kombatanckie uprawnienia. Zdarza się czekać dwa - trzy dni. Gdyby jednak przyszło mi z marszu zapisać się do jakiegoś specjalisty, to przy sprzyjających wiatrach mógłbym liczyć na wizytę za pół roku. Takie właśnie doświadczenia mają moi znajomi, członkowie rodziny, którzy muszą korzystać z porad lekarzy specjalistów.
Anita Pikulska (absolwentka studiów wyższych, obecnie szuka pracy).
Na szczęście sporadycznie korzystam z porad lekarzy specjalistów. Jeśli już, to tych od spraw kobiecych. Oczywiście tylko w prywatnym gabinecie. Raz zdecydowałam się na wizytę w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia i miałam niezbyt dobre doświadczenia. Od tej pory postanowiłam, że raz czy dwa razy w roku, dla własnego komfortu, mogę przeznaczyć 60 – 100 zł na ten cel.

Urszula Tymińska (mieszkanka Pułtuska, były pracownik administracji w służbie zdrowia).
Z bliska patrząc na to, co było kiedyś, a co jest w tej chwili, to w sytuacji emeryta nie wygląda najlepiej. Muszę skorzystać z porady lekarza reumatologa. Już wiem, że najwcześniej mogę spodziewać się terminu za dwa miesiące. Nie ma znaczenia, czy to jest publiczna, czy niepubliczna przychodnia. Czekanie jest to samo. Dostałam skierowanie na fizykoterapię, termin mam na wrzesień. Dostępność jest w tej chwili bardzo utrudniona. Jest gorzej niż było. Jeśli ktoś chce mieć sprawę załatwioną szybko, to niestety musi sięgnąć do kieszeni i wybrać leczenie prywatne.

Adam Kaliszuk (płocczanin, obecnie mieszkający w Warszawie).
Z wielu względów cieszę się, że nie muszę korzystać z tych porad. Jeżeli sporadycznie zachodziła taka potrzeba, to z pełną premedytacją decydowałem się na wizytę w prywatnym gabinecie. Decydująca tu była przede wszystkim kwestia czasu. Bo potrzebowałem konsultacji od razu. A przecież nikt nie planuje choroby. I nie może zdecydować, że za pół roku pójdę do takiego lekarza, a za dziesięć miesięcy do innego. To oczekiwanie w ramach ubezpieczenia oczywiście jest irytujące. Ale jeszcze gorsze jest to, że idąc do swojej przychodni, spotykam ciągle innych lekarzy. Nie ma szans, żeby pamiętał, znał pacjenta. Była jakaś kontynuacja leczenia. Dlatego między innymi ze swoimi dziećmi nie chodzę do przychodni, poza jakimiś badaniami okresowymi. W całej sytuacji dochodzi jeszcze jedno spostrzeżenie, że im mniej chodzę, tym mniej choruję.
Katarzyna Piórkowska (dziennikarz Radia Dla Ciebie).
Przede wszystkim nie często muszę korzystać z usług lekarzy specjalistów. Jeśli już, to zawsze chodzę prywatnie. Biorąc pod uwagę czas oczekiwania, po prostu nie ma innego wyjścia. Chociaż cała sytuacja jest denerwująca. Bo od wielu lat płacę składki, a nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć, kiedy ostatni raz korzystałam ze świadczeń medycznych w ramach ubezpieczenia.
Ludmiła Tucholska-Iwan (pracownik jednej z płockich firm).
Korzystam z porad jedynego w Płocku lekarza hematologa. Wiadomo, że w momencie kiedy ktoś czuje się słabiej, doktor przyspiesza terminy. Natomiast generalnie są półroczne kolejki na wizytę. Ja do swojego specjalisty czekam, mogę sobie na to pozwolić, bo nie jest to jakaś pilna sprawa. Sytuacja wygląda tak, że byłam w grudniu, czekam na następną wizytę do stycznia przyszłego roku. No chyba, że się coś przydarzy, ale miejmy nadzieję, że nie. Cieszę się, że mam wspaniałą doktor w przychodni na Reja, doktor Supłacz, która w międzyczasie pomaga, zanim przez rok czy pół roku dotrze się do specjalisty. Podobnie jest z innymi specjalistami. Tragedia jest jeśli chodzi o kardiologów. Wiadomo, że tu pacjent nie może czekać, jeśli termin się wydłuży, trzeba iść prywatnie.
Zbigniew Woliński (emeryt z Płocka).
Osobiście nie mam problemów z dotarciem do potrzebnego specjalisty. Ale zdecydowanie czas oczekiwania ogólnie jest za długi. Być może jest to związane z tym, że ludzie zapisują się wcześniej. Tworzą się sztuczne kolejki, bo część ludzi potem nie przychodzi, część idzie prywatnie. Gdybym musiał leczyć się prywatnie? Na dziś mnie stać, ale z doświadczenia i obserwacji wiem, że wiele osób nie ma takiej możliwości. Jedni oczekują w kilkumiesięcznych kolejkach, inni, co jest dramatyczne, po prostu nie leczą się. Jest jeszcze jedna smutna obserwacja. Tak zwane darmowe leczenie, które wcale takie nie jest, ma niestety inną jakość.
Justyna Szustak (płocczanka, chwilowo bezrobotna).
Odwiedzam kilku lekarzy specjalistów. Ponieważ z NFZ bardzo długo się czeka, chodzę na wizyty prywatne. Tak naprawdę w ramach darmowego leczenia nie jest możliwe szybkie reagowanie i szybkie wyjście z choroby. A wiadomo państwowo człowiek jest traktowany: jedna, druga, trzecia osoba i nikt się nie wczuwa. Poza tym w zdecydowanej większości przypadków niestety jest gorsza jakość usługi niż w prywatnym gabinecie. Moim zdaniem powinniśmy skorzystać z doświadczeń innych państw. Aby nie było przerzucania pacjenta i tak naprawdę pozostawiania problemów bez rozwiązania.
Teresa Chojnacka (pracująca emerytka).
Zdrowie mi dopisuje i na szczęście nie doświadczam walki o zdobycie miejsca u lekarza specjalisty. Ale w mojej najbliższej rodzinie, gdzie jest konieczność walki z chorobą nowotworową, widzę, że gdyby nie to, że jest dobra sytuacja finansowa, byłyby wielkie problemy, aby całą kurację przeprowadzić. Tak się mówi, że wszystko jest refundowane. Ale dochodzi masa dodatkowych leków, konsultacji, pochłaniających ogromne pieniądze. Sama z bezpłatnych porad podstawowych korzystam sporadycznie. W grę wchodzą badania kontrolne.        rad
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości