Z fantazją! Tak powinno brzmieć dokończenie tytułowego zdania. Oto bowiem głowa Kościoła „poprawia” jego założyciela! Papież zaserwował wiernym skorygowaną wersję modlitwy „Ojcze nasz”, której autorem, jak głosi Ewangelia, jest sam Chrystus. Tradycyjny fragment „i nie wódź nas na pokuszenie” został zastąpiony słowami „i nie opuszczaj nas w pokusach”. Ewangeliści Mateusz i Łukasz zapisali „i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”… Nie jestem teologiem ani historykiem Kościoła. Nie wiem kto jest autorem dotychczas obowiązującej wersji i kiedy została wprowadzona. Ale jestem konserwatystą i do wszelkich zmian naruszających wielowiekową tradycję podchodzę z wielką ostrożnością. Oczywiście Kościół ma dziś o wiele większe problemy niż zmiana jednego fragmentu najbardziej powszechnej modlitwy. Ale pytanie, czy droga do ich rozwiązania prowadzi przez „poprawianie” tego, co obowiązywało przez wieki, czy też przeciwnie, przez konsekwencję w przestrzeganiu odwiecznych zasad? Nie muszę Szanownych Czytelników przekonywać, że bardziej mi odpowiada druga opcja…
Choć tak po prawdzie to wersja Franciszka jest najbliższa doktrynie liberalnej. Dwie pozostałe jakby stawiają pod znakiem zapytania wolność człowieka, czyli wartość dla liberała (konserwatywnego, nie postępowego oczywiście) absolutnie podstawową. Bo trudno mówić o wolności wyboru, jeśli zostaniemy pozbawieni wszelkich pokus, a to oznacza prośba o „nie wodzenie” czy też „nie dopuszczenie”… Tak czy inaczej mamy w tym fragmencie modlitwy prośbę, a może oczekiwanie na boską ingerencję w ludzkie sprawy (czy „sprawki”). Czy aby nie jest to sprzeczne z wolną wolą, w którą człowiek został przez Stwórcę wyposażony? Cóż, prosić możemy, ale czy oczekiwać?
Właśnie zakończyły się obchody siedemdziesiątej piątej rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu (wiem, powinienem użyć niemieckiej nazwy tego miasta…). Przy tej okazji mogliśmy wielokrotnie usłyszeć pytanie, gdzie był Bóg? Dziwne pytanie… Obdarzeni wolną wolą ludzie mordują się nawzajem na skalę przemysłową, a potem pytają dlaczego Bóg ich na tę okoliczność tej wolnej woli nie pozbawił? Dlaczego „dopuścił” do tego, że jedni ludzie „ulegli pokusie” wyeliminowania w okrutny sposób z grona żywych innych, których z jakichś względów uznali za „podludzi”? Można przywołać w tym miejscu wiele różnych tłumaczeń, ale wydaje mi się, że wystarczy jedno. Stwórca potraktował dar wolnej woli, w którą wyposażył człowieka na swój obraz i podobieństwo poważnie, a nie jak zabawkę, którą można dziecku w każdej chwili odebrać, jeśli uznamy, że może sobie nią zrobić krzywdę. I na koniec muszę przeprosić Szanownych Czytelników za formę, która powinna być lekka, bo to felieton! I obiecać, że prędko się tak „ciężki” tekst na tym miejscu nie powtórzy...
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze